MOC

Valmet TD 28-12

Valmet TD 28-12

Witać! Wrzutem na taśmę przed wystawą udało mi się ofotkować i opublikować wynik prawie 8 miesięcy bolesnych zmagań. Przedstawiam model ładowarki widłowej Valmet wzorowany na modelu TD 28-12. Ponieważ za wzór służył mi egzemplarz, który oglądam codziennie w pracy, kilka detali może się różnić od wersji występującej powszechnie. Terminal BCT ma w zwyczaju wprowadzać zmiany w swoich maszynach.
Aby model nie rozpadł się przy próbie podniesienia czegokolwiek musiałem oczywiście wprowadzić kilka zmian w konstrukcji układu podnoszącego dlatego przód modelu może wydawać się trochę toporny. Efekt tych zmian jest taki, że Valmet (w bólach ale jednak) jest w stanie podnieść maksymalnie 600 g. Oczywiście wszystko zależy też od rozkładu masy podnoszonego ładunku. ‘Bezpieczny’ udźwig to 500-550 g. Konstrukcja wytrzymałaby więcej ale powyżej 600 g pneumatyka odmawia posłuszeństwa.

Model waży 3,1 kg i jak już pisałem – podnosi 0,6 kg natomiast w rzeczywistości udźwig Valmeta to 28 ton a waga 41 ton. Książka na drugiej fotce waży około 550 g.

Wszystkimi funkcjami pneumatycznymi sterujemy z kabiny:

Pod kabiną ciągną się kilometry poplątanych przewodów, a 2 zbiorniki powietrza umieszczone są między kabiną i przednią osią. Natomiast plątanina przewodów na zewnątrz jest prawie taka sama jak w oryginale co trochę ułatwiło sprawę. Nie wiem gdzie bym to wszystko poupychał gdyby była taka potrzeba.

Funkcje:
Przechył ‘od siebie’ i ‘na siebie’:

Rozszerzanie i zwężanie wideł:

Unoszenie wideł (poziom 1):

I poziom 2:

Kolami sterujemy przy pomocy atrapy filtra powietrza, a otwierając górną pokrywę mamy dostęp do pompki:

Pod pokrywą obok schodków do kabiny jest umieszczony Battery Box zasilający przednie reflektory. Jest możliwość wyciągnięcia go w celu łatwej wymiany baterii.

Natomiast pod pokrywą z drugiej strony znajdziemy Battery Box 9V (również można go wyciągnąć) zasilający lampę ostrzegawczą na dachu.

I jeszcze dwie fotki po ciemku dla lepszego efektu oświetlenia:

Jak już pisałem BCT lubi przerabiać swoje maszyny ale zdarza im się również popełnić coś swojego. Mają ‘bolec’ i ‘drąg’ własnej roboty (nie będę przytaczał nazw używanych na terminalu ;) ) Taki sprzęt to nic niespotykanego, tyle że sami je zrobili.

Bolec do podnoszenia zwojów blachy:

Drąg do wyciągania różności (np paczek z arkuszami blachy) znajdujących się głeboko w kontenerach:

Niestety ograniczenia narzucone przez budulec spowodowały, że musiałem nieco zmienić rozkład siłowników odpowiedzialnych za podnoszenie, a w kwestii bolca i drąga – ‘przesuw’ jest możliwy tylko w jedną stronę.
Musiałem również okleić (w miarę możliwości) czarnymi nalepkami siłowniki, ponieważ Lego, nie wiadomo czemu, nie produkuje ich w jakże uniwersalnym kolorze czarnym. Nie, żeby żółte mi przeszkadzały. Dodaje im to industrialnego klimatu. Po prostu oryginał miał czarne i żółte trochę się tu gryzły z resztą.

I filmidło:

Parada

Parada

Niedługo po tym jak wróciłam do klocków i kupiłam na BrickLinku pierwsze minifigowe szczątki, pewnie na początku 2010 r., połączyłam brodatą buzię w okularach przeciwsłonecznych z włochatym pirackim torsem i czarną, w domyśle skórzanej, czapkę ze Star Warsów. Wyszedł mi stereotypowy berliński misiek-skórzak i już wiedziałam, że muszę zbudować z klocków Paradę Równości.

Grzebałam się z tym strasznie, pierwsza wersja miała powstać na warszawską Europride w 2011 r., ale jak zwykle miałam poślizg. Ustawianie ludzików, wymyślanie bannerów i robienie reklam zasłaniających budynki (czy to warszawska specjalność?) było czystą przyjemnością. Z budowaniem kamieniczek szło mi gorzej, ale szło. Za to robienie mnie przerosło. A szkoda, bo na żywo parada wyglądała ekstra. Może kiedyś, jak będę mieć dostęp do dobrego fotografa lub nauczę się robić zdjęcia, zbuduję nową paradę i sprawię jej porządną sesję zdjęciową.

Moja parada nie jest tak odlotowa jak te w Berlinach czy innych Kopenhagach – raptem trzy gołe torsy, żadnych ekscesów i pawich piór. Grzeczny warszawski standard. Ale postarałam się, żeby nikogo nie zabrakło.
Wśród uczestników Parady są więc drag queenki:

panowie „niebudzący skojarzeń”:

panowie „budzący skojarzenia”:

(wśród nich mój pierwszy qeerowy ludzik)

lobbujący na rzecz małżeństw osób tej samej płci:

Dykes on Bikes:

fajne, kolorowe dziewczyny:

przypadkowi przechodnie:

(patent na wózek skradziony Karwikowi

Nie zabrakło też staruszków (chociaż akurat ich na polskich paradach brakuje) oraz polityków gadających bzdury. Są też przeciwnicy Parady i tzw. Eurosodomy, ale nie zasłużyli, żebym wkleiła tu ich zdjęcie.


Całość na Flickrze: klik i Brickshelfie: klik.

Antige-V

Antige-V

Jakoś tak mnie naszło. W marcu, tyle że budowałem toto dosłownie w tempie paru klocków dziennie. Miało być na kołach i miało być starym mercedesem, ale odechciało mi się myśleć jak zrobiłem ten nos i drzwi.

Jedyne co tam warte uwagi to chyba drzwi które się bardzo ładnie otwierają i zamykają, i są zrobione z drzwi… ale nie całkiem tak jak to się z reguły robi ;]

Perychelium Melancholii

Perychelium Melancholii

Początkowo chciałem zbudować coś zupełnie innego, a mianowicie obóz jeniecki. Zrobiłem sobie takie ogrodzenie z tych siatek okrętowych, zbudowałem barak, zacząłem planować i rozebrałem wszystko. Wychodziło mi najbidniej 20 płyt bazowych więc powiedziałem – PAS (w tle słychać drwiący śmiech).

Potem chciałem zbudować coś innego, ale wyszło już w planach paskudnie, a żeby wyglądało fajnie to musiałbym wydać kupę kasy. Więc też porzuciłem (po co to piszesz bałwanie słychać z sali?). Otóż ten szary budynek jest trochę zmienioną wersją z drugiego zarzuconego projektu, więc jest takim jakby łącznikiem i od niego wszystko się zaczęło (konsternacja).
A potem już poszło jak zawsze. Do budynku dobudowałem drugi budynek, to, tamto i wyszło to co widać (widzowie zaczynają powoli wychodzić).
W sumie to sam nie wiem co to jest, ponastawiałem figurek żołnierzy, narobiłem jakichś skrzynek i ochrzciłem to dziwną nazwą (konsternacja po raz drugi).

Oczywiście skończyłem to na początku stycznia, ale problemy logistyczno-fotograficzne ciągnęły się do dzisiaj (konsternacja po raz trzeci. Sprzedane!). MAM NA TO ŚWIADKÓW!!!

Chciałbym coś jeszcze napisać ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem co, więc dyplomatycznie skończę.

Aha. Najbardziej byłem dumny z tego szarego muru na tyłach dopóki nie zorientowałem się, że to już dwa late temu budował Karwik (na scenę zaczynają lecieć butelki).

Podziękowania dla Zgredka i Karwika za pożyczenie klocków i dla Sariela za pomoc w obróbce zdjęć. Nie wykorzystałem ich bo żona zdążyła skasować wiadomość zanim je sobie skopiowałem (mówca ucieka z sali goniony przez wściekły tłum).

Zdjęcia:

Trochę szczegółów:

PS. Proszę mnie nie pytać o szczegóły, a po co ten komin i po co są te zbiorniki i co oni robią? Nie, nie wiem co to jest. Może to być fabryka produkująca miotacze promieni śmierci dla Niemiaszków. Albo coś zupełnie innego.
Niech każdy sobie sam odpowie co widzi.

PS2. Oczywiście tytuł jest na tyle zagadkowy, że nawet autor nie wie o co chodzi.

Kapitan Foch spotyka legendarnego Alberta 3 Masywnego

Kapitan Foch spotyka legendarnego Alberta 3 Masywnego

Scenka przedstawia pierwsze spotkanie Kapitana Focha, podróżującego swoim jednoosobowym kieszonkowym pancernikiem i legendarnego Alberta III Masywnego z głębin.


Captain Foch Meets the Legendary Albert III the Massive – 1 by hippotam, on Flickr

Więcej zdjęć w galerii Flickr: LINK

Wczoraj znalazłem w pudle z nieposortowanymi klockami fragment pracy którą zacząłem dobre 4 lata temu i nie miałem natchnienia żeby ją skończyć. To była dolna szczęka Alberta, która pierwotnie miała, razem z jej ówczesnym, nieistniejącym właścicielem znaleźć się w pracy “Ostatnia Podróż”. Nie umiałem jednak wtedy pociągnąć tego dalej. A wczoraj – puściło od strzała.

Oczywiście, jak zawsze- miało być strasznie, wyszło słitaśnie, więc dodałem Kapitana Focha w tycim pancerniku żeby już było całkiem zabawowo.

Land Raider

Land Raider

W końcu. Po 3 miesiącach pracy, 8 albo i więcej zamówieniach na BL, allegro, maleństwo gotowe.

Największy, najcięższy i o dziwo nie najwolniejszy zasilany PFami pojazd jaki zbudowałem. Każdy kto jest w temacie wie co przedstawia, dla reszty zdjęcie i informacja że jest to największy transporter opancerzony z futurystycznego świata Warhammera 40000. I jest on zbudowany w skali minifig…

Oczywiście gdyby miał tylko stać to by nudno było, tak więc…

Jeśli chodzi o wygląd chyba nie wymaga żadnego opisu. Żadnych super rzadkich klocków nie ma, techniki proste jak barszcz, może nie licząc przodu umieszczonego pod kątem na serkach, dzięki czemu nie ma dziur.

Pod skórką pracują 4 XLe i napędzają maleństwo przez tylne koła napędowe z przełożeniem 1:1. Pierwotnie miało być 2:3 (czyli 1.5x szybciej), ale było to obliczone dla masy 2.5kg. Niestety przy 3.0 byłem zmuszony zmienić przełożenie na 4:5, a potem jak maleństwo urosło do niemal 3.5 kg – 1:1. No ale przynajmniej jak ma w pełni naładowane baterie to obojętnie od warunków mieli gąsienicami nawet stojąc w miejscu. A jest dość ciężki żeby przesuwać krzesło… na kółkach, ale jednak ;)

Napędzanie dwoma XLami jednego kółka okazało się być, lekko mówiąc, ciut problematyczne. Mocy mi nie brakowało, ale klocków tak, szczególnie jak kolejne wkładane zębatki nie tylko pękały, ale wprost wybuchały. Jeden z fragmentów dość mocno dziabnął mnie w oko, tak więc mamy już naoczny dowód na to że zabawa klockami jest niebezpieczna i powinna być dozwolona od lat 18tu. Innym razem fragmenty pokiereszowanej 16-tki wpadły między 2 inne, niszcząc również je… Ostatecznie udało się to doprowadzić do stanu gdzie nie strzela, nie wybucha i jak dotąd jeździ już drugi tydzień bez wypadających spod spodu fragmentów zębatek.

O ile napęd to była po prostu zabawa z okiełznaniem nieco za dużej jak na klocki mocy, tak wieżyczki były dużo ciekawszym wyzwaniem. Kiedy budowałem Predatora – ten mniejszy czołg – wpadłem na pomysł jak zbudować sponsony (boczne wieżyczki) tak aby mogły się dodatkowo obracać w górę i w dół. Nie było tam niestety miejsca żeby ten patencik wypróbować, toteż trafił tu.

Nie zadziałał.

Ale i tak to zrobiłem. Bez małych obrotnic, bo uznałem że są za drogie. Mniej więcej po tym jak podliczyłem że same PFy są warte 700-800zł, ale nic to…

Tak więc, mam 3 zsynchronizowane razem wieżyczki, obracające się zarówno w poziomie jak i w pionie. Obie te funkcje wymagają do działania tylko jednego silnika M. Zasadniczym problemem było nie tyle doprowadzenie napędu do każdej wieżyczki, ale poradzenie sobie z położeniami końcowymi, oraz ograniczenie zakresu ruchu w odpowiedni sposób. Środkowa wieżyczka na przykład, ma stosunkowo wąski możliwy zakres obrotu, a działa na bocznych sponsonach najchętniej przekręciłyby się do pionu. Ostatecznie jednak się udało i efekt można zobaczyć na filmiku. Wieżyczki niestety trochę skaczą przy obracaniu, ale nie mam za bardzo pomysłu co na to poradzić. To wynik zastosowania w środku gumek które odciągają je do pozycji “w przód”, a bez których wieżyczki latałyby bezwładnie w niektórych położeniach synchronizatora.

I wiecie co?
To jeszcze nie jest największy czołg ze świata wh40k…. ;D

Panzer I Ausf. A

Panzer I Ausf. A

Panzer I, a dokładnie SdKfz 101 PzKpfw I to pierwszy niemiecki czołg zbudowany w większych ilościach przed 2. wojną. Wersja A miała wiele wad konstrukcyjnych, które częściowo wyeliminowano w wersji B (dłuższej o jedno koło). Jakby nie patrzeć, obie wersje były przestarzałe już w momencie wybuchu wojny. Niemniej jednak, czołgi PzKpfw I stanowiły prawie połowę Niemieckich czołgów w chwili inwazji na Polskę.

Tyle suchych faktów, przejdźmy do klocków.
Małe to, niekształtne i jeszcze ma jakąś szynę z boku.