MOC

Mamy robaki!

Mamy robaki!

Jak wiecie, flickr zmienił zasady wrzucania zdjęć. Zbliżam się do limitu 1000 sztuk i zacząłem szukać wyjścia awaryjnego. Na razie padło na darmowy kawałek miejsca na wordpressie, co poskutkowało założeniem bloga Plastikowy Kryzys. Poniżej wklejam całą treść wpisu i jedno zdjęcie, ale do obejrzenia pozostałych fotek zapraszam na moją stronę (oraz ciągle na flickr, FB i Insta, co kto lubi).

 

W spokojne życie miasta zakradła się bestia. Zaszalała w metrze, zamieszkała w budynku. Ciasno jej, więc trochę infrastruktury poszło w pył.

Zainspirowany pracami moich kolegów: Layers City i Targiem rybnym w chińskiej dzielnicy postanowiłem również zbudować coś piętrowego.

Wyzwaniem w budowlach, które przedstawiają kilka pięter jest to, że najniższe poziomy stają się mało widoczne. Czasem buduje się przekrój scenki albo akcję z „parteru” umiejscawia się na brzegu. Chciałem, żeby mojego MOCa można było oglądać z każdej strony i żeby pokazać w niej trochę więcej szczegółów. Żeby to osiągnąć zastosowałem różne „przekroje” – nie budowałem każdej ściany, nie pokazałem też całej ulicy. Może to wprowadzać pewien zamęt, ale udało mi się uzyskać całkiem niezły widok wszystkich zakamarków.

Budowę zacząłem od tunelu metra, następnie peron, schody i kasy biletowe. Potem przyszła kolej na wagonik, który jak się okazało, jest za duży na tunel i się w nim nie mieści. Musiałem podnieść strop o dwa bricki. Może nie jest to idealna wysokość, ale patrząc od strony peronu, drzwi pociągu wypadają (mniej więcej) na dobrej wysokości.

Po zbudowaniu podziemnej części przyszła kolej na ulicę. Musiałem ją podeprzeć z dwóch stron filarami i trochę się bałem, czy konstrukcja będzie wystarczająco stabilna. Ostatecznie utrzymuje ciężki, czterościanowy budynek z płytek, więc podpory się sprawdziły.

MOC jest dość wysoki, więc ze względu na łatwość przechowywania i ewentualnego transportu, budynek jest odczepialny. Stoi na czterech jumperach 2×2, ale połączenie jest na tyle mocne, że nie grozi katastrofa budowlana. Przy zdejmowaniu budynku trzeba tylko uważać na największą mackę, która jest wciśnięta w ścianę, bez żadnego mocowania wewnątrz.

To tyle mojej historii, resztę opowiadają ludziki.

Plastikowy Kryzys

Targ rybny w chińskiej dzielnicy (Lunar New Year)

Targ rybny w chińskiej dzielnicy (Lunar New Year)

Na początku miał być budynek cyberpunkowy. Koncepcja podobna do tego co pokazał Insomnia: na dole slumsy, trochę w stylu Gotham, a im wyżej tym lepiej i bardziej futurystycznie. Ale jak pokazał swój WIP i jeszcze napatoczyło się Lego ze swoim Lunar New Year Opportunity to musiałem troszkę swoją koncepcję zmienić. To troszkę okazało się nie być tak mało, jak początkowo myślałem. Chiny to nie Japonia i “współczesny” świat to nie cyberpunk. Nie wszystkie litery Japońskie mają swoje sensowne odzwierciedlenie w chińskim, Chińczycy raczej nie jedzą sushi, nie mają ścian z papieru itp. Ostatecznie pojazdy opadły na ziemię, ludziki zmieniły odzienie, a flagę japoni zastąpił żuraw portowy. I powstał Targ Rybny

MOC przedstawia budynek, w którym na dolnych piętrach znajduje się ww targ rybny, wyżej znajdują się 2 knajpki oferujące owoce morza, następnie kondygnacja biurowo-mieszkalna. Ostatnie piętro to świątynia, którą można złożyć na 2 sposoby: tradycyjnie, lub z Rybką skaczącą przez Smoczą Bramę. Rybka ta nawiązuje do mitologi chińskiej i jest symbolem cierpliwości i ciężkiej pracy, która prowadzi do sukcesu. Takie bramy stoją w wielu miejscach w Chinach, występują na obrazkach, medalionach, płaskorzeźbach.

Ponieważ praca miała nawiązywać do Chińskiego Nowego Roku (Lunar New Year) to cały budynek udekorowałem lampionami. Święto Latarni w chińskim kalendarzu obchodzone jest 15 dni po Nowym Roku i kończy okres świąteczny.

Budując Targ myślałem nad tym, zeby można było pociągnąć budynek wyżej, dorobić mu z czasem więcej pięter. Wymyśliłem więc sobie system, tak że każde piętro można zdjąć i postawić na ziemi jako osobne budynki lub zamienić miejscami lub wstwić pomiędzy nie inne piętra.

[/list]

Parę innych zdjęć:

Link do GALERII

Dziękuję Stelario za zrobienie ładnych zdjęć; te brzydsze robiłem sam.

X-Wing jest, jaki każdy widzi

X-Wing jest, jaki każdy widzi

Po tym jak zbudowałem dla BrickVault całą klasyczną czwórkę TIE – Fighter, Interceptor, Advanced i Bomber, X-Wing był tylko kwestią czasu. Odkładałem go na później głównie dlatego że to dość nudny statek i prosty, w końcu zrobiło go tyle osób, w tym wiele świetnie – dmac z polskiej sceny afolskiej na ten przykład, i Inthert z tej nieco mniej polskiej. Zabierałem się za niego z niechęcią, bo o ile co do “taja” miałem jakiś tam pomysł i lubię ten statek, to X-Winga zacząłem robić nieco bardziej z przymusu niż dlatego że chciałem.

Dobrze że ten przymus się pojawił, bo mogę wszem i wobec ogłosić że X-Wing pod względem złożoności konstrukcji i wyzwań dla budowniczego LEGO zajmuje dumne pierwsze miejsce. Poważnie. Jak ktoś uważa że zbudował już wszystko i nic go nie zaskoczy, proponuję zbudować dobrego X-Winga.

Pozwólcie że pominę fabularny opis tego myśliwca. X-Wing jest jak definicja konia w jednej z pierwszych encyklopedii: Taki, jak każdy widzi.

Zamiast tego przejdźmy przez czteromiesięczny proces budowania go. Zaczęło się niewinnie:

Panowie z BrickVault koniecznie chcieli przeszklony kokpit a nie z flexów, bo wszystkie inne rzeczy też mają z przeszklonym i wygląda to dobrze. Ja upierałem się na kokpit z flexów, bo nie ma właściwej szybki. Nie wiem jak to jest, ale w LEGO chyba uparli się żeby nie wypuścić właściwego elementu. Najpierw zrobili, w 1998, szybkę która ma właściwą szerokość z przodu, ale niewłaściwą na górze. Teraz w 2015 czy tam 16tym wypuścili taką która na górze jest jak trzeba, ale za to z przodu za wąska. No i jest to pierwszy punkt gdzie się oryginalny X-Wing z klockowym rozjedzie: nochal musi się rozszerzać, a w oryginalnym się nie rozszerza. Co zrobić? Zrobiłem więc jak umiałem, przy okazji starając się aby było gładko. Wszyscy wcześniej albo mają na nosach swoich X-Wingów study albo zębate krawędzie z kafli, fuj.

Z klocków też wyszło spoko. W ogóle, wiecie jaki w przekroju powinien być nos X-Winga? O taki:

Nie prostokątny, nie sześciokątny, nie owalny ani nie normalny w żaden sposób, tylko o taki. Na górze zaokrąglony, po bokach ciut powinno wystawać, a dół gładki być też nie może, no bo przecież. Komuś w ILM (studio produkujące modele) się zdrowo popłynęło. Nic to, udało się to zrobić, przynajmniej jako tako, idę więc dalej.

Tylko ten nieszczęsny czubek… z przodu powinien być szeroki na 1, z tyłu na 2, na środku mieć wgłębienie, do tego pochylony. No nie ma takiego klocka żeby to zrobić jak trzeba.

Teraz ten cały bałagan ze szkicu wyżej musi przejść w miarę regularny heksagon, i ze zwężającego ma się stać równoległy, a na tym wszystkim trzeba osadzić nijak niepasującą szybkę. Spoko.

 

Zacząłem prototypować mechanizm otwierania skrzydeł. To jest w ogóle ciekawe, bo lewe dolne skrzydło jest połączone na sztywno z prawym górnym i druga para tak samo. Mamy więc ten heksagon który i tak się ledwo trzyma przez cały SNOT w środku, a teraz trzeba do tego włożyć skrzynkę przekładniową żeby dało się skrzydła otwierać i zamykać. Ten konkretny mechanizm nie działał jak należy – zacinał się, i w skrajnej pozycji wysadzał dolne fragmenty obudowy kadłuba.

Tu widać alpejskie kombinacje z pokryciem kadłuba od spodu, z zachowaniem tylu kątów ile się dało, wyrzutniami torped, kółkiem do sterowania skrzydłami i Bóg jeden wie czym jeszcze. Kółko jest od spodu, bo pomysł był taki aby z podstawki wychodziła ośka która wchodziłaby do skrzynki przekładniowej i można by sterować skrzydłami z podstawki. Później napiszę jak to wyszło, na tym etapie mogę tylko powiedzieć że to było oczywiste, że to zadziała, no bo dlaczego nie? Skoro da się kręcić kółkiem i działa, no to zadziała i przez ośkę, prawda?

Nawet jakoś to wygląda. niby się za często od spodu modelu nie ogląda, ale nie lubię jak od spodu jest brzydko. Tym bardziej ze jest w planach wysuwane podwozie.

 

Tu walczyłem z profilem nosa. Jak nie za mały kąt między szybą kokpitu a nosem, to za duży, albo znowu ten czubek wygląda jak u sępa… tak źle tak nie dobrze.  Na tym dolnym zdjęciu jest najlepiej jak potrafiłem, i myślę że na tej “budzie” lepiej nie będzie. Tak też zostało do wersji końcowej, nie licząc jakiś tam minimalnych poprawek.

 

Tylne nóżki! Pokrywy nie są zbyt piękne, ale dają radę, a całość nie psuje zanadto mechanizmu skrzydeł. Tu się udało od razu i nie wracałem do tego później.

Miałem dość zacinającego się mechanizmu skrzydeł i zrobiłem nowy. W czasach kiedy istnieje przynajmniej sto udanych, fanowskich X-Wingów z LEGO, z czego połowa wykorzystuje mechanizm Intherta, trudno było wymyślić coś nowego. Inthertowy mechanizm średnio mi leżał bo skrzydła się słabo na nim trzymają, choć sam mechanizm działa dobrze. Zrobiłem więc, po paru tygodniach kombinowania, taki wynalazek jak powyżej, i jak mało z czego, jestem z niego dumny. Działa, jest zmontowany bokiem, a więc solidnie, mieści się cały w 6 studach długości – o 2 mniej niż u Intherta, i nie wykorzystuję jakiś szczególnie rzadkich elementów.

  

No i tu zaczęły się schody. X-Wing jest, gdzieniegdzie łaciaty bo czekałem na klocki, ale nie wyglądał właściwie. To jest paskudny objaw, bo nie znałem przyczyny, ale wiedziałem że coś jest nie tak…

Aha!

Tył kokpitu się zupełnie inaczej zwęża ku górze:

…no to działamy.

Od teraz nos trzyma się od góry tylko na kaflach wetkniętych w tzw. “clipy”. Szaleństwo… ale wiecie, że to działa całkiem nieźle?

Przy okazji zrobiłem podstawkę, i okazało się że tak jak kółkiem kręcić można i skrzydła otwierają się, to przez podstawkę ukręcić można co najwyżej ośkę. Klockowe osie są zbyt giętkie, dlatego że mechanizm skrzydeł musi mieć duży opór, aby skrzydła nie obracały się same z siebie. I o ile palcem kręcąc kółkiem nie ma problemu, tak przez długą ośkę już dobrze nie jest. Odpuściłem więc kręceniu przez podstawkę, obróciłem skrzynkę przekładniową, wyprowadziłem sterowanie do góry i… musiałem wszystko od spodu przerobić, bo niby mała zmiana, a pociągnęła za sobą masę zmian.

 

I cacy! Teraz dopiero dla mnie wygląda to jak X-Wing. Coś co miało być prostym nudnym x-wingiem okazało się chyba najfajniejszym wyzwaniem budowniczym jakie miałem od lat. Przerośnięty star destroyer? Wielki, ale w gruncie rzeczy prosty; główne wyzwanie było inżynieryjne, aby trzymał się kupy. Dwugłowy aniołek z Castlevanii? Jak zwykle problem z cyckami, ale poza tym proste. Cywilne latadełka? Okej, jedno z nich sprawiło mi co najmniej tyle samo problemów z ogólną bryłą co X-Wing, ale nie ma rozkładanych skrzydeł czy wzajemnie wykluczających się – w klockach – założeń.

Pozostała robota to wykończeniówka: tył, wnętrze kokpitu, przygotowania pod instrukcje no i warianty kolorystyczne. Takie tam. Od tego momentu zaczęła się nudniejsza część roboty czyli mapowanie pod instrukcje.

 

Ostatecznie stanęło na trzech wariantach kolorystycznych:

…i moim własnym, będącym czymś pomiędzy czystym białym wariantem, a zużytym wariantem z bitwy o Yavin.

Szanujcie poczciwego X-Winga. To jedno z najciekawszych wyzwań do zbudowania z LEGO jakie istnieją.

 

Małe, brzydkie Ferrari z lat osiemdziesiątych

Małe, brzydkie Ferrari z lat osiemdziesiątych

To jest Ferrari 312T4. Samochód Formuły 1 z lat osiemdziesiątych. Jest pokraczny, brzydki, nie ma prześwitu, ma żałosne malutkie skrzydełka i nikogo to nie obchodziło, bo był przy okazji niesamowicie szybki i świetnie się prowadził. Trudno żeby tak nie było, skoro dosłownie przysysał się do asfaltu.

Widzicie, to jest samochód z ery kiedy wszyscy stosowali tak zwany “ground effect”, jakkolwiek go przetłumaczyć po polsku. W skrócie auto działa jak odwrotny poduszkowiec: zasysa powietrze z przodu, z tyłu wyrzuca więcej niż z przodu zassało, boczne fartuchy w czasie jazdy dotykają asfaltu i uszczelniają całość tak że pod samochodem powstaje bardzo silne podciśnienie które z wielką mocą wgniata samochód w asfalt. Z czasem zabroniono stosowania tego rozwiązania, bo gdy taki samochód najedzie na krawężnik, dziurę albo z powodu kolizji podskoczy, rozszczelnia się i cały ten efekt zasysania gwałtownie przestaje działać – a auto przestaje skręcać. Jadąc trzysta kilometrów na godzinę niemożność skręcania jest stosunkowo niezdrowa, o czym niestety przekonało się wielu kierowców.

Dlaczego go zbudowałem? Przez cały rok pracowicie budowałem przeróżne latadła ze świata Star Wars za którymi raczej nie przepadacie, więc ich nie wrzucałem – aż w końcu kupiłem sobie kilka zestawów Speed Champions na Święta, w tym Ferrari Garage i zastałem tam mały, sympatyczny modelik przedstawiający w zamierzeniu Ferrari 312T4. To właśnie jest problem tego autka: ono w rzeczywistości nie jest sympatyczne. Jest, jak napisałem brzydkie, nieproporcjonalne, a jeszcze Ferrari zrobiło mu ten dziwaczny, wystający spod karoserii nos, niczym nochal czerwonego giganta z wielgachnym szarym kwadratowym wąsem. A panowie z LEGO zrobili go ładnego.

To się nie godzi!

Zrobiłem więc po swojemu.

Technicznie autko jak autko. Nie trzyma się na flexach, ani rączkach ani na zagęszczonym powietrzu, nielegalne jest chyba tylko dziesięć połączeń, a z bawialności można go aż podnieść i postawić i dalej stoi. Kółka się nie kręcą, a z minifiga wszedł tylko łebek i kask.

Aha, w ramach ciekawostki.. spróbujcie wetknąć to:
w to:   tak, aby przeszło na drugą stronę. Miłej zabawy!

Jaskinia rozbójników

Jaskinia rozbójników

Przedstawiam drugą konstrukcję na CCC, tym razem w kategorii Forest Lair.

Mieszkańcy pobliskich wiosek od lat boją się zapuszczać samotnie w okolice opuszczonej wieży strażniczej. Nieliczni, którzy się na to odważyli, często znikali w niewyjaśnionych okolicznościach – jakby zapadli się pod ziemię.

W rzeczywistości budowla skrywa jaskinię będącą siedzibą bandy rozbójników.

Do jaskini prowadzą schody, ukazujące się po przekręceniu niepozornie wyglądającego pnia.

Filmik (po kliknięciu powinien się otworzyć na Flickrze):

Schody składają się z kilku stopni, luźno zamocowanych na pionowych szynach. Pod nimi znajduje się ruchome ramię, dzięki któremu można je opuszczać i podnosić. Od strony jaskini jest jeszcze jeden ruchomy element, choć mało widoczny. Kawałek podłogi musi się podnieść, aby wspomniane ramię swobodnie mogło się obniżyć.

Całość chodzi zaskakująco płynnie i mimo długiej zabawy nie zacięło się ani raz.

Więcej fotek:

Miłego oglądania!

Angel – Emerald golem

Angel – Emerald golem

Znów nadrabiam zaległości z zeszłego roku. Model powstał z dwa miesiące temu ale dopiero teraz udało się go “dopieścić” do końca i zrobić zdjęcia.
Jak zwykle jest to mech (Szmaragdowy golem) pieszczotliwie zwany przez swoją panią pilot Aniołkiem.

Na pchlim targu zdobyłem trochę klocków Dark Green. Wśród nich było osiem sztuk “Brick, Round Corner 6 x 6 x 2″

Trochę pokombinowałem i zmajstrowałem kadłub. Upchanie tam obu przeźroczystych kopuł oraz pilota było wyzwaniem.

A to Aniołek w całej okazałości


Maszyna zasilana jest energią czerpaną z kryształu.

W cylindrycznych przedramionach było trochę miejsca którego szkoda było nie wykorzystać.
W prawym ukryte są dwa karabiny a w lewym wyrzutnia kotwic z wyciągarką.


Trochę detali



Zdjęcia są autorstwa boogiiego – serdecznie dziękuję.
Galeria na Flickr.com

Zamek na kulce

Zamek na kulce

Jedno z moich dwóch zgłoszeń na CCC. Do kategorii Miscellanous, bo niestety nie do końca pasuje do żadnej innej.

Patrząc na rozmiar podstawki (6×6), można to zaklasyfikować jako winietkę, czyż nie?.

Album: https://www.flickr.com/gp/toltomeja/J86C86

No co poradzę… Już od dawna chciałem sobie zbudować kulkę. Zamek jest tak przy okazji. ;)

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity

Wstęp

Choć brakuje mi najbardziej dla mnie charakterystycznej cechy tego pociągu, która naprawdę odróżnia go na peronie od “zwykłych” pociągów: zwężające się ku górze boki

I wziąłem sobie te słowa do serca :D Na początku plan był prosty wywalić tą płytkę ze środka dachu i wtedy pochylić ściany. Okazało się jednak, że skos jest niezauważalny i musi być większy. Ostatecznie przebudowałem jakieś 70% modelu. Choć na pierwszy rzut ok może się wydawać, iż to ten sam model to tak naprawdę pociąg został rozebrany prawie do zera. A więc co takiego zostało poprawione – ściany są na zawiasach i pochylone do wewnątrz co pociągnęło konieczność przebudowy drzwi, dachu, ścian, tyłu (tam gdzie są przejścia między wagonami), środka, przodu (udało się też zmniejszyć dziurę która tak bardzo uwierała Jellyeatera ;) ). Każdy człon jest też wydłużony o 4 study. Postanowiłem też poprawić wózki. I tu jest mój mały sukces ponieważ obudowa wózka jest dość wierna oryginałowi, a jednocześnie nie jest „ociężała” przez co pociąg nie wygląda jakby miał betonowe buty :D Dodany jest też wagon restauracyjny w którym jest jadalnia, bar, kuchnia i toaleta.

Kilka szczegółów:
- 3 silniki pociągowe
- światła LED w przedziałach
- Światła czołowe zmieniające się od kierunku jazdy
- ok 5000 klocków
- waga 3,6kg
- długość 1,85m

Zdjęcia
Na razie tylko cztery, reszta się edytuję (będą załączone później). MOC chciałem opublikować jeszcze w grudniu, aby w 2019 zając się już nowymi rzeczami (poza tym już za długo męczę ten pociąg). Zdjęcia zrobione przez Macieja Gacka (to po ciemku moje). Zapraszam do oglądania zdjęć i komentowania (teraz lub później :) ).


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (02) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (03) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (04) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (05) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (06) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (07) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (08) by Mateusz Waldowski, on Flickr

Wózki (każda obudowa jest zbudowana w ten sam sposób)

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (09) by Mateusz Waldowski, on Flickr

Przedziały:
Pierwsza Klasa

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (10) First Class by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (11) First Class by Mateusz Waldowski, on Flickr

Druga Klasa

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (12) Second Class by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (13) Second Class by Mateusz Waldowski, on Flickr

Wars + toaleta

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (14) Restaurant Car by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (15) Restaurant Car by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (16) Restaurant Car by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (17) Second Class by Mateusz Waldowski, on Flickr

Druga Klasa znowu

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (17) Second Class by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (18) Second Class by Mateusz Waldowski, on Flickr
Model doczekał się też podstawki. Łuk złożony jest z torów prostych.

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (19) by Mateusz Waldowski, on Flickr


Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (20) by Mateusz Waldowski, on Flickr

Wąs pfff model dla skali :D

Alstom Pendolino ED250 PKP Intercity (21) by Mateusz Waldowski, on Flickr

Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie

Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie

Tym razem opis będzie mniej lakoniczny, niż zazwyczaj. Powód jest prosty – w tę pracę włożyłem wyjątkowo dużo czasu i wysiłku. Szczęśliwie się złożyło, że publikuję ją w roku, gdy AGH obchodzi swoją setną rocznicę.

Przedstawiam model w mikroskali kampusu Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, gdzie aktualnie studiuję. W gronie Zbudujców mamy co najmniej kilku absolwentów i aktualnych studentów AGH. Mam nadzieję, że odnajdą tu znajome miejsca. ;)

Zacznijmy od początku…

Faza WIP

Pierwsze budynki powstały w połowie kwietnia. Zacząłem od najbardziej znanego, głównego A0 oraz tego, w którym spędzam najwięcej czasu – D17, Katedry Informatyki. Jako kolejne powstało Centrum Energetyki. Te budynki wyznaczyły mi skalę, której postanowiłem się trzymać już do końca (ok. 1:1250). Okazało się to niemałym wyzwaniem. Tworząc w tej skali, gdy budynki mają po 2 study szerokości, trudno jest dostosować ich wielkość i szczegóły.

W maju kontynuowałem mierzenie poszczególnych budynków i realizowanie ich w formie klockowej. Priorytetem było ich rozmieszczenie. Coraz bardziej dawał się we znaki brak przezroczystych plate’ów (a wkrótce także innych części). Na dodatek AGH postanowiło wybudować sobie nowy budynek dla Katedry Telekomunikacji. Jako że nie był jeszcze gotowy, polegałem na wizualizacjach.

Potem powoli zacząłem wypełniać przestrzeń między budynkami drogami i zielenią. Królował SNOT (Studs Not On Top), szalone konstrukcje z pralek, bracketów i drobnych plate’ów. Na tym etapie konstrukcja była jeszcze bardzo nietrwała, ale wkrótce się to zmieniło. Stale rozbierałem wszystkie segmenty i coś w nich zmieniałem – żeby było ładniej, dokładniej lub stabilniej. Bez wahania mogę powiedzieć, że z większości prototypów pokazanych powyżej nie został “klocek na klocku”.

Potem przyszły wakacje. Spędziłem je we Francji, więc była to przymusowa 3-miesięczna przerwa od budowania. Na koniec przyszedł czas na zamówienie brakujących części i dopracowanie fragmentów, z których nie byłem zadowolony. No i prosta czarna podstawka.


(Wersja z mapą)


Pełna galeria na Flickrze

Czy to koniec?

Pomyślałem, że fajnie by było rozszerzyć model na zachód, aż do Miasteczka Studenckiego. Być może kiedyś wrócę do tego pomysłu, jednak na razie odszedł na dalszy plan. Powodów jest kilka: braki w klockach, ograniczone miejsce na biurku (już teraz obrócenie modelu o 180 stopni jest dość ryzykowne) i zbliżające się CCC (w którym chciałbym w tym roku wystawić przynajmniej dwie prace – są już w drodze).

Nie ma co ukrywać – im więcej buduję w mikroskali, tym bardziej mnie to wciąga. Naprawdę trudno było się zatrzymać. Kusi mnie, żeby zbudować przynajmniej część krakowskiego Starego Miasta w tej skali.

I cóż, znacie mnie… Jeśli nikt mnie przed tym nie powstrzyma, niedługo pewnie rozbiorę model. Szkoda żeby się kurzył, a zjadł sporo plate’ów DBG, które są pilnie potrzebne gdzieś indziej. Takie życie. ;)

Miłego oglądania!

Robot z wielkim działem

Robot z wielkim działem

Zaczęło się od tego, że Sekua na Instagramie pokazał plastikowe modele Gundamów. Wkręciłem się ostatnio w modelarstwo i roboty zrobiły na mnie spore wrażenie. Zanim jednak kupię sobie model do składania i malowania, to naszło mnie na zrobienie własnego robota z klocków. Oczywiście nie wyszedł Gundam, bo w moim budowaniu początkowy zamysł jest tylko bodźcem, a potem model zmierza w własnym kierunku.

Zacząłem od nóg. To nie pierwszy robot, którego zaczynam od dołu. Potem tors, ręce i na końcu głowa. A i oczywiście tytułowe “wielkie działo”. Robot miał być masywny i być prawdziwym “bad assem”. Stąd też głowa, która w przeciwieństwie do “gundamów” nie przypomina ludzkiej.

Sam mech był jakiś taki smutny, więc postanowiłem, że będzie rozwalał samochód. Zabrałem się zatem za cztery kółka. Wyszły mi na tyle fajnie, że szkoda mi było psuć samochód i budować “zgniatanie”, więc wyszło przydeptanie. Ostatecznie chyba to był całkiem fajny kierunek. Robot stał się przez to bardziej “złośliwy”.

Wstawiam zdjęcia z flickr, póki jeszcze można tam coś dodawać.

Big Gun Mecha by crises_crs, on Flickr

Big Gun Mecha by crises_crs, on Flickr