Star Wars

Baza Imperium na Er”kit | Wersja 2.0

Baza Imperium na Er”kit | Wersja 2.0

Baza dla biegających ludzików SW została nieznacznie poszerzona względem poprzedniej wersji. Mały preview był w wątku WIP: http://zbudujmy.to/forum/viewtopic.php?f=161&t=11015
Obecnie projekt mierzy 2×3 baseplate 48×48, czyli prawie metr kwadratowy. Nowością jest przede wszystkim platforma dla TIE Fighterów (model od Jeraca, bo jakiś inny?), która siedzi sobie na 2 baseplate’ach. Całość budowałem z myślą o wystawach, więc do środka poszło mnóstwo duplo, technic bricków, liftarmów itd. W zamian mamy czystą, sterylną wręcz górną część. :D Poza lądowiskiem, dobudowałem w miejscu poprzedniego lądowiska (w DBG) platformę na sprzęt, skrzynki i inne kontenery. Być może użyję tego miejsca jako drugie lądowisko, np dla promu typu lambda (jak mój portfel przeżyje) albo dla dwóch V-Wingów. Się zobaczy. :P Tuż za hangarem dla pojazdów terenowych mamy pasek terenu z wieżyczką rakietową inspirowaną grą mobilną SW: Commander. W zasadzie to cały projekt jest tym inspirowany. :D Jak dojdą wszystkie LUGBulki i Project Supporty to zabiorę się za kolejne prace budowlane ku chwale imperium. Okej, macie zdjęcia:











Ogromne dzięki dla Bartka (CTR Bricks) za edycję głównego zdjęcia!

Album na moim drugim koncie Flickr:

IMG_5473

Imperius Unitada Ober Totallex!

Zdrada nad Bespinem

Zdrada nad Bespinem

Hello there! Dziś jest ten dzień. Dzień Star Wars, czyli May the 4th.
Przygotowałem z tej okazji nową scenkę z tego uniwersum.
Zdrada nad Bespinem – 6 poziom z V Epizodu w grach LEGO Star Wars II / The Complete Saga.
Jest to część większego projektu LEGO SWII – revisited, który tworzymy wspólnie z Jankiem i Bartrkiem (CTR). Projekt miał już prapremierę na zeszłorocznej wystawie na Targach Hobby w Poznaniu, gdzie wystawiliśmy kilka swoich wcześniejszych prac.
W ramach projektu chcemy stworzyć serię scenek inspirowanych poszczególnymi poziomami z tej klasycznej gry. Ale z użyciem współczesnych klocków, technik budowania i minifigów. Oraz również z masą easter eggów jak paski True Jedi, monetki, klasyczne blastery itp.
Bespin był zawsze moją ulubioną lokacją z uniwersum Star Wars, jeśli chodzi o design. Wszystkie te abstrakcyjne kształty na ścianach, wnętrza, a szczególnie białe korytarze, a na ich skrzyżowaniach rzeźby wyglądające jak fontanny, no i oczywiście całościowy wygląd samego miasta. Wszytko to jest po prostu idealne. Więc musiałem kiedyś zabrać się za zbudowanie części tej lokacji.
Przy okazji skorzystałem też z kilku Waszych uwag w komentarzach pod ostatnią pracą Janka, która również jest częścią projektu. Dodałem dodatkowe groszki tr. clear pod pralkami z monetkami i umieściłem wśród nich również jedną niebieską.

A teraz zapraszam do oglądania. Na razie są tylko 2 fotki, ale może dorobię potem jeszcze kilka innych ujęć:


Niech Moc będzie z Wami!

Duochromatyczny Y-Wing

Duochromatyczny Y-Wing

W sumie, czemu by nie wrzucić.

Zrobiłem jakiś czas temu Y-Winga – zamknąłem nim projekt Star Wars dla BrickVault, a przynajmniej klasyczne statki.

Samego statku przestawiać nie trzeba. Hotrod świata SW, stary zużyty statek wciąż używany przez rebelię bo jest tani, łatwy do przeróbek i w sumie całkiem nieźle się trzyma jak na swoje lata. Stąd też taki niepoukładany wygląd, mechanicy mają dość zakładania bezużytecznych paneli po kolejnych przeróbkach i w efekcie statek z czasem zostaje “goły”. Zostawia się tylko opancerzenie kabiny, gdzie przy okazji ktoś genialnie wymyślił też upakować całe uzbrojenie. W końcu gdzie chcemy umieścić megatonowy laser jak nie prosto pod siedzeniem pilota? Do kompletu dajmy mu jeszcze drugi nad głową, a po bokach jest zbyt bezpiecznie, to tam będą torpedy – o!

Dlaczego “duochromatyczny”? No, bo jak ludzie budują y-winga, to się niezmiennie upierają żeby całe to okablowanie robić z jajecznicy od białego koloru przez szary, beżowy aż do głębokich brązów.
A Y-Wing w filmach jest taki:

Szary i już!

Są jakieś tam wariacje kolorów, ale one są minimalne.  Zrobiłem więc tak jak mi się zdawało lepiej – dałem bebechom dwa główne kolory, beżowy i szary. Ten beżowy w sumie może być brązowy; idealny byłby miedziany ale nie chciało mi się zamawiać flexów do rżnięcia. No i jako że miała być też instrukcja to użycie gotowych elementów było w sumie dość ważne. Czy to dobra decyzja – zadecydujcie sami. Mi się podoba, ale fakt faktem, jest to znacząco inne podejście i świetnie rozumiem że nie każdemu leży.

 

No a drugą rzecz którą zwauważyłem że ludzie pomijają, to zwężający się ku tyłowi kokpit. Uparłem się żeby to u mnie było po bożemu, a z kolei BrickVaulci uparli się żeby nie używać klocków bez szyby, więc nie mogłem użyć idealnego klocka na przód kokpitu:

No, “nie mogłem” to za dużo powiedziane. Jakby się nic nie udało to na tym by się skończyło.

Kombinowałem na różne sposoby, ostatecznie stanęło na niebieskawej szybce z nowego UCSa bo miała w sumie właściwą wielkość, i podobał mi się kolor.
Ogółem z całego statku najwięcej czasu zajęła ta biała sekcja z przodu, reszta była banalna. Tak jak łebek robiłem miesiąc albo i lepiej, tak reszta – nie licząc czekania na klocki – to było parę wieczorów. Miło się takie greeble układa ;)

Jako że nie byłem przekonany co do tych beżowych rurek, wymodelowałem wersję drugą:

Ten model w oryginale nazywał się “Red Jammer” i nigdy nie wziął udziału w żadnym filmie. Szkoda; podoba mi się ta kolorystyka.

Jestem całkiem zadowolony z wnętrza. Mieści się cały minifig, i nawet z hełmem!
I ma ten rozkładany komputerek.

Podwozie jest. Z przodu chowa się zaraz przed robotem, robota zresztą też można wyciągnąć – wychodzi dołem – a tylne golenie chowają się w silnikach.

Jedyne czego nie udało mi się zrobić to wyrzutnie torped, powinny być pod spodem mniej więcej na środku tych dużych skosów 3×10. One tak ładnie tam jednak pasowały że wolałem nie paskudzić sobie ogólnej bryły. W sumie mogłem znależć jakieś owalne naklejki, jak o tym myślę.

Kilka więcej zdjęć na flikrze: https://www.flickr.com/photos/jerac/

 

Tajne Plany

Tajne Plany

Secret Plans 01 by Pablo Piccasos, on Flickr

W końcu po miesiącach walki z prokrastynacją i systemem edukacji udało mi się znów usiąć do klocków i zrobić zdjęcia mojej najnowszej mini makietki z uniwersum Star Wars.

Part 1 – Hope 01 by Pablo Piccasos, on Flickr
Part 1 – Hope 02 by Pablo Piccasos, on Flickr
Pomysł na makietę zrodził się latem 2018, kiedy to wymyśliłem by zbudować MOCa, który będzie niejako pomostem pomiędzy filmami Łotr 1 i Nowa Nadzieja.
Przez prawie rok powoli zbierałem klocki i figurki potrzebne do projektu. W międzyczasie głowiłem się jakich klocków użyć, by osiągnąć odpowiedne kształty korytarzy.

Part 2 – Imperial Attack 01 by Pablo Piccasos, on Flickr

Chciałem zbudować to tak by oglądając całość miało się wrażenie ciągłości historii. “Czytając” od lewej widzimy Vadera masakrującego Rebeliantów uciekających w popłochu z pokładu “Bezkresu”. Następnie następuje przejście do Epizodu IV i patrzymy na szturmowców wdzierających się na pokład koreliańskiej korwety Tantive IV. Na koniec przez otwarte drzwi widzimy Księżniczkę Leię Organę, wgrywającą dyskietkę z planami Gwiazdy Śmierci do pamięci R2-D2.
Mam nadzieję, że udało się osiągnąć zamierzony efekt :)

Secret Plans 02 by Pablo Piccasos, on Flickr

Po zbudowaniu wszystkiego gdy wydawało się, że jest już z górki, nadszedł czas na zrobienie zdjęć, co wcale nie jest takie łatwe jak się wydaje. Po kilku dniach walki z oświetleniem i modyfikacjach scenerii udało się zrobić takie zdjęcie:

Part 3 – Help me Obi-Wan Kenobi… by Pablo Piccasos, on Flickr

I jeszcze porównanie z kadrem z filmu:

Leia and R2 scene comparision by Pablo Piccasos, on Flickr

Więcej zdjęć w albumie na Flickrze i na Instagramie.

Niech Moc będzie z Wami!
Pablo

X-Wing jest, jaki każdy widzi

X-Wing jest, jaki każdy widzi

Po tym jak zbudowałem dla BrickVault całą klasyczną czwórkę TIE – Fighter, Interceptor, Advanced i Bomber, X-Wing był tylko kwestią czasu. Odkładałem go na później głównie dlatego że to dość nudny statek i prosty, w końcu zrobiło go tyle osób, w tym wiele świetnie – dmac z polskiej sceny afolskiej na ten przykład, i Inthert z tej nieco mniej polskiej. Zabierałem się za niego z niechęcią, bo o ile co do “taja” miałem jakiś tam pomysł i lubię ten statek, to X-Winga zacząłem robić nieco bardziej z przymusu niż dlatego że chciałem.

Dobrze że ten przymus się pojawił, bo mogę wszem i wobec ogłosić że X-Wing pod względem złożoności konstrukcji i wyzwań dla budowniczego LEGO zajmuje dumne pierwsze miejsce. Poważnie. Jak ktoś uważa że zbudował już wszystko i nic go nie zaskoczy, proponuję zbudować dobrego X-Winga.

Pozwólcie że pominę fabularny opis tego myśliwca. X-Wing jest jak definicja konia w jednej z pierwszych encyklopedii: Taki, jak każdy widzi.

Zamiast tego przejdźmy przez czteromiesięczny proces budowania go. Zaczęło się niewinnie:

Panowie z BrickVault koniecznie chcieli przeszklony kokpit a nie z flexów, bo wszystkie inne rzeczy też mają z przeszklonym i wygląda to dobrze. Ja upierałem się na kokpit z flexów, bo nie ma właściwej szybki. Nie wiem jak to jest, ale w LEGO chyba uparli się żeby nie wypuścić właściwego elementu. Najpierw zrobili, w 1998, szybkę która ma właściwą szerokość z przodu, ale niewłaściwą na górze. Teraz w 2015 czy tam 16tym wypuścili taką która na górze jest jak trzeba, ale za to z przodu za wąska. No i jest to pierwszy punkt gdzie się oryginalny X-Wing z klockowym rozjedzie: nochal musi się rozszerzać, a w oryginalnym się nie rozszerza. Co zrobić? Zrobiłem więc jak umiałem, przy okazji starając się aby było gładko. Wszyscy wcześniej albo mają na nosach swoich X-Wingów study albo zębate krawędzie z kafli, fuj.

Z klocków też wyszło spoko. W ogóle, wiecie jaki w przekroju powinien być nos X-Winga? O taki:

Nie prostokątny, nie sześciokątny, nie owalny ani nie normalny w żaden sposób, tylko o taki. Na górze zaokrąglony, po bokach ciut powinno wystawać, a dół gładki być też nie może, no bo przecież. Komuś w ILM (studio produkujące modele) się zdrowo popłynęło. Nic to, udało się to zrobić, przynajmniej jako tako, idę więc dalej.

Tylko ten nieszczęsny czubek… z przodu powinien być szeroki na 1, z tyłu na 2, na środku mieć wgłębienie, do tego pochylony. No nie ma takiego klocka żeby to zrobić jak trzeba.

Teraz ten cały bałagan ze szkicu wyżej musi przejść w miarę regularny heksagon, i ze zwężającego ma się stać równoległy, a na tym wszystkim trzeba osadzić nijak niepasującą szybkę. Spoko.

 

Zacząłem prototypować mechanizm otwierania skrzydeł. To jest w ogóle ciekawe, bo lewe dolne skrzydło jest połączone na sztywno z prawym górnym i druga para tak samo. Mamy więc ten heksagon który i tak się ledwo trzyma przez cały SNOT w środku, a teraz trzeba do tego włożyć skrzynkę przekładniową żeby dało się skrzydła otwierać i zamykać. Ten konkretny mechanizm nie działał jak należy – zacinał się, i w skrajnej pozycji wysadzał dolne fragmenty obudowy kadłuba.

Tu widać alpejskie kombinacje z pokryciem kadłuba od spodu, z zachowaniem tylu kątów ile się dało, wyrzutniami torped, kółkiem do sterowania skrzydłami i Bóg jeden wie czym jeszcze. Kółko jest od spodu, bo pomysł był taki aby z podstawki wychodziła ośka która wchodziłaby do skrzynki przekładniowej i można by sterować skrzydłami z podstawki. Później napiszę jak to wyszło, na tym etapie mogę tylko powiedzieć że to było oczywiste, że to zadziała, no bo dlaczego nie? Skoro da się kręcić kółkiem i działa, no to zadziała i przez ośkę, prawda?

Nawet jakoś to wygląda. niby się za często od spodu modelu nie ogląda, ale nie lubię jak od spodu jest brzydko. Tym bardziej ze jest w planach wysuwane podwozie.

 

Tu walczyłem z profilem nosa. Jak nie za mały kąt między szybą kokpitu a nosem, to za duży, albo znowu ten czubek wygląda jak u sępa… tak źle tak nie dobrze.  Na tym dolnym zdjęciu jest najlepiej jak potrafiłem, i myślę że na tej “budzie” lepiej nie będzie. Tak też zostało do wersji końcowej, nie licząc jakiś tam minimalnych poprawek.

 

Tylne nóżki! Pokrywy nie są zbyt piękne, ale dają radę, a całość nie psuje zanadto mechanizmu skrzydeł. Tu się udało od razu i nie wracałem do tego później.

Miałem dość zacinającego się mechanizmu skrzydeł i zrobiłem nowy. W czasach kiedy istnieje przynajmniej sto udanych, fanowskich X-Wingów z LEGO, z czego połowa wykorzystuje mechanizm Intherta, trudno było wymyślić coś nowego. Inthertowy mechanizm średnio mi leżał bo skrzydła się słabo na nim trzymają, choć sam mechanizm działa dobrze. Zrobiłem więc, po paru tygodniach kombinowania, taki wynalazek jak powyżej, i jak mało z czego, jestem z niego dumny. Działa, jest zmontowany bokiem, a więc solidnie, mieści się cały w 6 studach długości – o 2 mniej niż u Intherta, i nie wykorzystuję jakiś szczególnie rzadkich elementów.

  

No i tu zaczęły się schody. X-Wing jest, gdzieniegdzie łaciaty bo czekałem na klocki, ale nie wyglądał właściwie. To jest paskudny objaw, bo nie znałem przyczyny, ale wiedziałem że coś jest nie tak…

Aha!

Tył kokpitu się zupełnie inaczej zwęża ku górze:

…no to działamy.

Od teraz nos trzyma się od góry tylko na kaflach wetkniętych w tzw. “clipy”. Szaleństwo… ale wiecie, że to działa całkiem nieźle?

Przy okazji zrobiłem podstawkę, i okazało się że tak jak kółkiem kręcić można i skrzydła otwierają się, to przez podstawkę ukręcić można co najwyżej ośkę. Klockowe osie są zbyt giętkie, dlatego że mechanizm skrzydeł musi mieć duży opór, aby skrzydła nie obracały się same z siebie. I o ile palcem kręcąc kółkiem nie ma problemu, tak przez długą ośkę już dobrze nie jest. Odpuściłem więc kręceniu przez podstawkę, obróciłem skrzynkę przekładniową, wyprowadziłem sterowanie do góry i… musiałem wszystko od spodu przerobić, bo niby mała zmiana, a pociągnęła za sobą masę zmian.

 

I cacy! Teraz dopiero dla mnie wygląda to jak X-Wing. Coś co miało być prostym nudnym x-wingiem okazało się chyba najfajniejszym wyzwaniem budowniczym jakie miałem od lat. Przerośnięty star destroyer? Wielki, ale w gruncie rzeczy prosty; główne wyzwanie było inżynieryjne, aby trzymał się kupy. Dwugłowy aniołek z Castlevanii? Jak zwykle problem z cyckami, ale poza tym proste. Cywilne latadełka? Okej, jedno z nich sprawiło mi co najmniej tyle samo problemów z ogólną bryłą co X-Wing, ale nie ma rozkładanych skrzydeł czy wzajemnie wykluczających się – w klockach – założeń.

Pozostała robota to wykończeniówka: tył, wnętrze kokpitu, przygotowania pod instrukcje no i warianty kolorystyczne. Takie tam. Od tego momentu zaczęła się nudniejsza część roboty czyli mapowanie pod instrukcje.

 

Ostatecznie stanęło na trzech wariantach kolorystycznych:

…i moim własnym, będącym czymś pomiędzy czystym białym wariantem, a zużytym wariantem z bitwy o Yavin.

Szanujcie poczciwego X-Winga. To jedno z najciekawszych wyzwań do zbudowania z LEGO jakie istnieją.

 

Sienar Fleet Systems TIE/sa bomber

Sienar Fleet Systems TIE/sa bomber

Niefanów Gwiezdnych Wojen przepraszam, możecie już odpuścić ten wątek ;)

Fanów za to zapraszam do ciągu dalszego modeli produktów firmy Sienar Fleet Systems czyli producenta naszego ulubionego kosmicznego złomu – statków typu TIE… “TIE” Bomber co prawda ma podwójne kadłuby ale silniki akurat nie, więc “TIE” nie pasuje. Powinno być “QIE”. Mniejsza z tym.

Choć w planach mam zbudowanie wszystkich istotnych “tajów” – i dajcie proszę znać jak będziecie mieli dość, to przestanę je wrzucać – od początku wyczekiwałem najbardziej właśnie bombowca. Uwielbiam asymetryczne statki kosmiczne, a w uporządkowanym, estetycznym świecie Gwiezdnych Wojen nie ma dla takich dziwolągów miejsca, poza pojedynczymi rodzynkami – i takim rodzynkiem jest właśnie ten statek. Druga zaleta to cudowna wprost utylitarność. Od początku widać że statek zaprojektowany jest do ciężkiej roboty a nie do konkursu piękności. Dwa cylindryczne kadłuby, dwa panele z radiatorami, wszystko połączone jednym grubym wspornikiem. Z tyłu klasyczne silniki, z przodu z jednej strony kokpit – również standardowy, z drugiej wyrzutnia rakiet i luk bombowy. Nowa republika narobiła się jak głupia żeby zaprojektować B-Winga z tym jego cudacznym żyroskopowym kokpitem, aerodynamicznym kształtem i ceną przyprawiającą Mon Mothmę o czkawkę, podczas gdy Imperium najpierw dołożyło bagażnik do zwykłego T/Fa a jak tego było mało, zrobili odmianę z dwoma kadłubami – i wsio.

Modelik sam z siebie okazuje się być strasznie… cegłowaty. Choć jest niemal tak samo szeroki i długi jak interceptor, waży drugie tyle, i naprawdę czuć to w ręce. Drugie tyle ma też klocków – półtora tysiaka. Z czego ponad dwieście to same płytki 1×1 i 1×2. Tak wyszło, choć ludzie na YT marudzą że drogo… :D
Przejdźmy do rzeczy.





I na koniec taki schemacik… miało być w instrukcji ale do niczego nie pasowało.

Jeszcze tylko dwa i obiecuję że z “tajami” dam spokój na chwilę!

TIE Fighter (znowu) i TIE Interceptor (tego akurat nie było)

TIE Fighter (znowu) i TIE Interceptor (tego akurat nie było)

Powolutku wracam do dłubania w klockach, a nad czym lepiej dłubać niż nad klasycznymi kosmicznymi latadłami?

Fajne?

W sumie historia tych dwóch “tajów” jest wyjątkowo mało interesująca, poleciałem na kasę i tyle. Koleś prowadzący kanał BrickVault poprosił mnie żebym mu zbudował na bazie mojego starego TIE Fightera z 2014 roku kilka innych statków z serii TIE. Zacząłem dłubać, potem odkryłem że klockowa technologia poszła do przodu i dostępne są nowe części – w tym te fajne 6-studowe szybki na przód i tak od klocka do klocka doszedłem do tych poprawionych wersji. “Poprawionych” bo po staremu to zostało dokładnie 8 klocków, tych “kulistych” narożników. Cała reszta musiała być zrobiona od nowa. Plus jest taki: wchodzi minifig, minus jest taki: tylko jak się go w odpowiednim momencie budowy tam wsadzi, bo po bożemu od góry się nie da. Całość jest – jak na mnie – dość solidna, można latać po pokoju, można upuścić na łóżko, i można użyć jako podstawki na michę z owocami:

Interceptor jest nieco bardziej odporny ale ze względu na pogięte boczne panele stracił funkcję podstawki pod miskę. Poza tym jest źle wyważony i nie chce stać prosto, stąd te tycie nóżki na dole. Można się ich pozbyć i dorobić mu podstawkę, ale podstawki są fe.

Budując te dwa graciki naszło mnie smutne stwierdzenie, jak daleko LEGO jest od dokładności “prawdziwego” modelarstwa i jak zupełnie niemożliwe jest oddanie nawet nie tyle szczególików co kształtów oryginału. Coraz bardziej rozważam zaopatrzenie się w drukarkę 3D i drukowanie modeli wyrzeźbionych uprzednio w CADzie czy czymś.

Mimo to gęba mi się śmieje jak widzę taką klockową podróbkę a jeszcze bardziej jak wiem, że udała mi się lepiej niż poprzednia, a o to przecież chodzi.




 

—–

W sumie nie wiem czy to już nowy MOC czy jeszcze nie… dokleję się po prostu tutaj.


Zrobiłem te czarne.


Wcale nie są identyczne. Myślałem że wystarczy zamienić kolory ale nie, ten na przykład ma o ponad 150 klocków więcej. Ci durnie uparli się żeby do środka wsadzić dwóch pilotów, tak jakby jednemu nie było dość ciasno…


…a w ogóle to jak się okazuje, w TheForceAwakens, są dwa nowe czarne taje. Z czerwonym paskiem a’la hotrod i zwykły czarny. No ale że zwykły czarny byłby nudny to trzeba było coś zmienić, nie?


…i zmienili. Zamienili całkiem sensowne umieszczenie silników – po bokach kuli, tam gdzie jest łączenie z pylonami – na takie jak tu. Nie ma to jak mieć silnik w dupie i zaraz za kaskiem. No ale tak mają to tak zrobiłem…


Do tego nowe są szersze, mają dziury w pylonach, antenkę, inne działka i robią “puł puł” jak strzelają zamiast “pziu pziu”.

 

Somewhere on Tatooine: Dune Sea Holiday Special

Somewhere on Tatooine: Dune Sea Holiday Special


Somewhere on Tatooine: Dune Sea Holiday Special

Świąteczny nastrój udzielił się wszystkim, nawet na odległej planecie Tatooine, gdzie Ludzie Pustyni i Jawowie raz do roku spotykają się w pokoju. Morze Wydm nie jest miejscem łatwym i przyjemnym do życia, więc ubierają swoje drzewko ozdobami które mają pod ręką, a potem obdarowują się prezentami.

Wycelowane w konkurs choinkowy, z zachowanym klimatem ulubionej serii, wiec z przymrużeniem oka i troszkę przerażające ;)


Somewhere on Tatooine: Dune Sea Holiday Special by Kocur Velox, on Flickr

Star Wars po mojemu

Star Wars po mojemu

Po chyba ponad rocznym Dark Age wróciłem do formy.

Pod koniec zeszłego roku zacząłem budować mecha, a wyszło mi coś takiego:

https://c1.staticflickr.com/1/557/32554135025_365a198214_c.jpg

Potem dobudowałem skromne otoczenie:

https://c1.staticflickr.com/1/709/31742053623_37b508193d_c.jpg
Jest to moja wizja prototypu A – Winga. Model posiada chowane trójgoleniowe podwozie i jest trwały. Budowa całości zajęła mi 2 dni.

Po obejrzeniu Rogue One dość mocno wróciło mi zainteresowanie tematyką SW. Od dłuższego czasu planowałem zbudować własną wersję Y – Winga w skali minifig. W ciągu jednego dnia powstała jego pierwsza wersja. Od dawna nie czułem takiej radości budowania. Potem coś mi odbiło, uznałem, że skala jest zła, rozebrałem go i zbudowałem Y-Winga w skali UCS. Budowa już nie była taka przyjemna i trwała 3 dni. Niestety to co sprawdziło się w pierwszym nijak nie działało w drugim, dlatego bardziej zainteresowałem się tematem i w efekcie powstały 2 wersje Y-Winga, jedna w skali minifig, druga w “skali UCS”. Obie zbudowane od nowa. Pierwsza wersja UCS była bardziej szczegółowa, bardziej orurowana i bez naklejek. Ta wersja to raczej WIP niż moc, ale na razie zostawiłem temat.
Poniżej obie wersje:

https://c1.staticflickr.com/1/468/31742041053_de620cdd33_c.jpg

https://c1.staticflickr.com/1/569/31742051263_8fae80e9ce_c.jpg

Przy budowie okazało się, że mam kilogramy niewykorzystanych klocków. Skorzystałem z nich oraz z techniki budowy zastosowanej w trzech poprzednich modelach i w ciągu 2 dni zbudowałem kolejny model. Ma on około pól metra długości, chowane podwozie i też jest trwale zbudowany.

https://c1.staticflickr.com/1/693/31742056453_8342f6b80b_c.jpg

W końcu powstał kolejny model luźno nawiązujący do tematyki SW: U – Wing wersja Carrier do transportowania i osłaniania desantu.

https://c1.staticflickr.com/1/474/31710188994_2115c170be_c.jpg

https://c1.staticflickr.com/1/282/32554127495_192c033db8_c.jpg

https://c1.staticflickr.com/1/320/32174862690_c6bfdc3c81_c.jpg

Motyw SW na tyle mi się spodobał, że powstają kolejne modele luźno nawiązujące do tej tematyki. Dziwne ale jako nieszczególnie ciągnie mnie w tym przypadku do wiernego odtwarzania obiektów.
Na razie tyle – work in progres.

Album na Flickr:

Arrow
Odgrzewanie kotletów czyli 3 nowe VW T1T2

Odgrzewanie kotletów czyli 3 nowe VW T1T2

Z kronikarskiego obowiązku prezentuję 3 kolejne VW T1T2 do mojej kolekcji; 3 na raz, żeby się nie rozdrabniać:

1. At1-At2, czyli VolksWagen w klimacie StarWars. Był już kiedyś taki w sieci, ale szeroki na 4 study. Moja wersja jest na 6:

 

 

Pomysł na głowę wziąłem z MisteryMobile’a Lego Dimentions.  Nadal nie mam pomysłu jak wykończyć go z tyłu

 

2. Zombie Apocalypse Snowcat. Miał być na gąsienicach. I pomarańczowy. Potem mnie trochę poniosło.

 

 

Poza tym zombiaki pasują do tematyki Pyrkonu. Z tyłu przy karabinie stoi ludzik którego dawno temu zbudował Pimpur. Nazywam go Aniołem Zagłady. Ta maska + skrzydła cały czas robią na mnie wrażenie.

 

3. Biedronka. Niby wczesniej była Mucha Wstręciucha, ale teraz wpadłem na pomysł, żeby skrzydełka były takie razem z tymi chitynowymi pokrywami. Poza tym ładnie prezentuje się w locie, chociaż na zdjęciu tego nie widać.

 

 

CDN.