Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Moderator: nori

Stowarzyszenie Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 2815
Dołączył(a): 18 maja 2013 02:37
Lokalizacja: Łódź
Rok urodzenia: 1968

Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez Amal » 10 wrz 2016 19:15

Stacja serwisowo – paliwowa IB 250

Obrazek

seria: Space Classic
rok edycji: 1987
ilość elementów: więcej niż dużo
załoga: 27 kosmonautów.
cena: bezcenny

Makieta znajdująca się na stronach 32-33 Idea Book 250 z 1987 roku powstała z elementów zestawów kosmicznych wydanych przez Lego w latach 1984-1986. Wartość tej makiety jest nie do przecenienia. Jest to największa, katalogowa (w tym Idea Book oczywiście) makieta kosmiczna stworzona przez logistyków Lego.
Długo można by wymieniać elementy wykorzystane do budowy. Ja nawet nie próbowałem ich liczyć. Samych filarów jest trzydzieści sześć. Oprócz standardowych listew, bricków różnych długości, lampek, światełek kółek itd., otrzymaliśmy od legowych logistyków całą gamę najwspanialszych, często najrzadszych elementów kosmicznych konstrukcji lat 1985-1987, o których będę wspominał w trakcie tej przydługiej opowieści.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Stacja zaprojektowana została na fali wznoszącej, kosmicznego motywu podserii „wydobywczej”. W zasadzie trudno tu mówić o wspaniałym suplemencie tej podserii, bo po już po obejrzeniu jedynego zdjęcia tej makiety, widać, że mamy do czynienia z potężną lokomotywą tej tematyki, by nie rzecz: chyba nie do końca zamierzoną - najwspanialszą wizytówką.
Moja wersja makiety powstała po wielomiesięcznych analizach poszczególnych fragmentów zdjęcia za pomocą latarek i lupy oraz wielomiesięcznym budowaniu modelu w chorym umyśle kopisty, nie czującego się bynajmniej autorem. Tak jak wspomniałem – jest to moja wersja, gdyż rozwiązania do wielu składników makiety podsuwała mi własna wyobraźnia.
Obrazek

Makieta składa się z części głównej, jaką stanowi stacja serwisowa dla – w tym wypadku- jedynego w serii Space, niewielkiego pasażerskiego promu kosmicznego, budowli pobocznych związanych z absorbowaniem energii i przetwarzaniem jej na paliwa (tak mi się wydaje) oraz kilku pojazdów kołowych. Jest też pojazd latający, ale przyleciał on z innych stron tegoż katalogu. Zwrócić należy uwagę na bardzo liczną obsługę stacji. W zasadzie mamy tu cały przegląd kosmicznych uniformów. Piszę „w zasadzie” bo niebieskimi nie obrodziło. Tak wiem, jest tam jeden „blueman” na latającym radarowym talerzu, ale to raczej chyba też odwiedzający. Jednak skoro już przyleciał, to przecież nikt go wyganiał z makiety nie będzie.
Obrazek

Sama stacja już na pierwszy rzut oka sprawia monumentalne wrażenie. Przede wszystkim jest wysoka i wielopoziomowa, choć niektóre poziomy znajdują się po „ciemnej stronie”. Najpierw uwagę przyciąga jednak prom, ramiona serwisowe, cztery największe okna oraz niesamowicie rozbudowana kosmiczna antena. Całość dopełniają zabudowania, które jednak nie są w stanie przytłumić potęgi głównej budowli i chyba nie taką rolę mają spełniać. Dopiero po jakiejś chwili zaczynamy dostrzegać piekielnie ważne szczegóły owej stacji jak np. jej usytuowanie na filarach, przejazd pod podestem stacji, dwie poboczne sale monitorujące prace naprawcze, stanowiska komputerowe przy ścianie głównej, czy też obserwacyjny balkon szczytowy. Zaczynamy dostrzegać pozostałe, jakże ważne budowle, stwierdzając m.in, że całość mieści się na sześciu (!) płytach bazowych, że sporo tutaj rurek, które raczej służą do przepływu paliwa, że dwie budowle mogą stanowić absorbery energii, no i te pojazdy kołowe, z których dwa wyraźnie przypominają ciężarówki z paliwem.

Przemyślenia z placu budowy
Fajnie byłoby tą stację zrobić – pomyślałem kilka lat temu lustrując strony właśnie dopiero co zakupionej na E-bay-u Idea Book 250, ale to marzenie ściętej głowy, bo na ten pomysł wpadł posiadacz umysłu zabetonowanego efektami choroby. Pomysł upadł więc zanim tak naprawdę się narodził. Kiedy jednak okazało się, że nie ma już zestawów kochanego „Space” które mógłbym zdobywać, albowiem zdobyłem już wszystkie, trzeba było znaleźć następny cel. Modele alternatywne! To było to! Po zrobieniu kilku prostszych, wziąłem się za większe i trudniejsze. Jakoś tę łepetynę rozruszałem. Potem przyszła kolej na modele z Idea Books. Pojedyncze modele jakoś szły. Pierwsza makieta najstarszego Space również poszła gładko i trudna nie była. A może ja budowałem lepiej i sprawniej przestając z ludźmi, których los dotknął taką samą hobbystyczną przypadłością? Zwał jak zwał trzeba było się zdecydować. Zacząłem od mozolnego zbierania materiału, czyli podwójnych, potrójnych, a nawet kolejnych takich samych zestawów. Dlaczego zestawów?, bo były tańsze niż same części, a zresztą do dzisiaj nie umiem robić zakupu części na osławionym Bricklincku.
Po dwóch latach zbieractwa i ślęczenia z lupą i latarką nad jedynym zdjęciem stacji, musiałem się zdecydować: siadam do roboty, czy odpuszczam. Z jednej strony pomyślałem sobie, że jest u nas tylu wspaniałych budowniczych, że nie ma co pchać się przed szereg. Może ktoś inny wpadnie na ten pomysł i to zrobi… Natychmiast jednak odezwał się we mnie ten „JA” z mojego avatara: ”A kto to ma zrobić? Widziałeś tu drugiego takiego zbieracza zestawów i części muzealnych? Poza tym Jak już tu wlazłeś w to środowisko i kreujesz się na znawcę i wielbiciela Space, to rusz swoje cztery litery (nie określające w tym wypadku nazwy klocków) i coś zrób zanim sam zamienisz się w obiekt muzealny, którym i tak już nieco trącisz!” Przypomniałem jeszcze sobie wizytę brokera ubezpieczeniowego w moim domu.
– Ma Pani jakieś antyki ?– dopytywał się mojej żony
- Tylko jego… - odparła żona wskazując ręką na mnie.
Tak więc po miesiącach mentalnej udręki usiadłem do makiety.

Przyjrzyjmy się poszczególnym elementom:

Stacja serwisowa

Gdy zniknie nam z podestu serwisowany prom, dostrzeżemy niezwykle dużo miejsca na platformie naprawczej. Tym samym może ona służyć do serwisowania innych latających modeli. Dolne ruchome zabezpieczenia przystosowane są wprawdzie do obejmowania modelu promu, ale nie bądźmy tacy drobiazgowi – dadzą radę objąć i inne statki.
Obrazek

Z góry dobrze widać także co dzieje się w bocznych salach monitorujących. Łatwy dostęp do nich sprawia, że stacja staje się mocno bawialna. Jest tam sporo komputerów, dźwigienek i narzędzi. Jest też miejsce na posilenie się.
Obrazek

Teraz spójrzmy na ścianę główną. Mimo, że jest wysoka, to trudno o niej powiedzieć, że jest monotonna. Duża ilość komputerów i chłodnic sprawia, że dół ściany – jej biały pas - ewidentnie służy celom kontrolnym. Idziemy w górę, a tam spotykamy cztery ramy okienne na szczęście bez szybek, dzięki czemu dość dobrze widać pierwszą kondygnację z niewidocznej części ściany. Nad owymi ramami ułożony jest, pięknie odcinający się kolorystycznie, jasno pomarańczowy lub ciemno żółty jak kto woli, paraboliczny wianuszek z giętkich rurek, by utwierdzić nas w przekonaniu, że kable są potrzebne i nie wszystko działa na wi-fi. Wyżej mamy piękną ekspozycję, którą zapewniają nam cztery witryny z dwóch zestawów 6971, a następnie wykończenie tarasem obserwacyjnym z wspomnianą już przeze mnie anteną. By nie było zbyt kwadratowo i zbyt równo, na wysokości witryn odchodzą od ściany dwa ramiona serwisowe, wyposażone w długie przegubowe chwytaki oraz kokpity dla serwisantów. Zwracam uwagę na owe kokpity albowiem są one SZARE. Kształt ich nie robi na nas wrażenia ale kolor już na pewno.
Obrazek

TE elementy w TYM kolorze są bowiem bardzo trudno dostępne, a jeśli już się na nie trafi, to ich cena jest odpowiednia do ich występowania, pochodzą tylko z zestawu 6971. Także niebieskie ramiona przegubowe i z ich wyjściową kostką 2x2, nie są wcale łatwym kąskiem do zdobycia dla akurat potrzebującego. Występują w zestawie 6951 w niezadawalającej nas liczbie dwóch. Tu wspomnę też o owych witrynach z zestawu 6971 – łatwo je dostać, ale niestety są drogie, zaś cena nie uwzględnia stanu szyb – niestety często bardzo porysowanych.
Obrazek

Idąc dalej w górę napotykamy dwa ażurowe trójkątne elementy nazwane nie wiedzieć czemu „space wing” z czerwonymi tarczami, zaś powyżej - zwieńczenie w postaci tarasu szczytowego udekorowanego potężną anteną, która ściąga dane z najdalszych obszarów galaktyki. Tu również zwrócę uwagę na elementy z których jest owa antena wykonana. Cztery z nich wypełniające środek anteny do standardowe szare czterostudowe „strzałki”. Dwa zewnętrzne to znów „Białe Kruki”, bo… białe! Najwięcej bo aż dwa naraz można trafić w zestawie 6980 z 1983 roku ale z niego nie pochodzą, bo… muszą pochodzić z zestawu - jakże by inaczej – 6971. Zestaw 6980 wypełnił swoją misję we wcześniejszym Idea Book.
Teraz pora stację odwrócić, by pokazać to, czego nie widać.
Obrazek
Obrazek

Z tyłu ściany na styku z płytą bazową znajdują się dwa wsporniki dolnego poziomu, tworzące bramę wjazdową, przez którą może wjechać nawet najszerszy z pojazdów znajdujących się na makiecie. Dolny najniższy poziom, wypełniają elementy konstrukcyjne jakie w tego typu budowli wystąpić powinny, a więc dwie podpory w postaci kątowych filarów oraz trochę otworów okiennych i ustawionych cegiełek i wkomponowanych weń białych okrągłych dysków między skosami 2x2. Piętro wyżej znajduje się taras zabezpieczony najwspanialszymi elementami kosmicznej architektury w postaci kątowych - łamanych ram okiennych oraz bocznych zamkniętych żeberkowych kątowników, co do przeznaczenia których spierają się do dziś największe mózgi legowych konstrukcji. Pochodzą z zestawu 6985. Nie wiem co na tej kondygnacji robi kosmonauta, ale skoro się przechadza, to znaczy, że albo jest obibokiem albo pełni ważną funkcję obserwatora. Nad głową owego obserwatora znajduje się zadaszenie, stanowiące podstawę dla trzech zaimprowizowanych filarów tarasowego zwieńczenia. Zwieńczenie tarasowe powstało z wykorzystanie trzech kokpitowych niebieskich łamańców. Szczyt dopełniają relingi z bezstudowych listew, komputery i niebieska skrzyneczka.
Obrazek
Ściana, mimo, że wysoka i szeroka, jest niezwykle stabilna. Nie ma obawy, że coś nagle odpadnie czy się urwie, a dotyczy to nawet ramion serwisowych. Dzięki zastosowaniu technicowych cegiełek, łączonych szarymi złączkami oraz listwami 2x8, a także dzięki zastosowanemu rozmieszczeniu zawiasów, ramiona serwisowe są solidne i zabawa nimi nie budzi obaw.

Pracę podzieliłem na cztery etapy. Na pierwszy ogień poszła stacja serwisowa. Zacząłem od liczenia studów. W końcu wymiary to podstawa. Jak już po czwartym razie się doliczyłem właściwej ich liczby przystąpiłem do rozmieszczania podpór Jak już je rozmieściłem, to okazało się, że jednak źle obliczyłem odległości. Dobra. To co widać z przodu jakoś poszło, dlatego nie będę się rozpisywał nad tym, co jako tako wychodziło.
Z tymi podporami to też nie taka prosta sprawa. W zestawach tamtego okresu w użyciu były niebieskie podpory z cienkim grzbietem. Te niestety kompletnie nie pasowały do wielkiej masywnej stacji. Tak samo pomyśleli logistycy z Lego i umieścili stacje na podporach nowego typu – z grubszym grzbietem. Widać to wyraźnie na zdjęciu. Uznałem że to dużo lepszy pomysł od tworzenie kolosa na pajęczych nóżkach.
Obrazek
Przy wznoszeniu stanowisk monitorujących okazało się pewnej chwili, że nie mam takiego komputera jaki wyzierał z fragmentu zdjęcia. Trudno. Użyję co mam, bo ten niebieski cholernik jest nie do dostania. Pewnie i tak nikt nie zauważy”. No i już zaczęły się problemy z tyłem stacji: „kurcze, przecież jakieś podpory muszą tam być, bo co tę ścianę ma trzymać?” Zobaczyłem fragment kanciastego klocka wystającego z tyłu podstawy. Już wtedy pomyślałem, że dobrym pomysłem będzie wykorzystanie skrzynek. „Ale ile tych podpór?” Stanęło od razu na dwóch, rozmieszczonych niczym słupki bramy wjazdowej, ale jak je ustawić? „Na początku jakkolwiek, a potem zobaczę” – i jak pomyślałem tak robiłem. W ogóle wszystko co robiłem z zadniej strony było na zasadzie „jakoś zrobię i potem będę poprawiał”. Wiedziałem, że miało być solidne, bawialne, trzymać klimat, no i wykorzystywać te elementu, które w tym czasie były w zestawach fabrycznych.
Tak więc stanowiska monitorujące i podest poszły szybko. Miałem parę przebarwionych płytek. Pomyślałem, że świetnie nadadzą się na środek podestu. Że to niby oleje, smary, brud z silników. Te ładniejsze dałem od frontu i od ściany. Nawet nieźle wyszło. Miałem problem, co znajduje się w mniej widocznym stanowisku monitorującym po prawej stronie stacji. Jakieś siedzenia… No jak są siedzenia, to może mikro-bar? Gdzieś przecież muszą coś zjeść i się napić, a w głębi? … na wszelki wypadek dużo komputerów. To kosmos w końcu.
Czy wspominałem już o trzech obejmach – ramionach, utrzymujących serwisowany statek ? No właśnie - wspomniałem… Cholery dostawałem nad montażem tego co wydawało się najprostsze, czyli tego jedynego od spodniej strony promu. Wszystkie zawiasy mocowane są bowiem od góry podestu Proste nieprawdaż? Tak też zrobiłem Chociaż na tym etapie budowy nie wiedziałem, że siedzę na logistycznej bombie. Po zrobieniu tyłu wahadłowca zorientowałem się że muszę mocno kombinować, by wahadłowiec stał na podeście pewnie, stabilnie, czyli tak jak na zdjęciu. Napiszę o tym trochę później. Po wszystkim okazało się, że pierwsze zamocowanie zawiasów jakiego dokonałem było prawidłowe.
Zacząłem w końcu stawiać ścianę, pamiętając, że tył musi być solidny, bo mi inaczej wszystko runie, albo będzie tak kruche, że przy oglądaniu makiety trzeba będzie ostrożnie rzucać okiem na tę ścianę by nie nastąpiła katastrofa. Zacząłem wszystko obliczać, wyliczać, kombinować – wszystko w głowie bo jak układam, to mam wstręt do ołówka, komputera i tym podobnych gadżetów umilających życie. Trzeba to było zrobić, bo o ile z przodu jest wszystko proste tak, tył trzeba wznosić sukcesywnie i tu trzeba było pogłówkować. Zrobione zdjęcie nie pozostawia złudzeń co do długości tylnej ściany. Nie miała ona dwudziestu czterech studów, a ile? To musiałem wyliczyć Problem polega na tym, że kiepski ze mnie matematyk, a co za tym idzie – inżynier. I tak szło nieźle jak na człowieka, którego córka jako jedyna dostała niedostateczny w czwartej klasie z matmy za spapraną przez ojca-autora prace domową z odejmowania. Przy kolejnych ceglanych piętrach niewidzialnego tyłu kierowałem się więc Jeracową zasadą: Klocek do klocka i … kurcze, końcówki tej zasady nie pamiętam … Pierwsza kondygnacja – ta na podporach jakoś poszła. Założyłem, że jej szerokość to pięć studów. Dlaczego pięć? A dlatego że nie sześć, bo za dużo, zaś cztery to za mało dla spacerującego wyżej „żółtka”. Płytki podestów kondygnacyjnych nie wchodziły w ścianę widoczną na zdjęciu, szeroką na jednego studa, a więc musiały być montowane na szersze nadproże, czyli albo klasyczna cegiełka np. 2x4, albo na dolny skos np. 2x2. Przy montowaniu tych płytek podestowo – stropowych zastosowałem ten drugi wariant, domyślając się, że spece od Lego zrobili dokładnie odwrotnie, ale … przecież w końcu tego nie widać, a Wam i tak nikt tego nie powie.
Pierwszą kondygnację zaakceptowałem już w ósmej wersji. Jest dość dobrze widoczna zza bezszybowych ram okiennych. Acha, wybaczcie, że nic nie piszę o wymierzonej przeze mnie długości niewidzialnej ściany, bo i pisać nie ma o czym. Trafiłem już za czwartym razem…
Kondygnacja środkowa. To ta widziana zza dużych witryn. Widziana? Przecież tam ledwo co majaczy!! No majaczy ale tak, żebyś przypadkiem dowiedział się o sobie tego czego dowiedzieć się byś nie chciał. Czegóż ja tam nie montowałem!! Witryny, skosy, ściany proste, żółte szyby bez ram, ramy bez szyb, klocki proste i pokrzywione. Postawiłem sobie za cel liczyć wszystkie wersje, ale po siedemnastej już mi się odechciało. Po ścianach pracowni spływało siarczyście rzucane przeze mnie mięso. Doooość!!! Mam dość, gdyż nie mogę zrobić tego zgodnie z dwoma elementami wyznawanej zasady budowania: „albo coś widzę i robię tak samo, albo nie widzę nic i robię po swojemu z dostępnych w tym czasie elementów”. A tu ani jedno ani drugie! Widok poziomu znajdującego się za witrynami przyprawił mnie o nerwicę, bo jednak COŚ widać, a ja właśnie tego czegoś nie mogłem zbudować. Po czterech dniach bezowocnego kombinowania zacząłem bez powodu krzyczeć na rodzinę, zrobiłem się drażliwy w pracy i w końcu dostałem ultimatum od dowództwa. Żona stwierdziła bowiem, że jeśli tak ma wyglądać mój odpoczynek psychiczny, to może zabiorę się za coś mniej obciążającego: np. napiszę zaległy rozdział do pracy zbiorowej która się ukaże w przyszłym roku. Żona ma na mnie wielki wpływ toteż, następnego dnia kondygnacja powstała w wersji ostatecznej i jestem z niej naprawdę zadowolony. Zorientowałem się w chwilowym przypływie inteligencji twórczej (eee tam – ze strachu, że mi żona klocki zabierze), że wykorzystany do budowy makiety został cały JEDEN zestaw 6985, a skoro tak to pozostają niezagospodarowane dwa prążkowane kątowniki o niewiadomym przeznaczeniu i … dalej już poszło.
Trzecia kondygnacja jest niewidoczna, tak więc powstawała najkrócej. Pozwoliłem sobie na mała fanaberię w postaci zastosowania jako podestu/stropu przezroczysto - żółtej płytki 4x10, choć czułem w moczowym pęcherzu, że powinna być niebieska lub ostatecznie szara. Tym samym zakończyłem pierwszy etap budowy.


Prom kosmiczny
Obrazek
Obrazek
Główny i najwspanialszy element makiety. Już przód utwierdza nas w przekonaniu, że to coś niezwykłego. Do czego może bowiem służyć otwierany przezroczosto-żółty dziób wahadłowca? Można się nim na przykład wyczołgać, jeśli się czegoś nadużyło siedząc za sterami. W sumie nie jest to wejście niemożliwe. W końcu to kosmos. TEN dziób jednak stanowi bardzo ważny element wahadłowca, bo… w żadnym innym statku taki już nie występuje. Pilot siedzący za trzema niebieskimi płaskimi konsolami ma więc szerokie pole widzenia. Po bokach kabiny widok zapewniają mu boczne bezramkowe szyby 4x4 koloru ciemnoniebieskiego. Nad jego głową również szeroka perspektywa nieba, a i drugie wyjście z kokpitu – zawiasowa ciemnoniebieska kabina. Na dobrą sprawę do kokpitu mógłby jeszcze wejść nawigator, bo miejsca jest dosyć dużo.
Obrazek

Na zewnątrz po bokach kabiny umieszczone są dwa obrotowe ramiona - chwytaki niezbędne np. do odbierania zamówienia z okienka dryfującego, strefowego McDrive’a. Konia z rzędem dla tego kto wymyśli logiczne wytłumaczenie owych ramion akurat w tym miejscu. Nie mniej jednak bezapelacyjnie dodają one uroku wahadłowcowi.
Obrazek

Dalej mamy część pasażerską. Nareszcie sporo miejsca w przejściu no i możliwość przewozu przynajmniej sześciu minifigów. Przynajmniej, bo przecież ostatecznie w przejściu też można posadzić jakiegoś wahadłostopowicza.
Obrazek

Wydawałoby się że wejście do środka zapewniają podnoszone zawiasowe kabiny w łącznej liczbie sześciu. Wchodzenie przez dach nie jest przecież niczym niezwykłym… w kosmosie. Okazało się jednak, że zawiasowe kabiny nie służą do wchodzenia lecz są po to, by łatwiej było grzebać w środku niezgrabnymi paluchami, bo po podniesieniu kabin dachowych, miejsca na manewrowanie palcami bawiącego się modelem jest całkiem sporo, co znacznie podnosi bawialność statku. Wejście na pokład jest zatem gdzie indziej. Jak otwarte są zawiasowe klapki przy uchwytach – można wchodzić! Jak je zamknąć to już tylko przez dach! Ot i cała tajemnica!
Obrazek

Jednostkami napędzającymi wahadłowiec jest pięć rakietowych silników tylnych i dwa silniczki manewrujące. Za stabilność odpowiada trójkątny grzebień – dobrze widoczny na zdjęciu. Za sukces uważam przemycenie na tyle statku dwóch cegiełek 1x2 z logo Space. Wydawało mi się zasadne by gdzieś tam się znalazły, a w widocznych miejscach logistycy nie znaleźli dla nich miejsca.
Całość wahadłowca to solidna i zwarta konstrukcja. Podczas zabawy adept kosmiczny nie musi się obawiać o odpadające części, bo w zasadzie żeby coś odpadło to trzeba się postarać.

Przysiadłem mocno skoncentrowany, zaczynając od … grzbietu. Najłatwiej go „policzyć”, więc pomyślałem, że jeżeli mi się uda, to nie będę musiał przechodzić męczarni ciągłego rozbierania wahadłowca. To był dobry ruch. Jak już ten grzebień miałem zrobiony, to dołożenie zawiasowych kabin było oczywistością i trzeba było zabrać się za korpus i dziób. Zrobiłem wszystko to co było widoczne i zacząłem zastanawiać się nad spodem, bo zdjęcie przedstawia w tym miejscu tylko czarną niteczkę. No to poszedłem tym tropem i nie zastanawiając się wiele zrobiłem spód czarny. Trochę zabawy miałem przy obliczaniu (w głowie) o ile muszę obniżyć kabinę pilota względem korpusu statku, ale wyszło już za drugim razem. Sporo zabawy miałem z wyposażeniem wnętrza, bo kwestia siedzeń i komputerów to już mój wymysł. Muszę tu nadmienić, co oczywiste, że szybki w ramach okiennych części pasażerskiej to także wyłącznie mój pomysł. Makieta w Idei Book takiego rozwiązania bowiem nie przewiduje. Z bardzo prostego powodu. W latach 1984-87 nie było zestawu kosmicznego z takimi pełnymi szybami. Wykorzystywano same ramy. By przystosować wahadłowiec do lotu w przestrzeń kosmiczną, trzeba wyjść z założenia, że dlatego on znalazł się w serwisie, gdyż wymagana była między innymi wymiana szyb. Posłano po nie do roku 1983, zaś zdjęcie zostało wykonane w trakcie prac serwisowych w roku 1987, lecz przed dostawą zamówienia. Po problemie.
Za łatwo szło i zatrzymało się na tylnej części statku. Takiej prostej! Po żmudnych obserwacjach wiedziałem, że silników ma być pięć, a ich rozmieszczenie wydawało mi się dziecinną igraszką. Przeliczyłem się. Tył budowałem około tygodnia, zmieniając kilkadziesiąt koncepcji. Wszystko przez problem umiejscowienia wahadłowca na podeście i jego stabilności. Umieszczenie trzech silników rakietowych w osi poziomej i jednego silnika ponad nimi sprawiało, że wahadłowiec stał jak trzeba trzymając się studów podestu. Piąty silnik za nic nie chciał dopasować się do moich symetrycznych koncepcji i jakbym go nie umieszczał zawsze był pół płytki za wysoko lub za nisko, w zależności od koncepcji, a ponadto był za długi o jednego studa, co sprawiało, że wahadłowiec kolebał się na boki, jak sąsiad po dobrej imprezie. Zatem w osi pionowej trzy silniki za nic nie chciały współpracować. Musiałem uważać by swych frustracji nie wyładowywać ani w domu ani w pracy, ale trzeba przyznać, że problem ten zalazł mi głęboko za skórę. Koncepcje powstawały, upadały, wracały i od nowa to samo. Kilka razy rozebrałem też podest, gdyż to tam dopatrywałem się konstrukcyjnego błędu. Dopiero gdy zacząłem ponownie pochylać się nad budową spodniego ramienia podestu mogłem siódmego dnia wrzasnąć „Eureka”! Stanęło na tym, że piąty silnik musi być cofnięty o jedną płytkę, aby wahadłowiec mógł solidnie stanąć, zaś jedno z jego skrzydełek mogło swobodnie wejść pomiędzy dwa study dolnej (tylko czterostudowej) części zawiasu składającego się z płytek 2x4. Reszta konstrukcji tyłu statku to już wyłącznie moja wyobraźnia, która podpowiedziała mi jak wykorzystać skrzynki i drabinki.
Jak już zbudowałem wahadłowiec usiadłem na laurach, obrzydliwie zadowolony z siebie, bo przecież zatrzymałem słońce! Z kosmosu na ziemię sprowadził mnie zaproszony przeze mnie przyjacielski Lordofdragonss. Chwycił w swoje sprawne ręce wahadłowiec, sprawdzając jego funkcjonalność i trajkocząc bez przerwy na tematy użyteczności poszczególnych rozwiązań. Mówiąc o wejściu do statku nagle podniósł klapkę 4x4 zwisającą pionowo przy ramieniu „McDonaldowym” i … głos uwiązł mu w gardle, a sprawne do tej pory ruchy dłoni zamarły w bezruchu. Wejście do statku blokowała bowiem ściana z cegiełek zamontowana przez obrzydliwie zadowolonego niżej podpisanego, który w swej wspaniałości nie wziął pod uwagę, że do statku można wchodzić „po bożemu”.
Obrazek
Próbowałem coś zełgać, ale nie za bardzo mi wyszło, gdyż Lord wpatrywał się we mnie wzrokiem, którym ja zwykłem patrzeć na rozdeptane przez siebie robactwo. Zrobiło mi się wstyd i dwa dni po wizycie Lorda kosmonauci wchodzili do statku jak trzeba. Zdjęcia prezentowane przeze mnie w niniejszej recenzji oddają stan wahadłowca sprzed wizyty i po wizycie Lordofdragona.

Obrazek

Infrastruktura

To dwie budowle po bokach stacji oraz urządzenia techniczne niezbędne do jej funkcjonowania.

Obrazek
Obrazek

Nie ulega wątpliwości, że budowla z lewej strony obrazka przypominająca ziemiankę, jest jedynie wystającym ponad grunt elementem większej konstrukcji. Z uwagi na wystające elementy nadawcze (a może przekazujące) oraz elementy przezroczysto-żółte możemy przypuszczać , że budowla ta pełni funkcje swego rodzaju generatora energii zasilającej stację. Budowla ta pozostawia wiele możliwości realizacji twórczej, bo jeśli np. wyciąć prostokątny otwór w podstawie, to można pokusić się o dobudowanie sporego kompleksu podziemnego! To jednak melodia przyszłości. Wejście do „ziemianki” jest sporym utrudnieniem dla kosmonauty, bo musi poruszać się tam na czworakach, chyba, że zastosujemy opisane wyżej rozwiązanie podziemne. Budowa nie przysporzy żadnego kłopotu, gdyż w zasadzie wszystko widać jak na dłoni. Jedynie tylna ściana stanowi zagadkę. Ja wmontowałem w nią dwie cegiełki 1x4 imitujące wyciągi chłodnic i wydaje mi się, że to wystarczy, by zlikwidować monotonię tylnej ścianki.
Obrazek

Przed ziemianką na postumentach znajdują się dwa odlotowe dystrybutory paliwowe. Nie mówimy o znanym nam wszystkim paliwie płynnym typu „chrzczona 95 Pb”, ale o paliwach alternatywnych, pompowanych do pojazdów w inny sposób niż tradycyjną końcówką dystrybutora. A jakże - Są też kierownice! Noo, to niestety trąci przeszłością, ale przecież w przyszłości też tradycyjne zawory być mogą. Dystrybutory połączone są dyskretnym trwałym łączem w postaci axla, dochodzącego do komputera zawiadującego pracą dystrybutorów. Na uwagę zwraca świetne zastosowanie nietypowych szarych silników – tym razem w postaci wież dystrybucyjnych.
Obrazek

Budowla na planie krzyża, z prawej strony obrazka, stanowi przeciwieństwo opisanej wyżej. Wydaje mi się, że jest to element wytwarzający lub koncentrujący wytwarzaną energię na przyłącza ciśnieniowe, doprowadzające paliwo do stacji i mobilnych cystern. Ciekawostką tej budowli stały się dwa przeciwległe, obrotowe generatory składające się łącznie z czterech żebrowanych kątowników, pochodzących z zestawu 6985, wypełnionych przezroczystymi rdzeniami. Niestety obrotowe elementy są napędzane palcem bawiącego się, przypominając młodszym adeptom sztuki klockowej, że nie wszystko musi być napędzane przez bateryjne silniczki. Druga poprzeczka krzyża na obu końcach zwieńczona jest stacyjkami komputerowymi, kontrolującymi przepływ paliwa i wytworzone ciśnienie. Nad całością czuwa biały kosmonauta lewitujący nad urządzeniem dzięki bardziej zaawansowanym odrzutkom niż standardowy tornister rakietowy, zwany potocznie jetpackiem.
Obrazek
Z budowli tej rozchodzą się wężyki, Niektóre wetknięte są w grunt, lecz są też takie które łącza się z elementem transformatora? sprężarki? Zwał jak zwał ale sporo w nim zawiasów, odkurzaczy, zaworów itp. Urządzenie ciekawe i czyszczące skutecznie zasoby budowniczego, z tych właśnie części.
Obrazek

Nieco z tyłu znajduje się ławeczka z dwóch bezstudowych listew 1x8, zaś przy stacji urządzenia wentylacyjne dla podziemnych składów. Tuż pod stacją znajdują się pojemniki zbudowane z białych walców. Mimo, że przeznaczenie tych niewielkich urządzeń jest do końca niewiadome, dodają stacji powagi. Mam wrażenie, że właśnie dzięki tym małym budowlom, w większym stopniu wyeksponowana zostaje sama bryła stacji.
Obrazek
Nie można też nie wspomnieć o dwóch wieżyczkach z panelami słonecznymi, złożonych z rzadkich, niebieskich, gwiazdowych silników rakietowych pełniących tu rolę stojaków oraz ogrodzenia terenu. Samo ogrodzenie doskonale podkreśla teren stacji, odcinając go od gruntu zewnętrznego. Dodam, że co do ogrodzenia, to przy jego budowie nie trzymałem się już wzorca z instrukcji, kierując się czwartym elementem mojej zasady budowania: „wiem i widzę, ale robię po swojemu”.

Pojazdy i załoga.
Trzeba powiedzieć jasno: stacja żyje! Pełno w niej kolorowych ludzi i to w dosłownym znaczeniu tego słowa. Jak już wspomniałem na początku, rodzynkiem jest kosmonauta w uniformie niebieskim. Przybył na radarowym talerzyku w gościnę, ale na innych stronach nie występuje. Wyliczając szczegółowo: Oprócz jednego niebieskiego, załogę stanowi: sześciu „czerwonych” (szukajcie a znajdziecie), czterech „czarnych”, pięciu „białych” i jedenastu „żółtych”. Przyznacie, że dwudziestu siedmiu chłopa stanowi już dość pokaźną społeczność.

Z całą pewnością gościem jest czteroramienny, szary stateczek ze składanymi ramionami, który nieodparcie kojarzy się z głębinowym głowonogiem. Przybył ze strony 29 katalogu. Jest to jedyny model z tej makiety, który wyróżniony został dokładną instrukcją montażu. Wydaje się, że pochodzi on z części modelu 6891 ale zawiera także elementy innych zestawów, w tym rzadki, szary kokpit, o którym już wspominałem. Jak na tak mały model, to pełno w nim strzałek, zawiasów, przezroczysto-czerwonych antenek i odkurzaczy zakończonych również przezroczysto –czerwonymi talerzykami.
Obrazek
Tak naprawdę te dwa stateczki są jedynymi przedstawicielami pojazdów powietrznych w tej makiecie, tak więc miło, że na nią zawitały.

Najbardziej okazałym przedstawicielem pojazdów kołowych jest niebieski kabinowy przegubowiec, o niesprecyzowanym bliżej przeznaczeniu. Wyposażony jest w obrotowych chwytak i opuszczaną przyczepę. Uwagę zwraca wykorzystanie rzadkich części w postaci pary NIEBIESKICH skrzydełek i wspomnianego już wyżej obrotowego chwytaka – tym razem w kolorze szarym z niebieskim zakończeniem. Dobrym pomysłem było zastosowanie dużych kół z zestawu 6926, dzięki czemu pojazd zdaje się wydajniejszy. Pojazd ten pojawia się na jednej z pierwszych stron katalogu i nic dziwnego, zważywszy na to, co on tam na tą swoją skrzynię ładuje!
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pojazd ten zbudowałem jako pierwszy około półtora roku temu. Bardzo mi się podobał i koniecznie chciałem go zbudować, no to zbudowałem! Trudność, swego rodzaju oczywiście, sprawiła mi kabina, a to w związku z połączeniem dwóch dolnych skosów 1x3 z bokiem kabiny. Usilnie starałem się połączyć ten element na całej jego rozciągłości, ale wtedy nie mieściły się kończyny górne kierowcy. Dopiero kiedy z nerwów pogryzłem półki w pracowni dotarło do mnie, że można zrobić to tak, jak właśnie oglądacie.
Obrazek

Teraz pora na dwie „trumny” bo niestety takie skojarzenia chodzą mi po głowie.

Pierwszy z modeli – krótszy lecz bardziej pękaty, pozbawiony jest przegubu, co niewątpliwie utrudnia manewrowanie nie tylko w kosmosie. Stanowi on niewątpliwie rodzaj cysterny, bo oczywiście czasem zdarzy się że któryś latający pojazd nie da rady dolecieć do dystrybutora, rozbijając się na pobliskich skałach. W przypadku istnienia atmosfery nie sprzyjającej pożarom, dobrze jest go podlać paliwem z mobilnego dystrybutora… Kierownicy w tym pojeździe nie uświadczysz, gdyż ów skomplikowany pojazd wymaga bardziej zaawansowanej technologii kierowania nim. Jego tył i podwozie to znów moja radosna twórczość, gdyż zdjęcie tego elementu nie objęło. Przy budowie podwozia zastosowałem połowę tradycyjnego zawiasu łączącego moduły pojazdów Space i to połowę zwaną „samiczką”. Po drugiej stronie umieściłem siekierę. Chodzi bowiem o to by istota, której udało się przeżyć katastrofę związaną z brakiem paliwa, o której napisałem wyżej, nie sprawiała zbytnich kłopotów obsługującego mobilny dystrybutor przy wykonywanej przez niego pracy.
Obrazek
Obrazek
Obrazek

Pojazd montowałem w porze obiadu. Między zupą a drugim daniem. Wydawał się prosty do momentu, gdy chciałem mu zajrzeć miedzy koła. Jest tam niestety dość ciemno, ale nie na tyle ciemno, by pozwolić sobie na „radosną twórczość”. Zobaczyłem bowiem cienie czegoś, czego na pierwszy rzut oka tam nie powinno być. Nagle wróciły koszmary doświadczane przy budowie ciemnej strony ściany stacji. Znów masę pomysłów projektów i zwątpień. Wybrałem wariant kompletnie niepasujący i kompletnie odlotowy, ale było mi już wszystko jedno. Drugie danie zjadłem już zimne.

Drugi pojazd to też cysterna, ale troszkę szczuplejsza, dłuższa, no i przegubowa, przy czym, żeby nie było tak prosto i miło zastosowano wariant z dwoma małymi obrotnicami umieszczonymi na wierzchu i spodzie cegiełki. Również nie ma kierownicy, ale jest za to „francuz” i krótkofalówka.
Obrazek
Obrazek

Po krótkiej analizie budowy powyższych trzech pojazdów trzeba uwypuklić zastosowanie trzech różnych rodzajów kół. Jak wspomniałem już wyżej: koła największe, pochodzące z zestawu 6926, koła balonowe np. z zestawu 6928 i tradycyjne koła łazikowe np. z zestawu 6951. Także rurki paliwowe zasługują na uwagę. W nie przegubowej cysternie znajdują się giętkie pełne wężyki z tradycyjnym przyłączeniem do wystającego studa. W cysternie przegubowej mamy do czynienia z gumowymi, pustymi w środku, wężykami. Te rozwiązania sugerują istnienie różnych rodzajów paliwa stosowanego w pojazdach i chyba nie ma co doszukiwać się na siłę innych wyjaśnień.

No i pojazd trzeci. Chyba najbardziej odlotowy ze wszystkich na stacji. Baaardzo stabilny ze względu na długość zastosowanych osi, zaś ilość balonowych kół sugeruje, że można tym pojazdem przewozić bardzo ciężkie rzeczy. Nic z tego! Pojazd służy do szybkiego transportu co najwyżej bardzo ciężkich kosmonautów. Świetnym i zarazem zabawnym rozwiązaniem jest zastosowanie niebieskiego silnika umieszczonego na końcu pojazdu. Normalne, bo jeśli pasażerowie za bardzo się obeżrą, to potrzeba pionowego podmuchu by wydobyć pojazd z grząskiego podłoża. No to dostosowałem się i stąd pojawiły się małe pionowe silniczki pod kierownicą. Kierowca jest jeden i być może nie jest gruby, zatem muszą one wystarczyć by go podźwignąć.
Obrazek
Obrazek

Trudno mi coś więcej dodać w podsumowaniu, albowiem moje „ochy i achy” oraz stwierdzenie wyjątkowej bawialności nie zastąpią doznań realnych jakich możemy doświadczyć w bezpośrednim kontakcie z makietą.
Ostatnio edytowano 11 wrz 2016 20:59 przez Amal, łącznie edytowano 2 razy
Lex est quod notamus (łac."prawem jest, co zapisane")

Stowarzyszenie Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 3966
Dołączył(a): 14 maja 2013 19:29
Lokalizacja: Gdańsk
Rok urodzenia: 1976

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez crises » 10 wrz 2016 20:33

Łezka mi się w oku zakręciła. Toż to całe moje dzieciństwo, godzinami oglądałem te zdjęcia w katalogu. Podziwiam Cię za wytrwałość w odtwarzaniu całości, a potem opisaniu tego wszystkiego. Tyle unikalnych części w jednym miejscu.

Stowarzyszenie Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 742
Dołączył(a): 03 kwi 2015 10:28
Lokalizacja: Łódź
Rok urodzenia: 1982

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez Szczepan » 10 wrz 2016 22:37

Zdjęcia nie oddają, niestety, majestatu tej stacji. Ją trzeba zobaczyć na żywo.

Stowarzyszenie Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 9855
Dołączył(a): 16 lip 2013 14:56
Lokalizacja: Bytom
Rok urodzenia: 1973

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez goldsun » 11 wrz 2016 07:33

tripeman napisał(a):Zdjęcia nie oddają, niestety, majestatu tej stacji. Ją trzeba zobaczyć na żywo.

O to to!
Bardzo chciałbym zobaczyć ją na wystawie!
Dla mnie to jest model wystawowy, do którego ważna jest opisówka, na której byłby opis "skąd to jest, jak powstało, o co chodziło z Idea Bookami i modelami alternatywnymi" a najlepiej do tego jeszcze katalog stary (znaczy Idea Book) otwarty na odpowiednim zdjęciu.
--
Grzegorz Ludwiczek | Flickr
"Ludzie potrzebują wiary w bogów, bo wierzyć w ludzi jest o wiele trudniej" T.Pratchett

Moderator forum Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 1207
Dołączył(a): 14 maja 2013 20:00
Lokalizacja: Gdańsk
Rok urodzenia: 1982

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez Havoc » 11 wrz 2016 10:21

No w końcu przebrnąłem przez to potężne opracowanie :) Wracają wspomnienia z przeglądania starych katalogów.
Szacunek, że chciało Ci się to budować. Rzeczywiście foty nie oddadzą ogromu tej stacji, trzeba ją będzie zobaczyć na najbliższej wystawie. Za to tło do fotek rewelacyjne.
HELL ON WHEELS, I WANNA RIDE

MOC BRICKSHELF FLICKR

Zarząd Stowarzyszenia
Posty: 1657
Dołączył(a): 03 sie 2013 11:26
Lokalizacja: Warszawa / Radom
Rok urodzenia: 1988

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez sekua » 11 wrz 2016 13:36

Chylę czoła, cudownie się to czyta i ogląda.

Stowarzyszenie Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 2685
Dołączył(a): 17 sty 2014 13:42
Lokalizacja: Wrocław
Rok urodzenia: 1970

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez marki » 11 wrz 2016 15:24

No normalnie jak dzieciak zazdroszczę ;) A zarazem cieszę się że mogłem to przeczytać i obejrzeć.

Stowarzyszenie Zbudujmy.to
Avatar użytkownika
Posty: 1574
Dołączył(a): 20 lip 2013 05:43
Rok urodzenia: 1989

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez M_longer » 11 wrz 2016 20:00

Podziwiam to że Ci się chciało. Ale wyszło fajnie :)

Avatar użytkownika
Posty: 156
Dołączył(a): 03 lis 2013 21:47
Lokalizacja: Olsztyn
Rok urodzenia: 1979

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez tbzz » 11 wrz 2016 20:01

Amal!Brak mi słów na ogrom Twojej pracy. Rewelacyjnie wygląda to w Twoim wykonaniu. Idea Booka posiadam, ale przyznam, że nie sądziłem, że to jest aż tak świetne i majestatyczne. A i do tego tło z którego korzystasz. Mega praca. Dzięki za zapełnienie rozmyśleniami i pomysłami dzisiejszego wieczoru.
Ostatnio edytowano 11 wrz 2016 20:51 przez tbzz, łącznie edytowano 1 raz

Avatar użytkownika
Posty: 711
Dołączył(a): 08 cze 2014 10:36
Lokalizacja: Katowice
Rok urodzenia: 1980

Re: Stacja serwisowo-paliwowa IB 250

Postprzez przem » 11 wrz 2016 20:32

szczęką opadła z wrażenia i potoczyła się gdzieś pod szafkę :)

n i e s a m o w i t e ! ! !

Następna strona

Powrót do Recenzje

Kto przegląda forum

Użytkownicy przeglądający ten dział: Brak zidentyfikowanych użytkowników i 1 gość