Zgrredek

Astfgl – Najwyższy Dożywotni Prezydent Piekła

Astfgl – Najwyższy Dożywotni Prezydent Piekła

Astfgl to postać ze Świata Dysku, a konkretnie z książki “Faust Eryk”. A skąd ten “Najwyższy Dożywotni Prezydent Piekła”? No cóż… Na początku był po prostu królem demonów. Jak doszedł do tego “Prezydenta”, to… za dużo by opowiadać. Najlepiej po prostu przeczytać książkę. Zwłaszcza, że jest cieniutka (dosłownie, nie w przenośni ;) )
Chciałem zbudować tę postać już w zeszłym roku, ale po kilku próbach zarzuciłem projekt. Wróciłem do niego, kiedy kupiłem zestaw z tym diabełkiem.

Astfgl 1 by zgrredek, on Flickr
Astfgl 2 by zgrredek, on Flickr
Astfgl 3 by zgrredek, on Flickr

Chodu!!!

Chodu!!!

null

To historia nie z tego świata. Ani z żadnego znanego nam uniwersum. Bo nie odkryli go jak dotąd ani pisarze, ani filmowcy, ani tym bardziej podróżnicy, misjonarze czy poborcy podatkowi. Jedyne świadectwo istnienia tego świata to kartka wyrwana z książki, do której dotarłem poprzez L-przestrzeń, która jak niektórzy wiedzą łączy wszystkie biblioteki wszystkich światów we wszystkich czasach. (Tak dokładnie to kartka pochodzi z bibliotecznej wygódki, co tłumaczyłoby dlaczego jest tylko jedna.)
Niestety trudno na podstawie jednej kartki wnioskować czy to literacka fikcja, czy literatura faktu. Jedna strona to opis przyrody, nudny prawie jak wNad Niemnem. Za to druga jest pełna akcji i mrożących krew w żyłach sytuacji. Niestety nie wiadomo jak skończyła się ta historia. Jednak zaintrygowała mnie tak bardzo, że pokusiłem się o jej zilustrowanie.
Ilustracja przedstawia zuchwałą kradzież jaja tartacznika (erinaceus carnifexus). Tartacznik to zwierzę żywiące się trocinami. W tym celu ścina drzewa i zjada je pracowicie piłując. Jednak, gdy mały tartacznik wychowa się wśród ludzi, to można nauczyć go cięcia drewna na deski, a nawet klepkę podłogową. Ktoś tam podobno widział tartacznika toczącego tralki, ale to niesprawdzone plotki. Dlatego jaja tartacznika są tak pożądane. A ponieważ tartacznik jest niezwykle groźny to jego jaja są niezwykle cenne. Tak cenne, że znajduje się wielu śmiałków ryzykujących życie w nadziei szybkiego wzbogacenia się.

Ta praca powstała nietypowo. Przynajmniej jak na mnie. Bo wszystko zaczęło się od tego, że kiedy robiłem porządki w klockach, to nie miałem pomysłu, co zrobić z dwoma „Aircraft Fuselage Curved Aft Section with Orange Base”. Patrzyłem tak na nie, wahając się, czy może po prostu je wyrzucić, bo były wielkie, brzydkie i nie rokowały nadziei na jakąkolwiek przydatność. Nawet jako wypełniacz. I kiedy tak obracałem te brzydactwa w dłoniach, to doznałem olśnienia – te części złączone ze sobą mogłyby udawać (z dużą dozą uproszczenia) jakiś kiszkowaty balon. Tak, to było to! Zamiast wyrzucać – coś z tego zbudować. Utylizacja doskonała!
Złączyłem części pinami i… się zaczęło. Budowanie tego latadła dało mi dużo frajdy, bo ograniczała mnie tylko wyobraźnia. Ale kiedy latadło powstało to powstał też problem – brak akcji. No bo pojazd czy latadło, nawet żeby nie wiem jak udane, to dla mnie za mało. Musi być jakiś kontekst!
A może by przy okazji coś jeszcze „zutylizować”? Bo mam przecież mnóstwo klocków, które nie rokują na jakąkolwiek przydatność. A niektóre nawet w dużych ilościach. I tak powstał tartacznik, gdzie udało mi się wcisnąć 22 sztuki „Hinge Plate 1 x 8 with Angled Side Extensions, Rounded Plate Underside” i jeszcze jakieś bioniclowe części.
Potem przyszła kolej na podłoże, co na dłużej wstrzymało prace, bo nie miałem pomysłu jak to zrobić, żeby to latadło było w górze, a jeszcze najlepiej żeby nie było widać zamocowania. Pożyczyłem od Jetboya przezroczyste liftarmy (bo sam miałem tylko jeden) i zacząłem kombinować jakieś karkołomne konstrukcje. Wszystkie były do bani, bo nie pozwalały odpowiednio upozować latadła i żadne nie zapewniało jego względnej stabilności. W końcu zrezygnowałem z „niewidoczności” zamocowania i prace znów ruszyły pełną parą.
Ponieważ dystans między latadłem a tartacznikiem jest dość znaczy, więc wypadałoby to czymś wypełnić. Może by więc znów coś zutylizować? „Cockpit 8 x 6 x 2 Curved” (mam ich kilkanaście) kiedy go odwrócić to mógłby przypominać pancerz jakiegoś chrząszcza. A na główkę „Bionicle Shoulder Armor”! A nogi? Mam przecież kilkaset „Minifig, Weapon Crescent Blade, Serrated with Bar”!
Przydałaby się też jakaś roślinność. Ale marnować klocki na budowanie drzew? Może by więc znów coś zutylizować? No to idziemy w kwiatki. „Orange Slope, Curved 3 x 1 No Studs” mam całe wiadro, więc pozbycie się chociaż tych 20 sztuk to też coś. Liści palmowych też chętnie się pozbyłem. A może dałoby się zbudować jakieś kwiatki z „Dark Blue Tail Shuttle, Small”, których mam kilkaset? O, dało się! Może nie są bardzo „kwiatkowe”, ale ważne, że pozbyłem się 20 sztuk. No to jeszcze na koniec zutylizujmy 22 „Medium Blue Plant Flower 2 x 2 Rounded – Open Stud”.
Nie wiem czy ta utylizacja miała sens, bo poza tymi mało przydatnymi częściami zużyłem też dużo całkiem przydatnych. Ale jednak mam satysfakcję, że te nieprzydatne nie trafiły do śmieci.

Album na Flickr jeśli ktoś woli tam oglądać: https://www.flickr.com/photos/38463026@N04/albums/72157683059930866

Muzyka Duszy

Muzyka Duszy

Ten MOCyk chodził za mną od dawna, ale potrzebowałem impulsu. Tym impulsem było zdobycie krowiej czaszki, która tutaj udaje czaszkę końską. To oczywiście znów coś ze Świata Dysku. Ci co czytali wiedzą o co chodzi, a dla nieczytatych coś na kształt wyjaśnienia. Jest to motor, który nie ma silnika. Został zbudowany przez Bibliotekarza z różnych “śmieci” na takiej zasadzie na jakiej ktoś zbudowałby motor kilkaset lat temu mając do dyspozycji tylko rysunek.
A teraz dwa cytaty:

Bibliotekarz przykucnął na podłodze w długiej, wąskiej piwnicy. Przed nim leżały porozrzucane dziwne przedmioty: koło wozu, kawałki drewna i kości, rozmaite rury, pręty i odcinki drutu. Sugerowały jakoś, że w całym mieście różni ludzie stali zdumieni nad zepsutymi pompami i dziurami w płotach. Bibliotekarz przygryzał koniec rury i w skupieniu przyglądał się zebranemu stosowi.

Obiekt miał dwa koła zdjęte z niedużego wózka, ustawione jedno za drugim, a między nimi siodełko. Z przodu bibliotekarz umieścił rurę wygiętą w skomplikowany podwójny łuk, żeby osoba siedząca na siodełku mogła ją wygodnie chwycić.
Resztę tworzyły śmieci: kości, gałęzie, świecidełka. Nad przednim kołem tkwiła przywiązana końska czaszka, a zewsząd zwisały pióra i paciorki.

A dlaczego ten niby motocykl jest dosiadany przez Śmierć? To już dłuższa historia. Najlepiej samemu przeczytać. :P

Grupa z Wykrokiem

Grupa z Wykrokiem

Kolejna praca  ze Świata Dysku. Konkretnie chodzi tu o książkę Muzyka Duszy. W sumie nic wielkiego, ale nie mogło tych postaci zabraknąć w mojej kolekcji.
Największym problemem okazało się zbudowanie trolla Klifa. Wyszedł pewnie trochę za wielki, ale trudno zbudować z klocków twarz, która będzie miała jako taki wyraz i będzie węższa niż 2 study. Ale za to troll jest dosyć “pozowalny” (od pasa w górę); można obracać tułowiem i głową w prawo i w lewo, przekrzywiać głowę i ruszać rękami i dłońmi w dowolny sposób.
Ten MOC jest dowodem na to, że po zbudowaniu warto, żeby praca się “odstała”. Najlepiej kilka dni. W tym przypadku “odstanie” trwało ponad tydzień. Najpierw doszedłem do wniosku, że dłonie trolla są za małe, bo były to tyko takie klocki z kulką i klipem. Potem zmieniłem róg krasnoluda Buoga Buogssona, bo wydał mi się mieć w sobie za mało “rogowatości”. A na końcu, kiedy już miałem zrobione zdjęcia, to doczytałem się, że Buddy (ten z gitarą) powinien mieć włosy kędzierzawe. A miał długie z pomarańczową opaską (od hipisa z 7 serii). Te, które wybrałem w zamian nie są może jakoś bardzo kędzierzawe, ale na pewno kojarzą się z muzyką.

Księga XI

Księga XI

Ten MOC mógł powstać dawno temu. Bo już z pięć lat temu powstały figurki Tytusa, Romka i A’Tomka. Nie bardzo miałem pomysł na nich, a może po prostu za dużo innych pomysłów. Fakt, że figurki poniewierały się na różnych wystawach. Stały koło Żurawia na wystawie w Gdańsku, na przystanku PKS-u w Klockach Zdroju na wystawie w Krakowie. Potem dorobiłem im byle jaką podstawkę i stały jako samodzielny eksponat. Impulsem do tego MOC-a były dopiero ludziki i prasolot zbudowany przez Pita. Oczywiście nie zadowoliłem się zbudowaniem samego prasolotu; musiało też powstać podłoże.

Pomniejsze Bóstwa

Pomniejsze Bóstwa

No i znów coś ze Świata Dysku. Dla tych co nie wiedzą – “Pomniejsze Bóstwa” to tytuł książki Pratchetta.
W moim MOC-u pokazałem chwilę, w której Brutha (omniański mnich) spotyka Wielkiego Boga Oma. Sęk w tym, że Wielki Bóg Om, który zazwyczaj manifestował się pod postacią wielkiego byka, tym razem mógł sobie pozwolić jedynie na małego żółwika, gdyż pozostał mu jedyny wierny, właśnie owy Brutha. Nie będę się rozpisywał jaka tu jest zależność między ilością wiernych a potęgą boga. Tu najlepiej byłoby przeczytać książkę.
Jak pewnie zauważyliście postać Bruthy nie jest minifigiem. Z minifiga ma jedynie głowę i kaptur. Dlaczego tak? Ano dlatego, że Brutha miał “nogi jak beczki” i “dłonie jak bochny”. Dlatego musiałem zrobić go ciut większego.

Odgrzewane kotlety

Odgrzewane kotlety

Co niektórzy pewnie kojarzą moją pracę z 2008 roku pod tytułem “Wiatr”. http://www.brickshelf.com/cgi-bin/gallery.cgi?f=381778
Był to okres kiedy rozbierałem absolutnie wszystkie prace, bo nie myślałem, że będą mi do czegoś potrzebne. No ale potem zacząłem jeździć na wystawy i przy okazji którejś tam odbudowałem tego MOC-a. I tak woziłem go przez kilka lat na wszystkie wystawy, klnąc przy każdym montażu, bo drzewo wymagało odbudowy.
Wczoraj postanowiłem zbudować nowe drzewo, takie, które będzie nieczułe na wyboisty transport.
Poszło w miarę szybko, tylko że nowe drzewo wymagało nowego mocowania do podstawy, a więc całą podstawę musiałem też przebudować. No i właściwie powstał nowy MOC. Ze starego został minifig i pies z budą. Przedtem buda była po prostu położona na podłożu, teraz jest do niego przymocowana. Mam więc nadzieję, że przy kolejnej wystawie po prostu wyjmę tę pracę z pudełka i postawię, bez żadnych poprawek.

I widoki z innych kątów:

Nac Mac Feegle

Nac Mac Feegle

Weszcie TO skończyłem!!! Bo dwa miesiące zabawy z tym potrafi znudzić. Oczywiście na początku był entuzjazm, że taki fajny pomysł, że coś nowego, w innej skali niż minifig (która i tak jest i będzie jedyną słuszną skalą). Problemem okazał się kolor. No bo nie wszystkie klocki są w tym kolorze, a niektóre jak są to albo koszmarnie drogie, albo niedostępne w potrzebnych ilościach. Skończyło się na sześciu zamówieniach na BL, w tym dwa zamówienia tylko dla zdobycia sześciu sztuk dłoni.

Ci, którzy czytali Świat Dysku oczywiście wiedzą o co chodzi. Dla tych, którzy nie czytali, kilka słów wyjaśnienia. Nac Mac Feegle to… coś jakby skrzaty. Mają około sześciu cali wzrostu, rude włosy i skórę tak wytatuowaną, że wydaje się niebieska. “… to najbardziej niebezpieczna z baśniowych ras, zwłaszcza po pijanemu. Kochają pijatyki, bijatyki i kradzieże; prawdę mówiąc, kradną wszystko co nie jest przybite. A jeśli jest przybite, kradną też gwoździe.”

null

Moich trzech Feeglów zostało wykonanych w skali 1:1 i nie są przedstawieniem konkretnych postaci. Tak naprawdę to nie chciało mi się grzebać w książkach i szukać opisów i charakterystycznych cech. Każdy ma inną konstrukcję poza takimi samymi rękoma i stopami. Prezentuję je w kolejności powstania.



Galeria na Flickrze: https://www.flickr.com/photos/38463026@N04/albums/72157660458347517

Wieża sekarowa

Wieża sekarowa

Znów coś ze Świata Dysku. Ci którzy czytali to wiedzą. Również ci, którzy oglądali film “Piekło Pocztowe”. Dla całkiem niezorientowanych wystarczy informacja, że te wieże służyły do szybkiego przekazywania informacji na odległość.
Impulsem do powstania tego MOC-a była mini-wystawa moich dyskowych tworów w SDK. Było trochę mało czasu, ale pomyślałem, że to łatwe do zbudowania, więc zdążę. No i zbudowałem to w dwa dni, choć okazało się, że tak ostatnio spłukałem się z brązowych kafli, że musiała powstać wersja überwaldzka. Ponieważ w Überwaldzie wieże sekarowe były atakowane przez miejscowych, więc dół był budowany z kamienia.

PIP!

PIP!

Dwa dni temu na FB jaki pratchettomaniak rzucił hasło, że chciałby zbudować jakąś postać ze Świata Dysku. Okazało się, że podszedł do tematu ambitnie i chciał to zbudować w skali 1:1. Wytłumaczyłem mu że to dość kosztowne i realizacja tego pomysłu może go kosztować od 5 do 10 tysięcy. Ale zaraz zawitała mi myśl, że przecież nie wszystkie postaci ze Świata Dysku są pełnowymiarowe, czyli rozmiarów człowieka (ewentualnie krasnoluda). Ale już nie pisałem tego na FB tylko wziąłem się za budowanie.
Pierwsze co przyszło mi do głowy to Śmierć Szczurów. Wziąłem dużo różnych czarnych klocków i zacząłem rzeźbić. I to nie w przenośni, a dosłownie. Pierwszy raz budowałem coś takiego. Myślałem, że to łatwiejsze. No ale coś tam z tego wyszło.