LEGO

9464 The Vampire Hearse

9464 The Vampire Hearse

Karawan! Tego jeszcze w LEGO nie było!

9464 The Vampire Hearse

Seria: Monster Fighters
Rok premiery: 2012 (lipiec)
Liczba elementów: 314
Figurki: 3: Lord Vampyre, Zombie Driver, Dr. Rodney Rathbone
Kamień księżycowy: Red
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 38 x 26 x 5.5 cm
Cena: 29,99 €, 34.99 $, 24.99 £, 129,99 zł

BrickLink, Brickset

Pudełko, podobnie jak w przypadku zestawu 9463 The Werewolf, jest sporych rozmiarów, ale jednocześnie jest dość “chude”. Natomiast co do szaty graficznej, to standardowo można rozpływać się w zachwytach: świetne zdjęcie, doskonale, lecz nienachalne efekty specjalne, perfekcyjnie dobrane tło. Nie zabrakło elementów stałych, czyli udanego loga, numeru zestawu i określonego przedziału wiekowego oraz wyszczególnienia potworów w dolnym prawym rogu pudełka.

Z tyłu pudełka otrzymujemy także układ podobny jak w pozostałych zestawach, czyli ponowny rzut oka na wszystkie elementy, wyszczególnienie co ciekawszych elementów konstrukcji, funkcjonalności oraz fosforyzujących klocków. Nie zabrakło oczywiście dwóch całkiem ładnych i nastrojowych grafik.

Jak zwykle, warto zainteresować się tylko jedną boczną ścianką, na której znalazły się zdjęcia figurek.

W pudełku znajdziemy dwa ponumerowane woreczki z klockami, oraz luzem wrzuconą instrukcję. Niestety, wśród woreczków poniewiera się też jeden arkusik z naklejkami, a dokładniej z jedną, dość dużą, naklejka.

Instrukcja to jedna książeczka, licząca 72 strony. Także tutaj zawartość niczym nie zaskakuje, obok planów budowy znalazło się miejsce na indeks elementów, ostrzeżenia i reklamy. Polecam zwrócić uwagę na “tajny” kod, do wykorzystania w grach na stronie LEGO. Jako że karawan składa się głównie z czarnych klocków, świetnie spisuje się tu patent z oznaczaniem takich elementów jaśniejszą obwódką, dzięki czemu budowa przebiega szybko i sprawnie.

Naklejka. Przypominająca płonącą czaszkę (Ghost Rider?), fosforyzująca. Świecenie niestety nie jest idealne, jako elementy fosforyzujące sprawdzają się doskonale klocki w całości wykonane z odpowiedniego materiału, przy naklejce mamy podobny syndrom jak przy torsie Mumii. Owszem, naklejka emanuje światłem, ale bardzo słabym i bardzo krótko.
Naklejka docelowo powinna trafić na dach karawanu, wybaczcie, ale póki co, nie przykleiłem jej, stąd też na kolejnych zdjęciach jej nie uświadczycie. Jak naklejka wygląda na gotowym modelu, doskonale widać na pudełku i grafikach firmowych.

skan naklejki w 300dpi

W porównaniu do wcześniej opisywanych przeze mnie zestawów z tej serii, otrzymujemy tu aż trzy figurki: dwa potwory i jednego łowcę. Warto zauważyć, że jednym z potworów jest Lord Wampir, czyli główny “zły” całej serii, natomiast naprzeciw niemu staje Dr. Rodney Rathebone, przywódca drużyny Monster Fighters. Tak więc zestaw dostarcza nam liderów obydwu frakcji.

Postać Draculi jest jednym z słynniejszych potworów w historii, zarówno patrząc na literaturę jak i kinematografię. I jest to prawdziwy wampir, a nie jakiś metroseksualny popapraniec, błyszczący w słońcu.
Filmów, w których pierwsze skrzypce grał Dracula, powstało wiele, i z ich jakością niestety było rożnie, wśród dzieł naprawdę wartych zainteresowania, pojawiło się dużo chłamu. Do tego w ostatnich latach legenda Wampirów została nadszarpnięta przez pewną “Sagę”…

Przy okazji Lorda Wampira, warto wspomnieć o trzech ekranizacjach opierających się na powieści Brama Stokera wydanej po raz pierwszy w roku 1897.

W każdej wcześniejszej recenzji Monster Fighters wspominałem o studiu Universal International Pictures, nie inaczej będzie teraz, tym bardziej, że to właśnie film “Dracula” z 1931 roku rozpoczął modę na horrory z potworami w rolach głównych, a samo studio Universal wyciągnął z poważnych kłopotów finansowych. Główną rolę zagrał Bela Lugosi, który obok Borisa Karloffa stał się jednym z popularniejszych aktorów tamtych lat. Jako ciekawostkę można dodać, że Bela Lugosi, rodowity Węgier, miał problemy z nauczeniem się języka angielskiego, swoich filmowych kwestii uczył się więc na “słuch”: fonetycznie. Sam film Dracula, nie dość że odniósł niesłychany sukces, to rozpoczął prawdziwą Wampiromanię, a dzieci chętnie przebierały się za hrabiego. Warto nadmienić, że film ukazał się w aż trzech edycjach. Obok normalnej, oczywiście czarno-białej pojawiła się też wersja niema, gdyż wtedy nie wszystkie kina dysponowały odpowiednim sprzętem dźwiękowym. Nakręcono też wersję hiszpańską przygotowaną na rynek Ameryki Łacińskiej, wersja ta jednak nie opierała się na dubbingu, a był to praktycznie od początku nakręcony identyczny film, jednak zmieniła się ekipa filmowa i aktorzy. Główną rolę zagrał Carlos Villariasa, oba obrazy były kręcone niemal jednocześnie, korzystając m.in z tej samej scenografii. Ciekawa, jednak wtedy dość popularna praktyka.

Drakula na ekranach kin zaistniał jednak już wcześniej za sprawą niemieckiego niemego filmu z 1922 roku: Nosferatu, eine Symphonie des Grauens, czyli “Nosferatu: symfonia grozy“. Film ten także opiera się na książce Stokera, jednak z powodu problemów z prawami autorskimi, zmieniono zarówno imiona, w tym głównego “bohatera”, jak i scenariusz. Mimo to Florence Stoker, wdowa po Bramie Stokerze, wytoczyła reżyserowi proces o bezprawne wykorzystanie motywów z powieści. Proces ten wygrała, a sąd przyznał wdowie odszkodowanie oraz nakazał zniszczyć wszystkie kopie filmu. Na szczęście obraz przetrwał, a obecnie jest uznawany za jeden z ważniejszych filmów w historii kina.

Bram Stoker’s Dracula nie bez przyczyny w nazwie zawiera imię i nazwisko autora powieści. Film ten, pochodzący z 1992 roku, uznawany jest za najdokładniejszą ekranizację książki, a przez wielu fanów, także za najlepszą. Niewątpliwe zawdzięcza to wspaniałemu klimatowi, doskonałej reżyserii oraz gwiazdorskiej obsadzie. Reżyser, Francis Ford Coppola obsadził w głównych rolach takich aktorów jak Gary Oldman, Winona Ryder, Anthony Hopkins i Keanu Reeves. Swój epizod miała też Monica Bellucci.

Podobnie jak Wilkołak, także Drakula, a raczej Lord Wampir, pamiętajmy, że potworne serie LEGO nie korzystają z licencji, miał już swoje pięć minut w plastikowym świecie. Pierwsze jego pojawienie nastąpiło w 2002 roku w serii Studios, w ramach czterech zestawów nawiązujących do tematyki potworów, o których już wspominałem we wcześniejszych recenzjach Monster Fighters]. Zestaw ten nosił jakże adekwatną nazwę: 1381 Vampire’s Crypt. Także w Minifigurkach (dokładnie w drugiej serii) pojawił się przeuroczy Wampir. Na poniższym zdjęciu Drakula ze Studios stoi po prawej stronie, w czerwonym płaszczu.

Obecna reinkarnacja hrabiego niewiele zmieniła się od wcześniejszych. Warto zauważyć nowy nadruk na torsie, który niestety ma swoje zarówno minusy jak i plusy. Za minus uważam zepchnięcie na dalszy plan czerwonej kamizelki, jest ona teraz bardzo słabo widoczna. Minus ten przekłada się bezpośrednio na zaletę, tors stał się przez to bardziej uniwersalny, i otrzymujemy całkiem porządne i eleganckie wdzianko, które będzie można wykorzystać we własnych konstrukcjach.
Figurka niestety ma jeszcze jedną dużą wadę: została pozbawiona płaszcza! Jak to tak, Lord Wampir bez swojej charakterystycznej części garderoby? To po prostu nie przystoi!

Główka Drakuli posiada podwójny nadruk, jedna buźka ma zamknięte usta, druga otwarte, przygotowane do kąsania. Szkoda, że zabrakło jakiegoś małego, krwawego akcentu.

Najwidoczniej zamiast krwi dostaliśmy… poświatę. Główka Lorda Wampira jest fosforyzująca, świeci nawet w półmroku całkiem przyzwoicie, dokładnie uwypuklając nadruk oczu i ust. Wygląda to dość makabrycznie a efekt jest naprawdę bardzo ładny.

Zombie wśród potworów wyróżnia się, m.in faktem, że jego forma, z jaką obecnie go kojarzymy, została ukształtowana dopiero w latach 60. minionego stulecia. Jako że w niniejszej recenzji poświęciłem już sporo miejsca Drakuli, odpuszczę dokładniejszy opis Zombiaków, będzie ku temu odpowiednia okazja przy recenzji jednego z kolejnych zestawów, w dość dosadny sposób im poświęconego.

Sama figurka prezentuje się bardzo ładnie, o ile można tak powiedzieć w nawiązaniu do gnijącego jegomościa w poszarpanym garniturze. Oprócz garnituru, dokładniej jego resztek, Zombiak otrzymał czapeczkę, akurat idealną dla zawodu szofera.

Przeciwko dwóm potworom staje sam Dr. Rodney Rathebone, lider i przywódca grupy Monster Fighters! Nienaganny ubiór, zegarek na łańcuszku, wypielęgnowane wąsy, zadziorność w oku, do tego gustowny melonik. Potwory mają się czego obawiać, tym bardziej, że Dr. Rodney jest mistrzem szermierki. I ma sztuczną nogę… Jak mam być szczery, nie jestem do końca przekonany do tych dziwnych akcentów “(bio)mechanicznych” w postaciach łowców. Fakt, wygląda to ciekawie, jednak u mnie budzi mieszane uczucia. Ale w końcu mamy do czynienia z klockami, nie ma żadnego problemu, by ludzikowi jak coś, wymienić spodenki.

Zestaw dostarcza garstkę ciekawych klocków, oprócz elementów w kolorze czarnym, otrzymujemy szybki i sporo przezroczystych klocków,

trochę broni, w tym miecz Drakuli i szablę Doktora, kostki,

motocykl,

i inne elementy, w tym dwie sztuki Bracket 1 x 2 – 2 x 2 Inverted, czyli nowość tego roku.

Lord Wampir nie mógłby obejść się bez trumny, tym bardziej, że głównym tematem zestawu jest samochód pogrzebowy. Trumna ma płaskie wieko z białym nadrukiem.

Budowę rozpoczynamy od motoru Ratheboneja, trzeba przyznać, facet ma niezłą maszynę, z rur wydechowych aż bucha ogień. Do tego dynamit, rewolwer, żółte światełko, motocykl prezentuje się całkiem ładnie i stylowo, idealnie wpasowując się w klimat serii.

Jednak główną składową zestawu jest karawan. Budowę zaczynamy, jakżeby inaczej, od podwozia, później silnik, szyby, światła, zęby (!),

i gotowe. Demoniczny karawan, przypominający nieco samochody ze starego serialu The Munsters, pojawia się w pełnej okazałości. Ogromny silnik, większe tylne koła, zęby zarówno z przodu jak i tyłu, czerwone zasłony. Niewątpliwie pojazd ten należy uznać za wielce specjalny.

Dach nad kierowcą można zdjąć, w końcu Zambie jakoś musi zasiąść za kierownicą. Do tego otwiera też się skrzynia karawanu, w której znajduje się trumna. Ale to nie wszystko, używając bocznej dźwigni, otrzymujemy… katapultę!

Wystarczy w trumnie ułożyć wygodnie Lorda Wampira, zdjąć przezornie wieko i już nasz Wampir może szybować w przestworza. I to bez metamorfozy w nietoperza!

Jak zakończy się spotkanie dwóch liderów, śmiertelnych antagonistów? Jak to w LEGO, wszystko zależy od Was!

Cena za zestaw jest niemała, powyżej stu złotych, za to, oprócz przepięknej otoczki w postaci pudełka czy instrukcji, otrzymujemy ponad 300 klocków oraz trzy figurki. Standardowo, figurki są wprost rewelacyjne, a dodatkowym ich atutem jest fakt, że to główne postacie każdej z frakcji, i jak na liderów przystało, prezentują się wprost perfekcyjnie. Choć brak płaszcza Drakuli jest niewybaczalny. Oczywiście, można się domyślić, że płaszcz został celowo pominięty, wszak Wampir w takim przybraniu o wiele gorzej wylatywałby z trumny, jednak boli brak tak charakterystycznego elementu tej postaci.
Same konstrukcje budzą, podobnie jak inne pojazdy w tej serii, nieco mieszane uczucia. Jest to pomieszanie różnych stylów, można w nich doszukiwać się nawiązania do najróżniejszych symboli w popkulturze (jak choćby wspomniany serial), widoczne jest pociągniecie całości nieco klimatem steampunku. Motocykl jest świetny, ale to dosłownie parę elementów na krzyż, znanych już zresztą wcześniej. Karawan niewątpliwie jest specyficzny, i muszę szczerze przyznać, coś w sobie ma. Katapulta – za pierwszym razem jak sprawdziłem jej działanie, raczej mnie zniechęciła, jednak po krótkiej chwili, i nabraniu trochę wprawy, nie tylko Lord Wampir z niej wylatywał. Ogólnie: zestawy z serii Monster Fighters są dość specyficzne, jednak mają to coś w sobie, coś, co dostrzegą szczególnie miłośnicy starych horrorów czy właśnie steampunku. Ze swojej strony: Karawan szczerze polecam, przyzwoita konstrukcja, całkiem bawialna, do tego świetne figurki. Warto.

Klocki pozostałe po budowie:

Wczesne zdjęcie zestawu, prototyp:


W sumie, niewiele się zmieniło, najpoważniejszą zmianą był kolor motocykla, z zielonego na czerwony.

9463 The Werewolf

9463 The Werewolf

Trzeci zestaw, licząc od najmniejszego w regularnej serii, przynosi trochę zmian. Przede wszystkim mamy znaczny skok pod względem liczby elementów, wielkości pudełka no i niestety ceny. Do tego zestaw przynosi dziwne uczucie déjà vu.

9463 The Werewolf

Seria: Monster Fighters
Rok premiery: 2012 (lipiec)
Liczba elementów: 243
Figurki: 2: The Werewolf, Major Quinton Steele
Kamień księżycowy: Orange
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 28 x 26 x 4.5 cm
Cena: 19,99 €, 19.99 $, 17.99 £, 84,99 zł

BrickLink, Brickset

Pudełko sprawia wrażenie bardzo dużego, jednak jednocześnie jest dość chude, przez co niezbyt pakowne. Ot, sprytny zabieg marketingowy, większa przednia ścianka, czyli najbardziej wyeksponowana na wystawach sklepowych, prędzej przyciągnie wzrok potencjalnego nabywcy.

Co do samej szaty graficznej, otrzymujemy dokładnie to samo co wcześniej: czyli przepiękne logo, doskonałe zdjęcie pociągnięte sporą dawką efektów specjalnych, oraz nastrojowe tło. Pod względem wizualnym pudełka z tej serii stoją naprawdę na wysokim poziomie. Standardowo też, w dolnym prawym rogu, znalazło się miejsce na wyeksponowanie potwora wraz z kamieniem księżycowym którego strzeże.

Tylna ścianka pudełka to także powielenie schematów dla serii. Otrzymujemy więc zdjęcie całego zestawu z dokładnym wyszczególnieniem części składowych, ukazanie funkcjonalności, czyli w tym przypadku wyrzutni za jaką Wilkołakowi służy drzewo, oraz zaznaczeniem elementów fosforyzujących w postaci szponów samego Wilkołaka. Dodatkowo otrzymujemy dwie nastrojowe grafiki, znane już z wcześniejszych zestawów, choć w przypadku trzykadrowego komiksu za każdym razem zmienia się postać potwora – ciekawy i fajny zabieg.

Na cieniutkich ściankach bocznych pudełka znalazło się miejsce na standardowe ostrzeżenia/komunikaty/informacje, oraz ukazanie figurek, w tym wilkołaka w skali 1:1.

Od razu warto zaznaczyć, skąd wspomniane wcześniej odczucie déjà vu. Podobny, wręcz bliźniaczy zestaw gościł już w ofercie TLG dokładnie w 2002 roku w ramach serii Studios. Tam też otrzymaliśmy stylizowany samochód, drzewo i wilkołaka.

Na zawartość pudełka składają się dwa woreczki z klockami oraz luzem wrzucona instrukcja. Naklejek na szczęście nie stwierdzono.

Duże pudełko, ale instrukcja relatywnie małych rozmiarów (ok 20 x 12.5 cm) licząca 52 strony. Zawartość standardowa: reklamy, ostrzeżenia, indeks elementów, plany budowy. Z budową nie ma większych problemów, przebiega sprawnie i przyjemnie, mimo że w zestawie nie ma większej liczby szarych części to czarne klocki nadal oznaczane są jasną obwódką – widocznie “usprawnienie” to na stałe już zagościło w instrukcjach. Na jednym z poniższych skanów widać tajny kod, jeżeli pogrywa ktoś z Was w gry Monster Fighters na stronie LEGO – kod może być mu przydatny i przynieść pewne bonusy w rozgrywce.

Przerażający wilkołak i zaprawiony w łowach myśliwy z ogromną spluwą i teleskopowym okiem (telescopic eye). Powiedzcie sami, jak tu nie kochać tych figurek?

Wilkołak jest dość popularną postacią występującą w literaturze czy filmie, szukając natomiast nawiązania do produkcji Universal International Pictures warto przypomnieć sobie film z 1941 roku: The Wolf Man. Film doczekał się nawet edycji specjalnej a postać Wilkołaka w kolejnych częściach spotkała choćby pewnego potwora. Warto nadmienić, że “The Wolf Man” nie był pierwszym filmem z zarośniętym bohaterem, już w 1935 roku studio Universal wypuściło obraz Werewolf of London, jednak nie został on ciepło przyjęty przez publiczność i ogólnie uznawany jest za jeden ze słabszych horrorów tamtego okresu.

Postać Wilkołaka pojawiła się już wcześniej w plastikowym świecie LEGO. Pierwsze wystąpienie włochatego potwora nastąpiło już w 2002 roku, we wspomnianym wcześniej zestawie z serii Studios: 1380 Werewolf Ambush. Charakterystyczna wilcza główka powróciła jeszcze w 2004 roku, za sprawą postaci Profesora Lupina w zestawie 4756 Shrieking Shack z serii Harry Potter. Także w popularnych Minifigures pojawił się podobny osobnik. Zawitał on przy okazji czwartej serii (8804 LEGO Minifigures Series 4), jednak w jego przypadku zrezygnowano z wymodelowanej wilczej głowy, a otrzymał jedynie zadrukowaną standardową główkę z odpowiednio dobranymi włoskami. Jak dla mnie, to wersja ta była po prostu nieudana i bardzo dobrze, że w najnowszym wcieleniu, Wilkołak wraca w pełnej postaci.

Sytuację z nową formą główki można porównać do zmian jakie obecnie mają miejsce w zestawach Star Wars. Wiele ludzików pojawia się w nowych wersjach, bardziej dopracowanych, formy są bogatsze w szczegóły oraz pojawia się malowanie. Nie inaczej jest w tym przypadku: główka Wilkołaka prezentuje się bardzo dobrze, a białe ślepia i ząbki nadają mu odpowiedniego wyrazu. Jeżeli takie usprawnienia są skutkiem przeniesienia produkcji do Chin, to w tym przypadku nie mam tego za złe, tym bardziej, że pod względem jakości, główce nic zarzucić nie można.

Wilkołak ubrany jest w strój, który narzuca skojarzenia z drwalem: niebieskie spodnie i czerwoną flanelową koszulę, do tego szelki. Ot taki stereotyp. Oczywiście ubranko nie zachowało się w idealnym stanie, widać wyraźnie przetarcia na spodniach a spod porwanej koszuli prześwituje zarośnięty tors (z pozdrowieniami dla Sorrow ;) ).

Jedynym elementem fosforyzującym w niniejszym zestawie są pazury potwora, na szczęście można je porównać do kościanego konia a nie torsu mumii – emanują mocnym blaskiem nawet w półmroku. Dla łasych na elementy: w zestawie otrzymujemy jeden zapasowy pazur, choć co można zrobić z trzema takimi elementami?

Czoło Wilkołakowi może stawić tylko ktoś zaprawiony i doświadczony w łowach i polowaniach. Taką postacią bez wątpienia jest Major Quinton Steele. Odpowiedni ubiór, zadziorna mina, wypielęgnowany zarost. I to oko. Teleskopowe.
Nadruk na torsie jest dwustronny, niestety, główka już posiada tylko jednostronny nadruk.

Oczywiście doświadczony myśliwy nigdzie nie rusza się bez swojej wiernej spluwy, a spluwa Majora robi wrażenie.

Zestaw dostarcza trochę ciekawych elementów, w tym Cone 1.17 x 1.17 x 2/3 (Fez) w kolorze Pearl Gold (obecnie w tym kolorze tylko w dwóch zestawach Monster Fighters), cegiełki, Bracket 1 x 2 – 1 x 2, żabę w kolorze Flat Silver (tylko w tym zestawie!),

a przede wszystkim małe liście w kolorze oliwkowym (5 sztuk) (Olive Green Plant Leaves 4 x 3), które to w tym kolorze, póki co, znajdziemy tylko w tym zestawie.

Czas przystąpić do budowy. Zaczynam od małego, nieco pokracznego autka Majora. Pierwsze wrażenie związane z tym samochodzikiem miałem strasznie negatywne, na myśl przyszło mi porównanie z pojazdem z zestawu 5986 Amazon Ancient Ruins także niezbyt udanym. Na szczęście, po budowie, okazało się że aż tak źle nie jest. Samochodzik owszem, jest nieco pokraczny, jednak dobre wrażenie robi jego przód: z ciekawym silnikiem (wykorzystano rewolwery), czterema lampami (by rozświetlić mroki lasu) i żabką jako emblematem.

Drugą konstrukcją jest drzewo. I znów, mam mocno mieszane odczucia. Nie jest złe, prezentuje się nawet całkiem ładnie, ciekawie wkomponowano jakby małe ruiny w których ukryto (na widoku) kamień księżycowy, bawialność, czyli wyrzutnia dla wilkołaka także sprawdza się o dziwo całkiem nieźle. Jednak pozostaje jakiś niedosyt, czegoś mi tu zabrakło.

Cały zestaw w pełnej krasie:

Jak działa drzewna wyrzutnia najlepiej zaobserwować na poniższym, króciutkim, filmiku:

Za nieco ponad 80 złotych otrzymujemy dwie naprawdę świetne figurki i prawie 250 klocków, w tym parę unikatów. Konstrukcje są zgrabne, i w miarę udane, choć ja prywatnie odniosłem wrażenie, że zarówno w samochodziku, jak i drzewie czegoś zabrakło. Jakiegoś szlifu, wykończenia, duszy? Na pewno za niezaprzeczalny plus zestawu należy policzyć ludziki – i to zarówno potwora, jak i łowcę, są po prostu bezsprzecznie świetni. Co do klocków, zapewne największą popularnością będą cieszyły się liście w nowym, całkiem udanym kolorze, jednak kupować zestaw tylko dla pięciu takich klocków to oczywiście przesada. Pozostałe elementy już są w większości standardowe, a oryginalna (pod względem kolorystyki) żabka chyba też nikogo specjalnie nie skusi? Ogólnie, zestaw warto polecić, ale tylko fanom czy też miłośnikom tej serii. Posiada zarówno plusy, jak i minusy, co w prywatnym rankingu przeważy, już każdy sam musi zadecydować we własnym zakresie.

Klocki pozostałe po budowie:

Wczesne zdjęcie zestawu, prototyp:

Ogólny zamysł się nie zmienił, także pojazd Majora wygląda praktycznie tak samo we wczesnej jak i ostatecznej wersji. Modyfikację przeszło drzewo, choć raczej tylko pod względem kosmetycznym i kolorystycznym. W prototypie nie widać nowych liści które na szczęście znalazły się w wersji ostatecznej.

9462 The Mummy

9462 The Mummy

Drugi najmniejszy zestaw z regularnej serii przynosi nam postać Mumii zasiadającej w rydwanie. Czuć wyraźnie klimat egipski, popsuty nieco przez udziwnione latadełko łowcy, a właściwie łowczyni potworów.

9462 The Mummy

Seria: Monster Fighters
Rok premiery: 2012 (lipiec)
Liczba elementów: 90
Figurki: 2: The Mummy, Ann Lee
Kamień księżycowy: Purple
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 19 x 14 x 4.5 cm
Cena: 9,99 €, 11.99 $, 8.99 £, 39,99 zł

BrickLink, Brickset

Pudełko jest relatywnie małych rozmiarów, jednak w zupełności wystarcza, by pomieścić niecałą setkę elementów. Wykonano je z dość cienkiego kartonu, tak więc o uszkodzenie nietrudno. O samym logo serii już napisałem sporo w poprzedniej recenzji, natomiast co do samej grafiki zdobiącej pudełko, to ponownie należą się zachwyty nad pracą zarówno fotografa jak i grafików. Zestaw przedstawiono w pełnej krasie, dokładnie widać co znajdziemy w pudełku. Zdjęcie ubarwiono sporą dawką efektów graficznych, jednak zachowano na szczęście pewien umiar, upiększenia doskonale pasują do modelu i nadają mu odpowiedniego klimatu. Także tło jest małym majstersztykiem, wprawne oko może zauważyć zarys piramidy, domu oraz… młyńskiego koła?
Standardowo dla wszystkich zestawów (z wyjątkiem promocyjnych) w dolnym prawym rogu pudełka znalazło się miejsce na wyeksponowanie potwora wraz z kamieniem księżycowym, którego strzeże.

Z tyłu pudełka ponownie zamieszczono zdjęcie całego zestawu, tym razem jednak ustawiając inaczej występujące tu elementy. Dodatkowo znajdziemy tutaj dwie klimatyczne grafiki, w tym króciutki komiks, oraz wyraźne zaznaczenie elementów fosforyzujących. Jak widać, w niniejszym zestawie świeci kościany koń oraz ludzik, czyli tors i buźka mumii.

Boki pudełka standardowo zdobią ostrzeżenia, uwagi, informacje oraz dwa rysunki prezentujące ludziki. Mumię zaprezentowano w skali 1:1.

Instrukcja liczy 28 stron i składa się na nią standardowa zawartość. Nie zabrakło ostrzeżeń (o dywanie i niemieszaniu elementów) czy reklam. Plany budowy są czytelne, składanie przebiega szybko i sprawnie, bez najmniejszych problemów.

Ludziki w serii Monster Fighters sprawiają naprawdę doskonałe wrażenie, i mogą budzić głosy zachwytu. Prywatnie kibicuję potworom i to właśnie te figurki głównie zachęciły mnie do zapoznania się z tą serią, jednak nawet łowcy prezentują się nader ciekawie. Jak już wspominałem, cała seria nie opiera się na licencji, jednak nawiązanie do kultowych klasyków horroru ze studia Universal International Pictures jest nad wyraz widoczne. Zresztą filmów o Mumii było wiele, tutaj warto przypomnieć klasyka z 1932 roku ze świetną rolą niezwykle wtedy popularnego Borisa Karloffa: The Mummy.

Samych figurek Faraonów czy Mumii także w LEGO było niemało, a sporą gromadkę takich postaci przyniosła nam choćby seria Pharaoh’s Quest. Mumia z Monster Fighters nie wyróżnia się na tym tle jakoś nadzwyczajnie, nadruki są estetyczne, odpowiednie do takiej postaci, twarz widoczna za bandaży budzi nieco makabryczne skojarzenia. Choć jest jedna cecha nadzwyczajna w niniejszej postaci: świeci ona mianowicie w ciemności, ale więcej o tym pod koniec recenzji.

Zadziorna i ładna buźka, biała bluzka i czerwony gorset, niedbałe włosy (nieco gumowate, znane już z postaci Pani Jaskiniowiec z Minifigures) w które wpięła bełt. Oto Ann Lee w pełnej okazałości, jedna z najlepszych figurek z którymi miałem styczność! Mimo że kibicuję potworom, to w tym zestawie to właśnie Ann gra pierwsze skrzypce! Historia głosi że będąc dzieckiem została porwana przez wiedźmy co spowodowało, że poznała arkana magii. Patrząc na jej imię i nazwisko można dopatrzeć się podobieństwa do postaci Annabel Lee z wiersza Edgara Allana Poe.

W zestawie Ann nie włada magią, natomiast jako broń otrzymała kuszę wraz z dwoma bełtami. Ostra z niej kobitka.

Pojazd Ann Lee to malutki śmigłowiec, przynoszący na myśl podobne pojazdy występujące już w serii Adventurers. Ot, parę elementów na krzyż, konstrukcja jest nawet przyzwoita, jednak nie wzbudza bardziej ciepłych odczuć. I chyba ktoś zapomniał o podstawowych zasadach BHP, wszak w wirnik mogą wplątać się włosy naszej łowczyni!

Na szczęście o wiele lepiej jest z rydwanem Mumii, mimo, że konstrukcji można zarzucić małą pstrokaciznę kolorystyczną, to jednak cały rydwan prezentuje się nad wyraz dobrze. A zaprzęgnięty w kościanego konia, znanego już z serii Castle Fantasy Era, pasuje idealnie do klimatu serii. Jednak nie daje mi spokoju jedna rzecz: czy mumia ma tak zatęchły umysł, że kamień księżycowy którego miała strzec, umieściła w tak widocznym i łatwo dostępnym miejscu? No chyba, że koń emanuje jakimś rodzajem pola siłowego i zabezpiecza kamień. Albo chociaż potrafi nieźle ugryźć…
Dla miłośników ciekawych klocków: w rydwanie występują cztery elementy Round Corner 2 x 2 Macaroni w kolorze Dark Tan.

Zarówno koń, jak i tors czy główka mumii są fosforyzujące, mimo że trudno odwzorować taki efekt na zdjęciach, mniej więcej tak to się prezentuje:

Koń świeci wprost bajecznie, nawet w małym półmroku wyraźnie widać zielonkawą poświatę. Niestety, gorzej jest z samą mumią, tu już efekt świecenia jest znacznie groszy.

Recenzje mają to do siebie, że absolutnie nie są obiektywne, a mi cała seria Monster Fighters bardzo przypadła do gustu. Nie inaczej jest z tym zestawem, tym bardziej, że postać potwora i rydwanu wyraźnie nawiązuje choćby do pierwszej serii Adventurers. Biorąc pod uwagę jeszcze w miarę przyzwoitą cenę, zestaw jak najbardziej polecam, dostarcza sporo fajnych elementów, dwie świetne figurki, w tym uroczej Ann Lee oraz fosforyzującego kościanego konia. Gorzej niestety ze świeceniem Mumii, i to można potraktować jako wyraźny minus. Konstrukcje są zgrabne, rydwan prezentuje się bardzo ładnie, śmigłowiec, mimo że nie wzbudza cieplejszych odczuć, i traktuję go jako “wypełniacz”, to jednak też może się podobać. Ogólnie: udany, przyzwoity zestaw, dla miłośników starych horrorów zakup obowiązkowy.

Klocki pozostałe po budowie:

Wczesne zdjęcie zestawu, prototyp:

Widać małe, raczej kosmetyczne różnice, głównie w kolorystyce. Warto zwrócić uwagę na postać mumii w dolnym prawym rogu, w ostatecznej wersji zdecydowano zastąpić broń kamieniem księżycowym. Szkoda też, że zrezygnowano z bata.

4193 The London Escape

4193 The London Escape

4193 The London Escape

Jako że kontynuuję swój „run” poprzez serię najnowszych Piratów, pozwolę sobie na drugą, po veddera, recenzję niniejszego zestawu.

Seria: Pirates of the Caribbean
Rok premiery: 2011
Liczba elementów: 462
Figurki: 5: Jack Sparrow, Joshamee Gibbs, Horse Coach Driver, King George Soldier x2
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 48 x 28 x 6 cm
Cena: 49.99 USD, 46.99 GBP, 59.99 EUR (Germany), 259.99 PLN, Allegro: 195-260 PLN

BrickLink, Brickset

1) Pudełko

Przyzwoity karton, śliczna szata graficzna i sensowny stosunek wielkości pudła do zawartości, choć i samo pudełko jest sporych rozmiarów. Przednia ścianka to charakterystyczne elementy dla całej serii, łącznie z zasadą podtytułów: „The London Escape” oparto na najnowszym filmie z serii (Pirates of the Caribbean: On Stranger Tides – 2011 rok), tak więc podtytuł filmu znalazł też swoje miejsce na pudełku.

Tył pudełka oczywiście też nawiązuje stylistyką graficzną do pozostałych zestawów, i wyraźnie uwypukla wszelkie konstrukcje oraz ich funkcjonalność.

Boczne ścianki także powielają schemat określony dla całej serii, tj. warto przyglądnąć się tylko jednej, na której mamy ludzika w skali 1:1 oraz małe reklamy: nadchodzącej gry i LEGO Club.

2) Elementy

Zawartość pudełka rysuje się następująco: otrzymujemy cztery ponumerowane woreczki z klockami:

oraz dwa woreczki z guzikami i mydłami. Zgadza się, w moim egzemplarzu były dwa takowe woreczki, ot widać los sprawił mi psikusa i jakimś dziwnym przypadkiem nie pożałował mi tego szajsu. Ale psioczyć absolutnie nie ma za co, powoli przyzwyczajam się do mydła (o kurcze, jak ta fraza brzmi gdy wyciągnie się ją z kontekstu…).

Kolejne, i nie ostatnie, nawiązanie do standardów w serii, czyli instrukcja i dodatki ładnie spakowane w woreczek, a całość doskonale usztywniona tekturką. Oczywiście rozwiązanie takie traktuję jako genialne, nic się nie pomnie, potarga, poniszczy, tym bardziej że jestem pod tym względem strasznym pedantem i naderwany rożek instrukcji wprowadza mnie w stan niezwykłej nerwowości.
;)

Zawartość woreczka, czyli dwie książeczki, plakat oraz karta z kodem:

Plakat, standardowo, po jednej stronie ma scenkę nawiązującą bezpośrednio do zestawu, drugą stronę natomiast zdobi „niby mapa”, czyli ładny obrazek obecny na większości plakatów dokładanych do poszczególnych zestawów z serii.

Przeskakując z papieru na plastik, z gromadki ciekawszych elementów, warto wymienić:
- zwierzaki:

- elementy z nadrukiem. Tak, zgadza się. Z NADRUKIEM! Ani grama, krzty, ociupinki, szczypty naklejki. Dla mnie wielki plus, tym bardziej że w obrazku ze statkiem już zdążyłem się zakochać.

- spakowany w osobny kartonik płaszcz, w, zgodnym z najnowszą londyńską modą, kolorze Reddish Brown.

- przepiękne nowości, czyli wiaderko oraz butelki. Butelki w liczbie mnogiej, za co duży plus, mimo że ta mnoga to zaledwie dwie sztuki…

- drzwi, okno, krata oraz, powstań! okiennice, spocznij. Okiennice, całkiem nowy, niezwykle ciekawy element, póki co dostępny tylko w dwóch zestawach. Szkoda jedynie, że w niniejszym zestawie znajdziemy tylko dwie sztuki tej nowości…

- sporo piórek, w dwóch wersjach kolorystycznych. Służą jako fantazyjne przyozdobienie kapeluszy oraz skwierczące płomienie.

- wyposażenie! Czego tu nie ma! Baty, kajdanki, broń palna, szable i pas (niestety tylko jeden, za to w kolorze białym – dostępny tylko w tym zestawie), łopata, kielich oraz sekstant. Całkiem przyzwoicie, nieprawdaż?

- monety i sztabki złota. Już nie przynudzam i nie psioczę więcej. Są w tym zestawie, bądźmy szczęśliwi.

Zanim przejdziemy do samych ludzików, warto wspomnieć o nakryciach głowy, szczególnie o rewelacyjnych trójkątnych kapeluszach z białą obwódką (tylko, chlip, dwa…),

oraz włoskach Jacka z kapeluszem. Tu warto słowem wyjaśnienia dodać, że włoski naszego kapitana dostępne są w dwóch wersjach. W mniejszych zestawach występuje z chustą na głowie, natomiast TYLKO w trzech największych zestawach z regularnej serii ma na głowie kapelusz. Czyniłoby to z tego elementu spory unikat, gdyby nie to, że taką wersję otrzymamy też w małym, promocyjnym zestawiku 30131.

Z pozostałych elementów, warto napomknąć jeszcze o:

Wheel Wagon Huge (43mm D.) po raz pierwszy w kolorze Reddish Brown, co ciekawe, mniejsza wersja kółek (Wheel Wagon Large (33mm D.)), którą zresztą też otrzymujemy z tym zestawem, dość często występuje w tym odcieniu.

- sporej gromadzie klocków w niezwykle ładnym kolorze Dark Green, w tym: , , , .

3) Instrukcja

I ponownie, standard dla serii, oczywiście jak pozostałe składowe, standard z tych naprawdę wysokich. Instrukcja, a właściwie instrukcje, gdyż otrzymujemy dwie książeczki (formatem zbliżone do kwadratu), są czytelne, klarowne, jasne (nawet za jasne, gdyż ponownie mam problem z czarnym kolorem, ale obiecałem nie marudzić…), uzupełnione dywanami, reklamami oraz indeksami. Dla porządku wspomnę, iż wśród reklam nie zabrakło też tej z moim (krzyczącym) ulubieńcem.

Pierwsza książeczka, 40 stron, wykorzystuje elementy z woreczków 1-2 z których to składamy ludziki oraz dwa pojazdy.

Druga książeczka, 60 stron, woreczki 3-4, przedstawia budowę karczmy.

4) Ludziki

Pięć przecudnych figurek. Czyli, jeżeli chodzi o tą „przecudność”, standard dla serii. ;)

Kapitan Jack Sparrow

W wersji z kapeluszem dysponuje także odmiennym kolorem torsu od swojej wersji z chustą (tu: Dark Brown, we wcześniejszej wersji: Dark Blue), także parę szczegółów samego ubioru jest zmodyfikowane.

Joshamee Gibbs i Woźnica

Postać, tak samo jak Jack, obecna we wszystkich czterech częściach filmowej sagi. Na usta w tym momencie cisną mi się same superlatywy. Świetny tors, dość uniwersalny, co można potraktować jako główną zaletę, do tego ludzik ma przepiękną główkę i rewelacyjne włoski. Włoski znane są już z postaci Willa, jednak on nosił je w kolorze Dark Brown, natomiast Gibbs dorobił się już siwizny i otrzymujemy je w kolorze Dark Bluish Gray. Jest to obecnie jedyna figurka mająca ten świetny kształt włosków w tymże kolorze. Niestety, Gibbs występuje tylko i wyłącznie w niniejszym zestawie…

Woźnica wyróżnia się przede wszystkim schludnością i to zarówno na twarzy (nienaganny zarost) jak i w ubiorze. Do tego uniwersalność tego ludzika (oczywiście biorąc pod uwagę „świnkowy” kolor główki) aż krzyczy by wykorzystać go we własnych konstrukcjach.

Żołnierze

Zaczyna to być nudne, ale i tu należy posypać superlatywami. Sam tors żołnierza niższego stopniem znany już jest z serii Pirates II, jego kolega posiada natomiast całkowicie nowe wdzianko. Do tego fajne główki i wspomniane już kapelusze z białymi oblamówkami. Całość to jednym słowem rewelacja!

5) Zestaw

Budowę zaczynamy od karocy, czyli konstrukcji za bardzo pudełkowej jak na mój gust. Choć podoba mi się dość dużo wolnej przestrzeni nad przednimi kołami, oraz sama różnica wielkości między kołami przednimi a tylnymi. Te szczegóły nadają karocy pewnego smaku, jednak całość jakoś nie chwyciła mnie za serce.

Karoca posiada otwierane drzwi oraz coś na kształt katapulty na dachu.

Miłym urozmaiceniem jest skrzynia z guzi… złotem…

Karoca posiada możliwość obrotu przedniej osi, co w połączeniu z dyszlem zamocowanym na zawiasie, kształtuje się trochę na przerost formy nad treścią. Jednak w ogólnym rozrachunku sprawdza się wyśmienicie, cwałowanie po stole czy dywanie jest naprawdę przyjemne. Nie zapomnijmy też o kolorystyce, przepiękny ciemnozielony nadaje tylko karocy dodatkowego uroku.

Drugim pojazdem jest wóz z węglem, znacznie mniejszy od karocy i utrzymany w brązowo-czarnej kolorystyce. W wozie tym obydwie osie są sztywne, natomiast warto zauważyć, że przednie koła są mniejsze od tylnych. Rozwiązanie takie idealnie pasowało do karocy, tymczasem w wozie wygląda co najmniej dziwniej, jednak absolutnie nie należy traktować tego jako wady konstrukcji a jedynie jako ciekawostkę.

Wóz posiada ciekawy patent z obrotową niejako zawartością, jednym ruchem palca możemy rozpalić przewożony węgiel. Jednak trzy ogieńki wyglądają strasznie ubogo i nijak mają się do sceny zaprezentowanej choćby w zwiastunach filmu.

Obydwa pojazdy prezentują się nader dobrze, choć nie ukrywam, że odnoszę nieodparte wrażenie, że czegoś mi tu brakuje, i to oprócz wspomnianego niedoboru ogieńków. Pomijam też fakt, że wolałbym by naszą karocę zaprzęgnięto w więcej niż jednego konika.

Kolejna konstrukcja jest już mniej mobilna, jednak posiada całkiem spory potencjał „ruchowy”.

Otwierane drzwi, okiennice, klapa,

a do tego jedna cała ściana jest ruchoma!

Karczma prezentuje się bardzo zgrabnie z zewnątrz, smaczku nadają szczegóły na dachu, komin, czy też „daszki” na ścianach. Środek, mimo dwupoziomowości i szeregu „upiększaczy” jednak straszy nieco pustką, a przynajmniej karczmą trudno to nazwać,

choć nie zabrakło miejsca dla stolika z kielichem i butelkami,

czy też beczki, być może wypełnionej kill-devil*.

Wszystkie składowe zestawu ładnie się komponują,

a po budowie zostało parę ciekawych elementów.

Zestaw nie jest pozbawiony minusów, a wad można doszukać się zarówno w uproszczeniach w stylu wnętrza karczmy, płomieni czy też pojedynczo zaprzęgniętych koni. Praktycznie każda składowa, każda osobna konstrukcja, ma w sobie jakieś wady czy braki. A jednocześnie całość składało mi się bardzo przyjemnie, i bardzo mi się jednak podoba. Właśnie takie trochę mieszane uczucia wywołuje u mnie ten zestaw. Pozytywne spojrzenie na konstrukcje prawdopodobnie potęgowane jest sporą oryginalnością, w końcu nieczęsto spotyka się wozy i karczmę w klockowych Piratach. To akurat do mnie przemawia, przynajmniej na tyle, że jestem skłonny przymknąć oko na niedociągnięcia. No i, standardowo (a jak, powtórzę to słówko jeszcze raz), rewelacyjne figurki dopełniają całości.

I karocą się świetnie jeździ!

* nieoczyszczony rum, nazwany tak z powodu palącego smaku oraz piekielnej mocy. Miano takie stosowano w XVII wieku w koloniach angielskich.

9461 The Swamp Creature

9461 The Swamp Creature

Seria Monster Fighters, mimo że nie opiera się na żadnej licencji, jest wyraźnym nawiązaniem do klasycznych horrorów produkowanych w latach 30′ i 40′ minionego stulecia przez Universal International Pictures. W tamtych czasach był to ogromy komercyjny sukces, niestety z czasem formuła horroru nieco się wyczerpała i zastąpiona została przez kiczowate (aczkolwiek obecnie także uważane za kultowe) filmy Science Fiction. W przypadku LEGO nie jest to pierwsze sięgnięcie po taką tematykę, w roku 2002 ukazały się cztery zestawy z potworami w ramach filmowej serii Studios (1380 Werewolf Ambush, 1381 Vampire’s Crypt, 1382 Scary Laboratory, 1383 Curse of the Pharaoh), także w popularnej serii minifigures przewinęło się trochę “strasznych” postaci.
Osią fabularną Monster Fighters są kamienie księżycowe, potwory chcą je zdobyć by na świecie zapanowała wieczna ciemność, starają się temu zapobiec bohaterowie tworzący tytułową grupę Monster Fighters (zapraszam do obejrzenia trailera z polskimi napisami). Czyli standardowo jak na dzisiejsze czasy, mamy dwie przeciwstawne nacje, świetne i oryginalne figurki oraz wyraźny akcent kolekcjonerski w postaci wspomnianych kamieni księżycowych.

9461 The Swamp Creature

Seria: Monster Fighters
Rok premiery: 2012 (lipiec)
Liczba elementów: 70
Figurki: 2: The Swamp Creature, Frank Rock
Kamień księżycowy: Yellowy-green
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 14 x 12 x 4.5 cm
Cena: 7.99 €, 6.99 $, 4.99 £, 32.99 zł

BrickLink, Brickset

Oczywiście, jak w przypadku każdego pudełka, najważniejsza jest szata graficzna przedniej ścianki. Powinna być estetyczna, ładnie skomponowana, przedstawiać wyraźnie całą zawartość oraz zachęcać do zakupu potencjalnego klienta. Tym bardziej, gdy mamy styczność z nową serią dopiero debiutującą na rynku.
Pamiętacie jak rozpływałem się w zachwytach nad pudełkami z serii Pharaoh’s Quest i Pirates of the Caribbean? Z tego co już widzę, nie inaczej będzie w przypadku Monster Fighters, po prostu graficy odwalili kawał świetnej roboty.
Większość wydawanych obecnie serii posiada logo będące jednocześnie pełną nazwą serii (o ile pamiętacie, kiedyś to nie było regułą, że chociaż przypomnę serię Adventurers, były wersje z nazwą i bez, ale głównym motywem logo był Johnny Thunder). Seria Monster Fighters podpada pod tę zasadę, otrzymujemy więc stylizowany napis tożsamy z nazwą serii.
Dwa wyrazy tworzące logo przygotowano w nieco odmienny sposób, a jedyną ich wspólną cecha jest widoczne „sfazowanie” liter. Słówko „Monster” wygląda jakby było utworzone z gęstej mgły, idealnie przez to nawiązuje do samych potworów, tym bardziej, że z liter unoszą się „dymki”, a napis zakończono makabryczną ręką. Słówko „fighters” jest bardziej uproszczone, wygląda jakby litery wykonano z marmuru lub granitu, przez co nasuwa się nawiązanie do twardych i odważnych łowców potworów. Jednym słowem, logo idealnie odwzorowuje dwie przeciwstawne frakcje obecne w serii.
Zadbano także o odpowiednie tło, chmara nietoperzy „wylatujących” z księżyca wygląda bardzo ładnie i nadaje odpowiedni klimat.

Trochę rozpisałem się na temat logo, ale jako że jest to pierwsza recenzja na forum, myślę że warto bliżej się mu przyjrzeć.
A co otrzymujemy oprócz logo? Przede wszystkim zdjęcie zestawu w całej krasie, zdjęcie niezwykle udane i odpowiednio dopieszczone w programach graficznych. Nastrojowe tło, nieodzowne efekty, jednak na szczęście nie przesadzono za bardzo i wszystko idealnie się ze sobą komponuje. Niewątpliwie pierwsze skrzypce w tej serii grają same potwory, co zostało odpowiednio uwypuklone na pudełku: sylwetkę potwora wraz z kamieniem księżycowym którego strzeże umieszczono w dolnym prawym rogu.

Pozostałe elementy to zakres wiekowy odbiorcy dla którego zestaw jest odpowiedni (taaaaa…) i sam numerek. Nazwy brak, zapewne będzie występować tylko w amerykańskich wersjach pudełek. Akurat w tym przypadku jestem zdania, że im mniej napisów tym lepiej, szkoda nimi psuć bardzo ładny obrazek.

Tył pudełka ukazuje funkcjonalność zestawu, niestety niewielką, gdyż jedynym interaktywnym elementem są strzelające pociski. Podkreślę: funkcjonalność w rozumieniu “coś się rusza, strzela, kręci, wybucha” i absolutnie nie należy tego terminu utożsamiać z bawialnością. Dodatkowo znalazło się miejsce na dwie stylizowane grafiki, pierwsza to trzykadrowy niemy komiks ukazujący moc kryształów, druga to spierający się antagoniści serii.

Boki pudełka to standard, nagromadzenie ostrzeżeń, informacji, gdzie elementy są produkowane (Denmark, Hungary, Mexico, China, Czech Republic) oraz ukazanie figurki w skali 1:1.

W pudełku znajdziemy dwa woreczki z klockami, oraz niczym niezabezpieczoną instrukcję.

Instrukcja to jedna książeczka w formacie około 15 x 10 cm licząca 28 stron. Zawartość standardowa, czyli ostrzeżenia o dywanie i niemieszaniu elementów, indeks klocków, reklamy (w tym ta moja ulubiona). Miejsce na plany budowy też się znalazło, niebieskie tło bardzo dobrze wpływa na czytelność, przy każdym kroku budowy mamy wyszczególnione elementy które w danej chwili potrzebujemy, czarne klocki według “nowej” zasady są naprawdę czarne i dodatkówo zaznaczone jasną obwódką. Jednym słowem instrukcja w pełni spełnia swoje zadanie.

W zestawie znajdziemy dwie figurki, jedna należy do frakcji “Monster Fighters” druga to sam potwór. I nie ma co mydlić oczu, przynajmniej według mnie, cała seria stoi właśnie figurkami potworów. Łowcy potworów, a właściwie amatorzy kamieni księżycowych to tylko uzupełnienie i kultywowanie zasadzie przeciwstawnych frakcji, czyli czegoś co obecnie jest obowiązkowe praktycznie w każdej serii LEGO. Choć należy przyznać, postacie łowców zostały stworzone w bardzo przemyślany sposób, i mam nadzieję, że będę mógł Wam przybliżyć kiedyś pewien tajemniczy dziennik. Ale to w przyszłości, a w tym momencie skupmy się na niniejszym zestawie.

Potwór jest zielony. I ma przerażające ślepia. I to już mu daje niewątpliwie gwarancję zajęcia pierwszego miejsca w konkursie piękności. Powiedzcie sami, czyż nie jest prześliczny?

Jak już wspomniałem we wstępie, seria Monster Fighters nie opierają się na żadnej licencji, ale w wyraźny sposób nawiązują do klasycznych horrorów ze studia Universal International Pictures. Spójrzcie tylko na plakat filmu pochodzącego z 1954 roku “Creature from the Black Lagoon“, podobieństwo jest znaczne.


Świetne “nakrycie głowy”, szczegółowy, dwustronny nadruk i te przerażające ślepia! Ze ślepiami to zresztą jest mała wpadka – porównajcie zdjęcie poniżej z tym zamieszczonym na pudełku (skala 1:1) – wyraźnie widać, że ślepia powinny być trochę wyżej, na szczęście nie przeszkadza to aż tak bardzo.


Frank Rock zapewne jest osobą, która nie obawia się wpaść w sam środek jakiejkolwiek awantury, a jeżeli odczuwa choć trochę strachu, to ukrywa go skutecznie za swoimi ogromnymi przyciemnianymi okularami. Poszarpana podkoszulka, blizny na twarzy, niedbale zarzucona kurtka, widać, że brawura nie jest mu obca. No dobrze, może jest jedna rzecz o którą naprawdę się obawia: jego nienaganna fryzura…
Główka ma dwustronny nadruk, i jak dla mnie, wersja bez okularów jest o wiele ciekawsza, a do tego idealnie nadaje się do pewnych mocy, jak choćby Karwikowe motocykle…

Przejdźmy wreszcie do samego zestawu. I tu niestety może się narażę, ale jednak pokuszę się o stwierdzenie: ten zestaw stoi figurkami, to co dostajemy do zbudowania z klocków, najzwyklej w świecie nie zachwyca, choć na szczęście, nie jest to jakoś bardzo straszne (hm, a w sumie powinno, to jakby nie było, seria o potworach).

Na wyposażeniu Stwora z Bagien znalazło się takie coś, zapewne kawałek flory i fauny bagiennej, gdyż znajdziemy tu i zielony wodorost jak i rybkę oraz żabkę. Rybkę przyczepiono w taki sposób, jakby tylko czekała na konsumpcję, czyżby forma bagiennego ogniska?
Cała konstrukcja spełnia też rolę postumentu dla żółto-zielonego kryształu księżycowego z nadrukiem bąbelków.

Na poszukiwanie kryształu wyruszył Frank Rock, w swojej “łodzi bagiennej”. Pojazd prezentuje się całkiem zgrabnie, choć, jak wspominałem, nie zachwyca, jednak konstrukcja jest całkiem udana i adekwatna tematycznie do całości zestawu.

Nasi oponenci dostali na wyposażenie odpowiednią broń, nie ma co, broń biała kontra dwa pistolety, trzeba mocno trzymać kciuki za naszym zielonoskórym!

Za 33 złote otrzymujemy dwie bardzo udane figurki, w tym jednego rewelacyjnego potwora i “zwykłego ludzika” z ciekawą główką i torsem. Do tego garść klocków, wśród których znajdziemy roślinkę, rybkę czy żabkę. Konstrukcja spełnia swoją rolę, budowa jest przyjemna a i sam zestaw, jak na taką ilość części, nawet bawialny. Niestety, jest to jedyny zestaw z całej regularnej serii w którym nie znajdziemy ani jednego fosforyzującego klocka, szkoda że nie udało się wcisnąć choć symbolicznego świecącego elementu. Ja w tej serii już się zakochałem, przez co przez najbliższy czas trochę Wam poprzynudzam opowieściami ze świata potworów. Według mnie: jak najbardziej warto zainteresować się tym zestawem, cena jest jeszcze na przyzwoitym poziomie, ludziki są świetne a i parę przydatnych klocków też się znajdzie.

Klocki pozostałe po budowie:

Wczesne zdjęcie zestawu, prototyp:

7189 Mill Village Raid

7189 Mill Village Raid

7189 Mill Village Raid

Drugi, po 6918 Blacksmith Attack, zestaw z serii „Kingdoms” który w tym roku naprawdę mnie zachwycił, i to mimo faktu, że serii tej nie darzę zbytnią sympatią.

Seria: Kingdoms
Rok premiery: 2011
Liczba elementów: 663
Figurki: 6: Milkmaid (mleczarka), Farmer, Stableboy (chłopiec stajenny), 3x Dragon Knight
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 47.5 x 37.5 x 6.5
Cena: 69.99 USD, 66.99 GBP, 69.99 EUR (Germany), 299.99 PLN, Allegro: 230-270 PLN

Lugnet, Peeron, BrickLink, Brickset

__________________________________________________________________________________
1) Pudełko

Przednią ściankę zdobi ładne zdjęcie wkomponowane w adekwatne i przyjemne dla oka tło. Scenka jest, a przynajmniej próbuje być, dość dynamiczna, co podkreślono przez graficzne wstawki mające imitować ruch najróżniejszych przedmiotów. Jak dla mnie, trochę to na siłę, ale znowu nie przeszkadza zbytnio w odbiorze obrazka. Także monety potraktowano programem graficznym, i błyszczą się aż miło, co, biorąc pod uwagę ostatnie kłopoty TLG ze sztabkami i monetami z serii „Pirates of the Caribbean” ma trochę wydźwięk autoironiczny. Jednak zaznaczam, w niniejszym zestawie monety są jak najbardziej klasyczne, nie spotkamy tu żadnych guzików.
Estetykę całej kompozycji zaburza paskudne logo serii oraz sztandar umieszczony na kamienno-cegiełkowym tle.

Z tyłu pudełka ukazano ponownie zestaw w nieco innym układzie oraz funkcjonalność jaką posiada. Układ graficzny jest prosty, ale czytelny, choć dodałbym jeszcze dokładniejsze wyszczególnienie jednej z największych zalet zestawu, a mianowicie nowych zwierzaków.

Boczne ścianki to standard, w większości wypełnione najróżniejszymi komunikatami, na jednej z nich znalazło się miejsce dla ludzików oraz kózki, w skali jeden do jeden.

Na zawartość pudełka składa się siedem ponumerowanych woreczków oraz dwie zielone płytki luzem.

W woreczku z numerem „1” znajdziemy wspomniane już zwierzaki, część z nich spakowana jest dodatkowo w osobne woreczki.

__________________________________________________________________________________
2) Instrukcja

Dwie książeczki, co ciekawe w różnym formacie, oraz, co jest rzadkością, różniące się okładkami.

Okładki dokładnie obrazują to, co zbudujemy z planów zamieszczonych w danej książeczce. Niestety, poprzez wybranie tylko części konstrukcji, obrazki prezentują się słabo, a młyn w tle za figurkami dla mnie jest strasznie komiczny. Ale to tylko okładki, więc nie ma co bić piany.

Instrukcja oznaczona jedynką liczy sobie 48 stron, na których zawarto plany budowy figurek, powozu oraz młyna. Znalazło się tu też miejsce na ostrzeżenia, bardzo ładną grafikę prezentującą wybrane zestawy z serii oraz brzydką reklamę.

Druga instrukcja to aż 76 stron wypełnionych planami budowy stodoły, reklamą podupadającej gry „LEGO Universe”, reklamą „LEGO club” oraz indeksem elementów.

__________________________________________________________________________________
3) Ludziki

To należy powiedzieć wprost: rewelacja. Trójka rycerzy dla mnie prywatnie jest najmniej ważna, choć uczciwie należy przyznać, że prezentują się niezwykle ciekawie: estetyczne torsy oraz ładne hełmy i bronie w kolorze Pearl Dark Gray wpływają na tak pozytywny odbiór. Zwróćcie uwagę na podwójną główkę pierwszego rycerza od lewej: jest to całkiem nowy wzór!
Jednak prawdziwym clou programu są trzy figurki wieśniaków, tym bardziej, że wszystkie nadruki torsów, a także buźki, są premierowe i, póki co, występują tylko i wyłącznie w niniejszym zestawie. A do tego prezentują się bajecznie! Także włoski są warte zainteresowania, wieśniaczka otrzymała przepięknie upięte długie włosy w kolorze Dark Orange, natomiast chłopiec stajenny ma zaniedbaną fryzurę w kolorze Dark Tan. Sam wzór takiego uczesania nie jest nowy, tak nosił się choćby Dastan z „Prince of Persia” czy też Admiral Norrington z „Pirates of the Caribbean”.

__________________________________________________________________________________
4) Zwierzyniec

Ale ludziki to nie jedyne nowości w tym zestawie. Może entuzjazm mnie ponosi, ale o ile na pudełko sobie trochę pomarudziłem, to sama zawartość potrafi naprawdę zauroczyć, i nie ma tu ani krzty przesady.

Przepiękny łaciaty konik w kolorze Light Bluish Gray, byłby prawie idealny, gdyby nie trochę psujące ogólne wrażenie klapki na oczy oraz zbyt widoczne oznaczenie „1-02” na karku. Śwince brudasce uwielbiającej zażywać poprawiających cerę kąpieli też nie można odmówić uroku. A to dopiero początek, gdyż otrzymujemy też nowe kurki! I to od razu w liczbie trzech i w dwóch kolorach! A na deser pełne wdzięku dwa koziołki. Mógłbym tak jeszcze długo sypać epitetami, ale popatrzcie po prostu sami.

Dla porządku dodam, że konik w takiej maści oraz upaprana świnka mają premierę w tym zestawie. Tak samo koziołki, natomiast jedną kurkę można spotkać też w zestawie 6918 Blacksmith Attack.
Patrząc na tą całą ferajnę, nasuwa mi się poważny minus zestawu, a mianowicie brak jakiejkolwiek krówki, ogromna szkoda, że krówki niejako zniknęły obecnie z oferty TLG.

__________________________________________________________________________________
5) Elementy

Ludziki są niezaprzeczalną rewelacją, podobnie zwierzaki, na szczęście to nie koniec nowości i zaskoczeń. Gdy przyglądniemy się „zwykłym” elementom, także tu można zauważyć trochę ciekawostek. Ot, choćby już znane, z „Pirates of the Caribbean”, wiaderka (różnią się jedynie kolorem uchwytu), okiennice czy też „kraty” służące tutaj za skrzydła wiatraka.
Warto także zwrócić uwagę na zielony Bar 4L, który w tym kolorze ma swoją premierę w niniejszym zestawie i występuje obecnie tylko w nim. To samo tyczy się piaskowych Tan Slope, Curved 10 x 1 i to od razu w liczbie aż ośmiu sztuk.

No i na koniec pozostaje wspomnieć o widłach, czyli elemencie już legendarnym, który w tym roku powrócił w chwale, po wielu latach nieobecności na rynku. Zgodnie z obecnymi trendami kolorystycznymi, widły zmieniły odcień brązu z Brown na Reddish Brown i obecnie występują w aż dwóch (niespodzianka!) zestawach, w tym jednym z serii „Alien Conquest”. Nowe widły różnią się nie tylko kolorem od swoich protoplastów, wyraźnie widać zastosowanie nowej matrycy oraz materiału, nieco bardziej elastycznego, powiedziałbym, że trochę gumowatego.

A jako ciekawostkę polecam porównać łuczki Brick, Arch 1 x 6 Raised Arch, tj. jakie znajdziemy w pudełku, a jakie występują na zdjęciach (różnica wypatrzona przez m4rc1na).

Stare i nowe widły:

__________________________________________________________________________________
6) Zestaw

Przejdźmy wreszcie do konstrukcji, i od razu uprzedzam, tonu raczej nie zmienię, gdyż także tutaj zestaw zasługuje by w pełni rozpływać się w zachwytach.

Na pierwsze skrzypce idzie, a raczej jedzie, wóz. Mała, prosta, urokliwa konstrukcja. Co ciekawe, jako ładunek występuje beczka wypełniona złotymi monetami, co uzasadnia zapędy rycerzy by ograbić niby ubogie gospodarstwo.

Następnie wznosimy wiatrak, i tu mam małą uwagę do samego procesu budowy: na podstawie w pierwszej kolejności powstaje tylko jedna ściana, która jest dość niestabilna i przy doczepianiu kolejnych cegiełek, łatwo o to by się rozpadła. Jednak nie jest to absolutnie jakaś wada która mogłaby rzutować na całokształt zestawu.

Parę kroków budowy dalej powstaje „skrzynka” z zalążkiem mechanizmu oraz pojemnikiem umocowanym do obracającej się belki.

Dołóżmy obrotową podstawkę, dwa knoby,

i chwilę później młyn objawia się nam w pełnej okazałości:

I nawet można sobie pokręcić!

Zielona podstawka, pstrokate ściany z okienkami,

do tego ciekawy daszek i pierwszy moduł stajni już gotowy.

Druga części tego budynku powstaje w podobny sposób,

choć ma dwie niezwykłe funkcjonalności. Pierwsza to zapadająca się podłoga, czyli klapka która opada po wyciągnięciu blokującej jej elementu.

Natomiast druga to naprawdę niezwykły pomysł. Zauważyliście kogutka na dachu wskazującego kierunek wiatru? To zobaczcie, co się dzieje, gdy wprawi się go w ruch:

Obydwie części stodoły łączy się zawiasami, dzięki temu powstaje budynek który możemy ustawić zarówno w zamkniętej, zwartej formie, jak i w pełni otwarty. I nie ukrywam, że patent taki, znany choćby z 10193 Medieval Market Village, sprawdza się świetnie.

Pamiętacie zielony Bar? To nic innego jak łodyga słonecznika! Aż dziw, że wcześniej nie zastosowano go do skonstruowania prostej acz zachwycającej roślinki.

Uff, nasłodziłem, ale podkreślę, nie ma w tym w ogóle przesady. Cały zestaw, a w tym konstrukcje, ludziki, zwierzaki, prezentuje się po prostu ładnie. Do tego ogrom nowych elementów, w większości przypadków bardzo ciekawych i przydatnych, tylko potęguje zachwyty którymi tak sypię z rękawa. A to że pomarudziłem na pudełko? to w końcu przecież tylko opakowanie. Liczy się przede wszystkim zawartość a ta jest…

Zresztą powiedzcie sami.

Świetnym uzupełnieniem wioski jest opisywana wcześniej kuźnia, czyli 6918 Blacksmith Attack.

Dla porządku jeszcze dwie rzeczy: elementy zapasowe

oraz stwierdzenie:

Gorąco polecam!

6918 Blacksmith Attack

6918 Blacksmith Attack

6918 Blacksmith Attack

Nie przepadam za serią „Kingdoms”, a do samego TLG mam trochę żalu za zlikwidowanie „Castle (Fantasy Era)” i zastąpienia tej bardzo udanej serii właśnie tymi nieszczęsnymi królestwami. Na szczęście, nawet na największym bagnie można czasami odnaleźć piękny kwiat.

Seria: Kingdoms
Rok premiery: 2011
Liczba elementów: 104
Figurki: 2: Blacksmith, Dragon Knight
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 19 x 14 x 4.5 cm
Cena: 9.99 USD, 9.49 GBP, 9.99 EUR (Germany), 39.99 PLN, Allegro: ok. 29-59 (nie biorę pod uwagę sklepów „znanych” z tego, że windują niebotycznie ceny)

Lugnet, Peeron, BrickLink, Brickset

__________________________________________________________________________________
1) Pudełko

Pudełko kartonowe, pod względem graficznym prezentuje się prawie nienagannie. Zdjęcie zestawu wkomponowano w malowane, nastrojowe tło, a całość rozplanowano z pomyślunkiem, można odnieść wrażenie, że składowe zestawu aż „wyskakują” z pudełka. Wspomniane tło odpowiednio dopasowano, rysunkowa rzeczka fajnie komponuje się z kołem kuźni, prześlicznym uzupełnieniem jest widoczny w oddali zamek. Paradoksalnie, można na siłę znaleźć tu dość poważną wadę: tło tak idealnie komponuje się z klockami, że elementy są nieco za słabo uwypuklone, potrzeba chwili by wzrok wyłapał co tak naprawdę znajdziemy w środku kartonowego pudełeczka.
Dla mnie prywatnie wadą jest też ohydne i tandetne logo serii, złotobiały gradient wraz z stylizowaną czcionką nie prezentuje się za estetycznie.

Tył pudełka to nieco inne ujęcie zestawu, wzbogacone, nieco na siłę, o elementy mające być w zamierzeniu „dynamicznymi”. Dodatkowym uzupełnieniem jest okienko w którym ukazano funkcjonalność modelu, jednak ginie ono trochę w swoim otoczeniu. Ogólnie, pod względem prezentacji modelu oraz ukazania funkcjonalności, niniejszemu zestawowi brakuje naprawdę sporo do dopracowanej szaty graficznej i układu elementów na pudełkach z serii „Pirates of the Caribbean”.

Jeżeli brać pod uwagę boki pudełka, to tylko jedna ścianka jest warta zainteresowania, a to przez umieszczenie na niej wizerunków figurek oraz kryształu, w obowiązkowej skali jeden do jeden. Moje negatywne nastawienie każe mi też wspomnieć o brzydkim, pseudo-kamiennym tle…

W samym pudełku natomiast znajdziemy aż trzy woreczki z elementami oraz jeden klocek luzem.

__________________________________________________________________________________
2) Instrukcja

Małoformatowa książeczka licząca 36 stron. Okładka powiela obrazek z przedniej ścianki pudełka, jednak, jako że instrukcja jest nieco innego formatu niż pudełko, trzeba było coś zrobić z wolnym miejscem. I dodano, pasujący jak pięść do nosa, murek. Brawa dla grafika!

Zawartość instrukcji jest standardowa: plany budowy, niezbędne ostrzeżenia, moja ulubiona reklama, indeks elementów,

oraz bardzo ładne grafiki, prezentujące ten i inne zestawy z serii.

Choć trochę ubolewam, że na drugim obrazku motywem przewodnim jest „konflikt”. Szkoda że akurat to tak usilnie TLG wysuwa na pierwszą linię, ale cóż, takie czasy, takie prawa rynku widocznie…

__________________________________________________________________________________
3) Ludziki

Zestaw dostarcza nam dwa ludziki: jednego rycerza oraz jednego „cywila”. Rycerz w swojej zbroi prezentuje się nienagannie, nadruk występuje zarówno na torsie jak i nóżkach. Świetnym uzupełnieniem jest garczkowaty hełm przyozdobiony ciemnozielonym piórkiem.
Jednak w tym zestawie pierwsze skrzypce gra kowal! Nowy, przepiękny nadruk na torsie, rewelacyjna, dwustronna główka, oraz czarny kaptur, który po raz ostatni w kolorze czarnym pojawił się w roku 1996. W takiej formie tors, nóżki i główka pojawiają się po raz pierwszy w tym zestawie i, póki co, występują tylko tutaj.

__________________________________________________________________________________
4) Elementy

Wśród trzech woreczków z elementami jeden szczególnie przykuwa uwagę,

a to poprzez swoją zawartość, którą jest komplet całkowicie nowego uzbrojenia!

Jednak do nowej broni mam mieszane uczucia, owszem jest to fajne uzupełnienie i wygląda naprawdę ciekawie, aczkolwiek sprawia wrażenie trochę karykaturalnej, co doskonale widać na przykładzie łuku. Jednak nie ma co się dziwić, miło że ta broń trafiła do normalnego zestawu, gdyż normalnie dostępna jest tylko w trzech zestawach z serii Games – Heroica, a tam ta karykaturalność wydaje się nie przeszkadzać.
I jako ciekawostka, najwidoczniej TLG traktuje taki zestaw uzbrojenia jako jeden element, co można wywnioskować po sposobie jego prezentacji w indeksie elementów zamieszczonego w instrukcji.

Ale to nie koniec nowości, co na tak mały zestaw może być niejako zaskoczeniem. Była premiera krówek, później doszły świnki, a teraz otrzymujemy kurki! W niniejszym zestawie jest tylko jedna, w kolorze Dark Tan, jednak to nie koniec rozszerzania świata zwierzątek, ale o tym przy okazji kolejnej recenzji.
Kurka zapakowana została w osobny woreczek, co odpowiednio ją zabezpiecza, a przy okazji pozwala wysnuwać przypuszczenia co do kraju jej pochodzenia…

W pudełku znajdziemy jeszcze parę ciekawych elementów,

w tym wiaderko, znane już z serii „Pirates of the Caribbean”. Co ciekawe, wiaderka Pirackie posiadają uchwyty w kolorze Dark Tan, natomiast w „królewskich” takowe występują w kolorze Reddish Brown.

__________________________________________________________________________________
5) Zestaw

Budowę rozpoczynamy od prostego lecz estetycznego stojaka na broń, choć przyblokowanie zbroi toporem nie uważam za najlepszy pomysł.

Ale i tak najważniejsza jest kuźnia, i tu nie ma za grosz zawodu. Wszystko prezentuje się ładnie, ze smakiem, kolory przyjemnie ze sobą współgrają, jasnopiaoskowy dach ładnie rozjaśnia nieco ciemną podstawę. Na dość małej powierzchni upchnięto naprawdę sporo przedmiotów, oprócz koła warto zwrócić uwagę na młot kowalski, kowadło oraz wydzielone palenisko.

A jak mamy ochotę i chęci pomóc kowalowi w jego ciężkiej pracy, wystarczy zakręcić kołem!

Po samej budowie została przyzwoita liczba zapasowych elementów.

Zestaw prezentuje się doprawdy zacnie, jak na tak małą konstrukcję otrzymujemy sporo ciekawych elementów, w tym kurkę oraz komplet nowej, choć pod względem prezencji nieco dyskusyjnej, broni. Do tego świetne ludziki, kowal to niezaprzeczalna rewelacja a i rycerz jest niezgorszy. Rozmiar zestawu natomiast powoduje, że jego cena jest całkiem atrakcyjna.

Gorąco polecam, naprawdę warto!

4184 The Black Pearl

4184 The Black Pearl

Droga była usłana wzburzonymi falami morskimi, jednak po paromiesięcznej tułaczce Czarna Perła wreszcie trafiła na prawidłowy kurs. Dziewiąty zestaw z regularnej serii, a jednocześnie drugi statek „Pirates of the Caribbean” wreszcie zawinął do portu.

Seria: Pirates of the Caribbean
Rok premiery: 2011 (listopad, ale zestaw, jak widać, ukazał się pod koniec września)
Liczba elementów: 804
Figurki: 6+1: Jack Sparrow, Will Turner, Joshamee Gibbs, Davy Jones, Maccus, Bootstrap Bill Turner + female statue
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 58 x 37 x 8.5 cm
Cena: jeszcze nie było premiery, cena zapowiadana: 99$. W Polsce: 409-560 PLN

Lugnet, Peeron, BrickLink, Brickset

“The Black Pearl? I’ve heard stories. She’s been preying on ships and settlements for near ten years. Never leave any survivors.”
“No survivors. Then where do the stories come from, I wonder?”
Prisoner & Jack Sparrow

W kwestii pudełka otrzymujemy praktycznie dokładną powtórkę z rozrywki. Oprócz mocnego, sztywnego kartonu, na uwagę zasługuje niezwykle estetyczna i ładna szata graficzna. Nieco podretuszowane zdjęcie, z dołożonymi „efektami specjalnymi” w stylu dymu unoszącego się z lamp czy strzelających armat, wkomponowano w doskonale dobrane spienione fale oceanu. Na klimat odbioru całości niewątpliwie wpływa też pochmurne niebo ubarwione rzęsistym deszczem. W tle majaczy skalista wyspa. Obrazek zdobiący pudełko to dla mnie niewątpliwy majstersztyk.
Całości dopełnia obowiązkowa nazwa serii „Pirates of the Caribbean”, jako że zestaw bezpośrednio nawiązuje do drugiej części klasycznej pirackiej trylogii (Pirates of the Caribbean: Dead Man’s Chest, Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka; 2006 rok), zabrakło podtytułu obecnego tylko na zestawach nawiązujących do najnowszej, czwartej części sagi. Nazwa serii znalazła swoje miejsce na ciemnoniebieskim pasku z fakturą spienionych fal, tamże umieszczono logo „LEGO”, „Disneya” oraz twarz niewątpliwie najbardziej kojarzoną z filmami. Pozostałe „upiększacze” pudełka to dymki zawierające informację „Poster Inside” oraz wyszczególnienie ludzików które znajdziemy w pudełku. Jeszcze tylko numer, nazwa oraz zapisany nieco za dużą czcionką przedział wiekowy i całe pudełko rysuje się przed nami w pełnej krasie. Ogólnie: brawa dla grafików!

Tył pudełka to znaczny przeskok kolorystyczny, model zaprezentowano na piaskowym, przypominającym mapę, tle. Oprócz zestawu i ludzików, znalazło się też tu miejsce dla wyszczególnienia niektórych detali modelu. Wszystko komponuje się niezwykle estetycznie a ze względu na w miarę jasne tło, jest niezwykle czytelne.

Z bocznych ścianek warto zwrócić na jedną, na której zaprezentowano sześć figurek w skali 1:1, wraz z podpisami jednoznacznie identyfikującymi oryginalnych osobników. Jako ciekawostkę, warto zauważyć, że na ten ściance widoczne jest dokończenie zdjęcia z przedniej ścianki pudełka, czyli końcówki masztów wraz z piracką flagą.

Pod względem rozmiaru, pudełko ma dokładnie tą samą wielkość co pudło z zestawu 4195 Queen Anne’s Revenge.

“I know those guns…it’s the Pearl.”
Jack Sparrow

Na zawartość pudełka składa się sześć ponumerowanych woreczków:

Maszty, flagę oraz takielunek zapakowano w dodatkowy woreczek, pozbawiony jakiegokolwiek numeru, natomiast składowe kadłuba zostały wrzucone luzem.

Komplet czarnych żagli został odpowiednio zabezpieczony kartonikiem:

Tak samo instrukcje i plakat – spakowanie ich do jednego woreczka i dodatkowe usztywnienie kartonem traktuję jako rewelacyjne rozwiązanie, perfekcyjnie zabezpieczające podczas transportu, jakby nie było, delikatne książeczki.

Sporych rozmiarów (8xA4) dwustronny plakat, po jednej ze stron jest zadrukowany reklamą gry video ze studia Traveller’s Tales,

natomiast po drugiej stronie znalazło się miejsce dla naprawdę ładnego i dynamicznego obrazka. Jako ciekawostka: na obrazku tymże widać Hadrasa, którego figurki nie znajdziemy w tymże zestawie, jest on dostępny tylko w zestawie 4183 The Mill.

Dla niektórych arcyważna informacja: naklejek nie stwierdzono!

Wspomniane żagle, jak przystało na Czarną Perłę, oczywiście występują kruczoczarnym kolorze:

Poniżej skan trzech rodzajów żagli w rozdzielczości 150 dpi:

Wśród elementów znajdziemy obowiązkową piracką flagę, oczywiście z motywem Jolly Rogera.

Poniżej zamieszczam skan tejże flagi (300dpi) oraz, dla porównania, oryginalny wzór wykorzystany w filmie.

Będąc już przy elementach charakterystycznych dla samego okrętu, warto wspomnieć o kadłubie, a przede wszystkim o śródokręciu, które jest nowym elementem i póki co pojawiło się dopiero w drugim zestawie. Pierwszym oczywiście była Zemsta, jedyną różnicą jest kolor, skoro tutaj mamy „Czarną Perłę” to zrozumiałe że kadłub jest adekwatnego koloru. Co do masztów i takielunku: składowe masztów występują w dwóch wersjach, natomiast za takielunek służy prostokątna „drabinka”.

W zestawie nie zabrakło koła sterowego, nowego wzoru kotwicy,

oraz sporej liczby uzbrojenia i akcesoriów. O ile nie poskąpiono pasów na szable, to o dziwo, brak choć jednego wiaderka! Na szczęście butelki są.

Jak wspominałem, naklejek nie stwierdzono, mimo to w zestawie nie ma nadmiaru elementów z nadrukiem, znajdziemy tu tylko kompas (standardowo dwa, jeden jako zapasowy) Jacka oraz mapę. Mapa wpierw wydała mi się zupełnie nowym elementem, jednak okazało się, że klocek z takim nadrukiem pojawił się dwukrotnie w roku 2010, w zestawach z serii Atlantis: 8077 Atlantis Exploration HQ i 8078 Portal of Atlantis.

Wśród elementów składających się na ludziki, w osobne woreczki zapakowano nakrycie głowy Jacka (chusta z włosami) oraz , co ciekawe, całą figurkę Davy Jonesa.

“We will need to use the Black Pearl as a flagship to lead the attack.”
“Oh, will we now?”
Elizabeth Swann & Hector Barbossa

Dwie książeczki w formacie zbliżonym do A4, pierwsza liczy 72 strony, druga 80.

Przewracając pierwszą stronę, zaskoczeniem nie będą standardowe ostrzeżenia (nie mieszać na dywanie), natomiast dziwić mogą „plany budowy” tylko jednego ludzika. A gdzież podziała się reszta?
Okazuje się, że w każdym z sześciu ponumerowanych woreczków znalazło się miejsce dla jednej figurki! Ciekawy, chyba dotąd niespotykany pomysł, i jak dla mnie nieco dziwaczny – o wiele bardziej wolę najpierw złożyć wszystkie ludziki, a dopiero później brać się za budowę modelu. Na szczęście nikt nie każe słuchać bezkrytycznie instrukcji w każdym jej aspekcie.

Sama instrukcja jest czytelna.. zaraz… czytelna? Owszem, i to jeszcze jak! Coś nieprawdopodobnego! Pamiętacie jak często marudziłem, że mam problemy z rozróżnieniem czarnego od poszczególnych odcieni szarości? Problem jest spotęgowany, gdy buduje się zestaw po raz wtóry, korzystając z większego zasobu klocków, np.: mieszanki z paru zestawów.
Tu problem ten znika! Elementy czarne są praktycznie idealnie czarne, natomiast ich kontury zaznaczono białą obwódką! Pomysł nie jest nowy, występował już choćby w stareńkich zestaw z serii „Forestmen”, i aż szkoda, że dopiero teraz TLG wpadło by powrócić do tego patentu.
Dodam: jest to rozwiązanie genialne i niezwykle wygodne. Ciekawi mnie jednak, czy zastosowano je tylko dla tegoż zestawu, w którym, jakby nie było, jest spore nagromadzenie czarnych elementów, czy też takie oznaczanie kolorystyczne wejdzie już na stałe.

Jeszcze wypadałoby wspomnieć, że w instrukcjach znalazło się miejsce na indeks elementów, reklamy, oraz całkiem przyzwoity rysunek przedstawiający zestawy z regularnej serii. Jako bonus – zdjęcie pudełek z pirackiej gry video, w aż siedmiu wersjach platformowych.

“You’ve been captain of the Black Pearl for thirteen years. That was our agreement.”
“Technically, I was only captain for two years, then I was viciously mutinied upon.”
“Then you were a poor captain, but a captain nonetheless!”
Davy Jones & Jack Sparrow

Każdemu, i to bez wyjątku, zestawowi z serii „Pirates of the Caribbean” towarzyszą rewelacyjne figurki. I absolutnie w tym twierdzeniu nie ma ani grama przesady. W tę, że tak określę, tradycję wpisuje się także idealnie niniejsza gromadka.

Jack Sparrow, Will Turner, Joshamee Gibbs

Z tą trójką zawadiaków już wcześniej mieliśmy do czynienia, Jack pojawił się we wszystkich zestawach z regularnej serii, Willa można było spotkać w 4182 The Cannibal Escape oraz 4183 The Mill, natomiast Mr. Gibbs zaszczycił nas obecnością podczas londyńskiej ucieczki (4193 The London Escape).
Skupmy się jednak na moment na samym Jacku. występował on z różnymi torsami, wyrazami buźki czy nakryciami głowy w poszczególnych zestawach. Co ciekawe, w takiej konfiguracji jak tutaj, pojawia się po raz pierwszy! Wcześniej, torsowi z brązowymi rączkami zawsze (nie biorę pod uwagę wersji Voodoo) towarzyszyła trójkątna czapka, a tu Jack nosi chustę.

O ile powyższą trójkę można było już spotkać, to zestaw oferuje jeszcze w trzy figurki, wszystkie premierowe i jakże ważne dla samej historii przedstawionej w filmach.

Davy Jones

Prawdziwa legenda. Kapitan Latającego Holendra, postać jakże charyzmatyczna a jednocześnie tragiczna. To dzięki niemu powstała „Czarna Perła”, za co Jack zapłacił przyrzeczeniem stuletniej służby na Holendrze.

Sama główka prezentuje się niezbyt zachwycająco, dopiero w połączeniu z brodą nabiera charakterystycznego wyrazu. Właśnie, z brodą, element ten niestety zbyt mocno kojarzy mi się z brodami krasnoludów z serii „Castle – Fantasy Era”, jak dla mnie, macki są nieco za słabo zarysowane. Nakrycie głowy, pod względem kształtu, jest tożsame z tym które nosił Blackbeard. Klockowy Davy Jones, zgodnie ze swoim filmowym pierwowzorem, posiada drewnianą prawą nogę a zamiast lewej dłoni ma krabie szczypce.
Ogólnie, figurka spełnia swoje założenia, macki nawet mogą być, jednak martwi coś innego: brak zadrukowanego studa na torsie. Jeżeli wydawało Wam się podejrzane zapakowanie całej figurki w woreczek, to niestety obawy się sprawdzają: nie tylko specyficzne elementy są „made in china” ale także sam tors. Jednak bez obaw: z jego jakością jest naprawdę dobrze, i jak mam być szczery, nie zauważyłbym tego, gdyby nie wspomniany woreczek oraz fakt, że główka jednak dość ciężko zdejmuje się z torsu.

Maccus

Pierwszy oficer na Latającym Holendrze, jak wszyscy członkowie załogi, stanowi połączenie cech ludzkich z florą morską i oceaniczną, a to co głównie czyni go rozpoznawalnym, to głowa nawiązująca kształtem do rekina młota. Do figurki absolutnie nie mam żadnych zastrzeżeń, kształt i nadruki prezentują się bez zarzutu. Główka ma dwustronny nadruk, jednak tylko jedną stronę zdobi wyraz twarzy, druga to tylko ozdobniki.

No i jak ładnie Maccus prezentuje się z kolegą z załogi, czyli Hadrasem!

Bootstrap Bill Turner

Jedna z bardziej tragicznych postaci z sagi filmowej, ojciec Willa Turnera a także członek załogi Latającego Holendra, co oczywiście odbiło się na jego wyglądzie. Główkę zdobi nostalgiczny wyraz twarzy, a to z kim mamy do czynienia zostało podkreślone przez rozgwiazdę. Bill nosi ciemnobrązową (Dark Brown) bandanę, to nakrycie głowy pojawia się tutaj po raz pierwszy w tym kolorze!

Female Statue

Dodatkowy ludzik, nie wyszczególniony w spisie widniejącym na pudełku, czyli galion zdobiący stewę dziobową. Postać kobieca z karykaturalnie małymi skrzydełkami, za wyjątkiem ciemnoszarego piórka, wszystkie elementy składające się na galion są czarnego koloru. Szkoda, że nie pokuszono się choć na delikatny nadruk na główce, smutne oczy z których spływają łzy, mogłyby prezentować się co najmniej niesamowicie.

Wszystkie ludziki są klasą samą w sobie. Prezentują się niezwykle i naprawdę wywierają ogromne wrażenie, szczególnie dla osób choć w małym stopniu zaznajomionych z filmowymi pierwowzorami: odwzorowanie postaci w wersji klockowej w pełni zasługuje na podziw. Mimo, że trochę ponarzekałem na „brodę” Davy Jonesa, to zarówno on, jak i dwóch członków jego załogi, czyli wszystkie trzy premierowe ludziki w tym zestawie, przypadły mi do gustu, i są perfekcyjnym rozszerzeniem klockowego świata Piratów z Karaibów.

“You’ve seen a ship with black sails, that’s crewed by the damned and captained by a man so evil that Hell itself spat him back out?”
Mullroy

Budowę zaczynamy, jakżeby inaczej, od kadłuba. Co ciekawe, jest on zakończony „na prosto” a delikatne wyprofilowanie uzyskano stosując łuczki (Brick, Arch 1 x 3 x 2). Wśród nich majaczy maciupeńki ster, który od razu można potraktować jako minus i to bynajmniej nie z powodu jego rozmiaru, a z tendencji do obracania się i odpadania (szczególnie przy przenoszeniu modelu, gdy zahaczymy o niego palcem).

Statek powoli nabiera kształtów, na pokładzie pojawiają się dodatki w postaci beczki z rybą i szablą (ciekawe połączenie), skrzyni z kulami armatnimi oraz dwoma armatami. Niestety tylko dwoma, natomiast za plus policzyć można ich funkcjonalność, dzięki sprężynkom potrafią wystrzelić pociski na całkiem przyzwoitą odległość.

Ciekawie zaczyna prezentować się kabina kapitańska. Z zewnątrz, koło drzwi, postawiono schody prowadzące na achterdek , natomiast w środku kabiny znalazło się miejsce dla stolika z mapą oraz prostego krzesełka.

Kabinę zamykają trzy ściany: tylnia ustawiona nieco pod kątem dzięki zawiasom, zostaje przyblokowana i nie jest ruchoma, natomiast boczne ścianki można bez problemu otwierać.

Osobno budujemy achterdek, znalazło się na nim miejsce dla koła sterowego oraz masztu. Cała tę konstrukcję można bez problemu zdejmować, dzięki czemu dostęp do kabiny kapitańskiej jest z aż trzech stron.

Pozostaje złożyć maszty, galion, nałożyć żagle i Czarna Perła jest gotowa do zwodowania. Jeszcze słówko na temat masztów, pod względem konstrukcyjnym składa je się analogicznie do masztów z 4195 Queen Anne’s Revenge, rozwiązanie to jest, nie dość że wygodne, to jeszcze nadzwyczaj stabilne.

Rzut okiem na pozostałości, czyli tak zwane części zapasowe:

“Captain Sparrow…The Black Pearl is yours.”
Anamaria

Wicked Wench, tak zwał się galeon na którym Kapitan Jack Sparrow przewoził towary dla Kompanii Wschodnioindyjskiej. Współpraca układała się latami i zapewne trwałaby dalej, gdyby nagle nie pojawił się dość specyficzny ładunek: niewolnicy.
Jack nie zgodził się na transport żywego towaru a samych niewolników uwolnił.
Swoją decyzją wzbudził złość Cutlera Becketta, który nakazał spalić i zatopić okręt Jacka, a jego samego oskarżył o piractwo i napiętnował wypaloną literą „P” na prawym nadgarstku.
Jack próbował ratować swój galeon, niestety bezskutecznie. Zawarł więc pakt z kapitanem Latającego Holendra, Davy Jonesem.
Jones miał przywrócić Jackowi okręt i uczynić go ponownie jego Kapitanem, jednak za to, po trzynastu latach Jack miał iść na stuletnią służbę na Latającego Holendra.
Pakt został zawarty, Jones wydobył okręt i przywrócił go do idealnego stanu, za wyjątkiem trwale spalonego kadłuba. Dlatego też Jack zdecydował się malować cały okręt na czarno, założył też żagle w tym kolorze.
Tak narodziła się Czarna Perła.

Zestaw ukazuje wydarzenia rozgrywające się podczas trwania drugiego filmu z klasycznej trylogii: Pirates of the Caribbean: Dead Man’s Chest, Piraci z Karaibów: Skrzynia umarlaka, kiedy to na Perle spotkał się właśnie Jack Sparrow z Davy Jonesem

Panie i Panowie, Czarna Perła w pełnej okazałości!

Dominuje w nim oczywiście ciemna kolorystyka, ze znaczną przewagą czerni, jednak jest przełamana odcieniami szarości oraz bardziej żywymi wstawkami w postaci czerwonych płomieni czy złotych okien. Klockowy galeon prezentuje się o dziwo bardzo nadobnie, czego nie spodziewałem się po oglądnięciu pierwszych zdjęć zapowiadających ten produkt. Zresztą nie tylko ja miałem takie odczucia, pojawiło się dość sporo krytycznych opinii o zestawie. Czas i rzeczywistość jednak pozwalają zweryfikować zdanie i wyrobić swoją opinię, a tutaj jednoznacznie stwierdzam: okręt naprawdę mnie zachwycił!

Mimo że perła sprawia wrażenie relatywnie małej, nie odbiega aż tak strasznie wymiarami od swojej starszej siostry, tj. 4195 Queen Anne’s Revenge.

Natomiast faktem jest, że statek wolnym miejscem nie grzeszy, i sześć figurek trzeba, że się tak wyrażę, upchnąć prawie na siłę.

“So tell me, what’s become of my ship?”
Hector Barbossa

W podsumowaniu trudno cokolwiek więcej dodać, pozwolę więc sobie podzielić nasz zestaw na parę kategorii:

[list] [*] pudełko i instrukcja – świetne graficznie, pudełko z wytrzymałego kartonu, natomiast w samej instrukcji rewelacją jest oznaczenie czarnych klocków białą obwódką. Na pochwałę zasługuje także sposób pakowania instrukcji oraz dodatek w postaci plakatu przedstawiającego przyjemny dla oka obrazek.

[*] kolorystyka modelu – ciemne barwy przełamane jedynie gdzieniegdzie jaśniejszymi akcentami. Taka kolorystyka może budzić sprzeczne odczucia, jednak wg mnie galeon prezentuje się w takich barwach naprawdę ładnie. Oczywiście należy nadmienić, że kolor jest zresztą odpowiednio dobrany w stosunku do filmowego pierwowzoru

[*] czarne żagle – brak nadruków na żaglach jest bezpośrednim następstwem tego co prezentował oryginał, i mimo, że początkowo niechętnie podchodziłem do aż tak radykalnego rozwiązania w modelu z klocków, przekonałem się, że czarne gładkie żagle pasują mu wprost perfekcyjnie. Jedyne czego można żałować, to to, że nie pokuszono się o odwzorowanie potarganych żagli, jakie Czarna Perła miała w pierwszym filmie, jednak wtedy nie otrzymalibyśmy w zestawie tak rewelacyjnych figurek.

[*] konstrukcja – model składa się szybko, bardzo przyjemnie, nie ma tu nudnych momentów. Sama konstrukcja jest niezwykle stabilna, absolutnie nic nie odpada (no dobra, poza nieszczęsnym sterem), także absolutnie nic nie można zarzucić zagospodarowaniu przestrzeni czy wykonania kabiny. Dostęp do kabiny, poprzez zdejmowany achterdek i odchylane boczne ścianki, także jest bez zarzutu.

[*] figurki – otrzymujemy w sumie siedem ludzików, w tym trzy postacie znane ze wcześniejszych zestawów, trzy całkowicie premierowe oraz statuę na dziobie okrętu. Wszystkie ludziki prezentują się nienagannie, ale akurat do tego seria „Pirates of the Caribbean” zdarzyła nas już przyzwyczaić.
[/list]

W takim razie czy zestaw nie ma minusów? Zaryzykuję i stwierdzę, że o ile przymkniemy oko na pomniejsze wady, małą liczbę dział czy ewentualnie cenę, to wad nie posiada. Choć proszę pamiętać, że to też kwestia gustu.

Jak dla mnie, 4184 The Black Pearl jest godnym partnerem 4195 Queen Anne’s Revenge.

Pragnąłbym gorąco i serdecznie w tym miejscu podziękować Innosowi, dzięki którego uprzejmości i chęci, Czarna Perła trafiła w rejs w moje zachłanne ręce. Tym bardziej, że musiał wysłuchiwać moich niecierpliwych marudzeń oraz okrzyków radości. ;)

30090 Desert Glider

30090 Desert Glider

30090 Desert Glider

O promocji w „The Sun” napisałem już więcej w minirecenzji „30131 Jack’s Boat”, dla przypomnienia dodam tylko, że wspomniana promocja trwała dziewięć kolejnych dni, a każdy kto pokusił się na ten angielski brukowiec mógł wejść w posiadanie określonego w danym dniu zestawu. Jako że moimi ulubionymi seriami ze świata LEGO są „Pirates” oraz „Adventurers”, a w tej gazetce były dostępne zestawy z obecnie wydawanych serii „Pirates of the Caribbean” oraz „Pharaoh’s Quest”, zapewne zrozumiałe będzie, że pilnie śledziłem, co tam w Anglii się wyprawiało.
Na szczęście, dzięki ogromnej pomocy nieocenionego Nexusa, udało mi się skompletować wszystkie interesujące mnie zestawiki (a nawet więcej!). Wybaczcie przydługi wstęp, ale niniejsza recenzja jest ostatnią mojego autorstwa dotyczącą promocji „The Sun”.

I będzie się różniła od pozostałych.

Seria: Pharaoh’s Quest
Rok premiery: 2011 (22 maja)
Liczba elementów: 33
Figurki: 1: Jake Raines
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 14 x 14 cm
Cena: z gazetą „News of the World” (wydanie niedzielne „The Sun”): 1 GBP, rynek wtórny: około 4-10 USD

Lugnet, Peeron, BrickLink, Brickset

Wszystkie zestawy promocyjne „The Sun”, pod względem opakowania, zostały wydane identycznie, czyli w foliowym woreczku zwanym także polybagiem.
Desert Glider” należy do serii „Pharaoh’s Quest”, co wyraźnie uwidoczniono poprzez szatę graficzną opakowania, takie elementy jak tło z piramidami, stylizowana nazwa serii wraz z logo czy poszarpany papirus były też charakterystyczne dla zestawów z regularnej serii.

Tył opakowania przeładowano wielojęzycznymi komunikatami, jedynym uatrakcyjnieniem jest ukazanie śmigiełka w skali jeden do jeden.

Opakowanie zawiera parędziesiąt luzem wrzuconych elementów,

w tam aż cztery elementy zapasowe.

Nie zabrakło instrukcji, jest to jedna kartka zawierająca plany budowy oraz bardzo ładną reklamę zestawów regularnych wchodzących w skład serii.

A jako konstrukcję zaserwowano nam pokraczny samolocik.

Tak zgadza się, tym razem niestety nie będę rozpływał się w zachwytach, to coś ze skrzydełkami i mikroskopijnymi kółeczkami najzwyklej w świecie nie przypadło mi do gustu. Oczywiście jest to jak najbardziej wrażenie subiektywne, tak więc chętnie poznam też Wasze opinie.

Wątpliwą atrakcyjność zestawu znacznie podnosi ludzik, czyli główna twarz całej serii: Jake Raines, tym razem w pełnym ubiorze pilota.

Jednak zapewne wątpliwą przyjemnością jest dla niego zasiadanie za sterami (sterem) pokracznego latadełka. Wygląda wprost komicznie, choć ma to pewnie jakieś plusy: gdy spotka na swojej drodze jakąś mumię, ta zapewne obróci się w proch.

Ze śmiechu.

W minirecenzji 30091 Desert Rover porównałem autko do wydanego w 1998 roku zestawu 2541 Adventurers’ Buggy, podobna sytuacja jest z samolocikiem, w tym samym roku ukazało się podobne latadełko: 2542 Adventurers’ Mini Plane. Co ciekawe, podobieństw jest więcej, obecne dwa zestawiki z „Pharaoh’s Quest” są wydane jako promocyjnie, podobnie było z 2541 i 2542 – wyszły one także jako promocyjne, w tak zwanej miniserii „Shell”, która składała się w sumie z większej liczby zestawów pochodzących z różnych serii (jeden był nawet z „Technic”!). Dokładnie tak jak ma to miejsce w promocji „The Sun”.
No cóż, na szczęście odwzorowanie nie jest idealne, i o ile obydwa modeliki z „Adventurers” są słabe, to w „Pharaoh’s Quest” nie udał się tylko samolocik…

Zdobycie samolocika wraz z gazetą za jednego funta to niewątpliwie okazja, ale polowanie na ten zestaw obecnie, na rynku wtórnym, szczerze odradzam, choć przypominam, że to moje subiektywne odczucie. Jeżeli ktoś jest zainteresowany samym ludzikiem, to zapewne luzem kupi go o wiele taniej niż cały zestawik, obecnie ceny Jakea na BL zaczynają się od około 6 PLN…

Całego zestawu natomiast za większą kwotę absolutnie nie warto…

30091 Desert Rover

30091 Desert Rover

30091 Desert Rover

Promocja w angielskim brukowcu „The Sun” nie dotyczyła tylko serii „Pirates of the Caribbean” ale także „Ninjago”, „Star Wars” czy też duchowego następcy „Adventurers” czyli serii „Pharaoh’s Quest”.

Seria: Pharaoh’s Quest
Rok premiery: 2011 (20 maja)
Liczba elementów: 34
Figurki: 1: Jake Raines
Wymiary pudełka: (w przybliżeniu) 14 x 14 cm
Cena: z gazetą „The Sun”: 0.60 GBP, rynek wtórny: około 4-10 USD

Lugnet, Peeron, BrickLink, Brickset

Za opakowanie służy polybag, czyli popularny foliowy woreczek. Model ukazano na tle pustynnego krajobrazu, otrzymujemy też nazwę serii wraz z logo, a wszystko to ozdobione porwanym papirusem.

Druga strona to informacje, ostrzeżenia oraz ostrzeżenia. Urozmaiceniem jest jeden z elementów w skali 1 do 1 oraz dodatkowe zdjęcie modeliku.

Instrukcja bez niespodzianek czyli pojedyncza kartka. Plany budowy zajmują półtorej strony, a resztę poświęcono na przyjemną dla oka reklamę regularnych zestawów wchodzących w skład serii „Pharaoh’s Quest”.

Oprócz instrukcji w opakowaniu znajdziemy przyzwoitą garść klocków,

z której to powstaje taka urokliwa konstrukcja:

Uzupełnieniem autka jest ludzik, główna twarz serii: Jake Raines. W niniejszym zestawie otrzymujemy go w najpopularniejszej wersji, obecnej też w aż trzech zestawach z regularnej serii.

Jak na mały modelik, otrzymujemy aż trzy zapasowe elementy:

Samochodzik prezentuje się naprawdę ładnie, jest malutki, ale konstrukcyjnie całkiem sensownie przemyślany. Po prostu przypadł mi do gustu, takie uzupełnienie serii jak ten zestawik promocyjny jest naprawdę świetnym pomysłem, i sądzę, że nawet osobom niezainteresowanym samą serią powinien się spodobać, tym bardziej, że figurka Jakea jest też warta zainteresowania.

W roku 1998 ukazał się mały zestaw 2541 Adventurers’ Buggy i, nieco na wyrost, można by pokusić się o stwierdzenie, że obecny zestawik promocyjny jest niejakim nawiązaniem do tegoż buggy. Tym bardziej, że wspólnych cech jest całkiem sporo, ale o tym pozwolę sobie napisać przy okazji recenzji kolejnego zestawu promocyjnego z serii Egipskiej wydanego w ramach promocji „The Sun”.

Ogromne podziękowania dla Nexusa, za nieocenioną pomoc w zdobyciu zestawu.