Tybort

Rita Vrataski – w trakcie treningu

Rita Vrataski – w trakcie treningu

Rita Vrataski – główna bohaterka, obok Williama Cage’a (Tom Cruise) filmu “Edge of Tomorrow” na podstawie light novel “All You Need is Kill” Hiroshiego Sakurazaki, grana przez Emily Blunt.

Praca powstała z okazji wystawy w Artetece w ramach Krakowskiego Festiwalu Komiksów, zdaje się, że w 2019 roku.

Starałem się oddać scenę (powiedzmy, że ducha sceny ;) ), w której Cage po raz pierwszy spotyka Ritę, w trakcie treningu. Cała scena tutaj: https://youtu.be/o6u5-2CPHPc?t=76, Rita, w pozie, którą chciałem uchwycić w 116 sekundzie: https://youtu.be/o6u5-2CPHPc?t=116.

Choć  wiem o kilku błędach, które popełniłem, a robiąc zdjęcia znalazłem kolejne, osobiście lubię tego MOC-a :) Część niedociągnięć uświadomił mi na wystawie na Targach Hobby w Poznaniu w ubiegłym roku Havoc – wystawiona tam Rita miała inną główkę, żółtą (i oczywiście żółte ramiona) z nieakceptowalnymi dla Havoka piegami (aktualna, niestety, też je ma ale ciii), oraz inne włoski, moim zdaniem lepiej oddające fryzurę ze sceny w filmie, ale niestety w brązowym kolorze. Aktualne włosy mają zły kształt, ale lepszy kolor. Tamte poprzednie nie istnieją w tym kolorze, ani w żadnym innym jaśniejszym niż brązowy (99240).

Na kilku ujęciach z filmu da się też dojrzeć zarys ramion manipulatorów poruszających “kukłami” treningowymi – i nie ma on nic wspólnego z tym, co zbudowałem :) Z kolei czarne ukośne linie na podłodze i ścianie powinny być grubsze – budując zasugerowałem się którymś konkretnym ujęciem, a dopiero dzisiaj po zrobieniu zdjęć zorientowałem się, że dałem się oszukać perspektywie.

Innymi słowy, to jest moja interpretacja.

Gdyby ktoś nie widział jeszcze filmu, polecam. Choćby ze względu na Emily Blunt ;)

Historia Polski – Ignacy Łukasiewicz

Historia Polski – Ignacy Łukasiewicz

Ignacy Łukasiewicz – polski farmaceuta, wynalazca, przedsiębiorca, chemik, działacz niepodległościowy, filantrop. Wynalazca lampy naftowej, pionier przemysłu naftowego.

Praca zbudowana w 2018 w ramach projektu grupowego “Historia Polski” w celu uczczenia 100 rocznicy odzyskania niepodległości przez Polskę.

Ignacy Łukasiewicz był postacią wprost nierealną. Łączył w sobie zamiłowanie i talent do nauki, kompetencje przedsiębiorcy, współczucie i pragnienie niesienia pomocy oraz umiłowanie ojczyzny. Był pionierem wielu rozwiązań nie tylko w dziedzinie wydobycia, przetwarzania i wykorzystania ropy naftowej, ale także polityki społecznej i praw pracowników. Może stanowić symbol niepoddającego się przedsiębiorcy, który zawsze się podnosił i pracował jeszcze ciężej, bez względu, czy nieszczęście, które na niego spadło, było osobiste, czy był to przypadek losowy, czy też ludzka niegodziwość i chciwość.

Wynalazca lampy naftowej; w 1852/53 wraz z Janem Zehem wydestylował naftę; w Bóbrce założył pierwszą na świecie kopalnię ropy naftowej, a potem kolejne w innych lokalizacjach; założył kilka rafinerii ropy naftowej; działał na rzecz (nieudanego) powstania krakowskiego oraz wspierał finansowo powstanie styczniowe, a następnie pomagał popowstaniowym uchodźcom; walczył z ubóstwem i alkoholizmem; wprowadzał obowiązkowe ubezpieczenia społeczne, rentowe, wypadkowe; fundował i wspierał szkoły, kościoły, cerkwie i klasztory oraz infrastrukturę drogową; pod koniec życia został posłem do Sejmu Galicyjskiego; odznaczony Orderem św. Grzegorza i tytułem Szambelana Papieskiego przez Piusa IX za działalność charytatywną.

Funkcjonuje anegdota (legenda?), wg której Ignacego Łukasiewicza miała w pewnym momencie odwiedzić delegacja ludzi pracujących dla Johna Rockefellera (albo i sam Rockefeller). Łukasiewicz chętnie ich przyjął i oprowadził po swojej kopalni. Pozwolił im także wykonać szkice szczegółowych rozwiązań, a także odpowiadał na wszystkie pytania i wyjaśniał wątpliwości. Na koniec został zapytany o cenę tego swoistego know-how, które właśnie im udostępnił, na co Łukasiewicz miał się oburzyć, jako że uważał za swój obowiązek dzielić się swoimi pomysłami i odkryciami.

Życia tego człowieka starczyło by na dwóch albo i trzech innych, których i tak okrzyknęlibyśmy bohaterami narodowymi. Ciężko wyobrazić mi sobie lepszą osobę, co do której moglibyśmy się wszyscy zgodzić, że zasługuje na stałe miejsce w polskim panteonie ludzi wielkich. O Łukasiewiczu – wynalazcy lampy naftowej – pamiętałem jeszcze ze szkoły, ale dopiero szukając inspiracji do budowy w związku z projektem grupowym dowiedziałem się, jakim był człowiekiem…

…i w tym kontekście bardzo żałuję, że MOC nie wyszedł mi lepiej :)

Początkowy plan zakładał budowę dużego modelu pierwszej lampy naftowej Łukasiewicza (takiej wysokiej na kilkanaście/kilkadziesiąt bricków), i wokół niej mniejszych scenek pokazujących różne aspekty jego życia. Miałem jednak problem (tak mi się wydawało) z dotarciem do zdjęć tejże lampy – nie byłem pewien, czy to, na co patrzę, to to, czego szukam – a ponadto ciężko mi było dobrać klocki (przezroczyste, okrągłe, duża średnica oraz pearl gold, okrągłe, pasujące średnicą). Statek w butelce wyszedł na początku 2018 – podejrzewam, że koncepcja lampy upadła zanim ćwierć-okrągłe przezroczyste panele się spopularyzowały.

Koniec końców zdecydowałem się zbudować trzy scenki w ramach jednego base plate’a: kiwon symbolizujący rozkwit przemysłu naftowego (choć mam problem z jasnym stwierdzeniem, czy w kopalniach Łukasiewicza używano kiwonów), kapliczkę-lampę uliczną – rekonstrukcję pierwszej lampy ulicznej z Gorlic – oraz scenkę wypłaty ubezpieczenia przez Łukasiewicza pracownikowi poszkodowanemu w wypadku przy pracy. W tej ostatniej znalazło się miejsce na symboliczny mikromodelik pierwszej lampy – to ten złoto-przezroczysty walec na stoliku :)
Jakkolwiek jestem zadowolony z każdego elementu składowego pracy (choć kapliczka mogłaby być bardziej okrągła – ale za to w podstawie jest felga, z czego jestem bardzo dumny ;) ), tak cała praca jest dla mnie nieczytelna i nijaka. Wydaje mi się trudna do zrozumienia bez szczegółowego wyjaśnienia, co i dlaczego. Zupełnie nie udało mi się skomponować tych trzech elementów w sensowną całość. Cóż, najwyraźniej za wiele zbyt różnych rzeczy chciałem włożyć w ramy jednego MOC-a.

Dzięki za uwagę (jeśli ktoś przebrnął przez ten opis ;) ) i zachęcam do doczytania o Łukasiewiczu.
Posiłkowałem się głównie polską i angielską Wikipedią, książką Gazownictwo Polskie, oraz tym artykułem.

Portret Łukasiewicza

Pierwsza lampa naftowa:

Pierwsza uliczna lampa naftowa w Gorlicach (rekonstrukcja):

Świątynia Nehalennii w Colijnsplaat

Świątynia Nehalennii w Colijnsplaat

Nehalennia jest boginią wywodzącą się prawdopodobnie z wierzeń germańskich lub celtyckich. Wiąże się ją z domenami podróży, handlu, a być może i zaświatów, życia pozagrobowego. Przedstawiana jest często w towarzystwie sporego psa, trzymając kosz jabłek, ze stopą opartą o łódź oraz w otoczeniu innych symboli marynistycznych. Zabytki związane z jej kultem znajdowane były w trzech lakalizacjach: Domburgu i Colijnsplaat w Niderlandach oraz w Kolonii w Niemczech.

Od 2004 roku (otwarcie w 2005) w małej nadmorskiej miejscowości Colijnsplaat w Zelandii w Niderlandach, znajduje się replika świątyni Nehalennii, wzorowana na obiekcie odkrytym nieopodal dawnej osady rzymskiej – Ganuenty (w okolicach/w granicach Colijnsplaat). Obiekt łatwo jest znaleźć (tuż obok lokalnej przystani) i można go obejrzeć z zewnątrz bez żadnych opłat, teren jest otwarty. Dla chętnych, za opłatą, zarządzający budynkiem organizują również dodatkowe atrakcje, w tym możliwość wzięcia ślubu. Informacje można znaleźć na dość dawno nieaktualizowanym profilu na facebooku (po niderlandzku, ale, jak wiadomo, wszyscy Niderlandczycy mówią po angielsku, więc dogadanie się nie powinno stanowić problemu): https://www.facebook.com/nehalenniastempel/

Kilka lat temu odwiedziłem to miejsce, a po powrocie do domu pomyślałem, że miło byłoby je zbudować z klocków, trochę jako swego rodzaju pamiątkę z wycieczki. Pomysł wydawał się tym bardziej dobry, że bryła budynku jest bardzo prosta, więc jej oddanie nie powinno nastręczyć większych trudności.

Kolory dk orange na dach i medium nougat na ściany (ten kolor jeszcze niedawno jakoś inaczej się nazywał, prawda? coś w rodzaju medium dark flesh?) podpasowały idealnie, ale jednocześnie ograniczyły paletę dostępnych części (np. w medium nougat kilka rodzajów plate’ów pojawiło się dopiero w 2018, a moja praca została ukończona właśnie na początku tego roku). Uparłem się też, żeby możliwie wiernie odwzorować fragment pomiędzy kolumnami a dachem, włącznie z widoczną konstrukcją dźwigarów dachu, oraz żeby nie mieć od spodu studów. Coś, czego nikt na wystawie nie zauważy, a tym bardziej nie doceni, ale z jakiegoś powodu zafiksowałem się na tym na dobre. W rezultacie ten fragment modelu składa się z 3 albo 4 “ramek”, również takich o grubości 2 plate’ów i szerokości jednego studa, ułożonych na sobie, zaklinowanych żeby się nie przesuwały, ale nie połączonych ze sobą. Natomiast cały jasnoszary dwuplejtowy pasek bezpośrednio nad kolumnami to głównie tile’e 2×4 i 2×2 oraz jumpery 2×2 połączone ze sobą uchwytami od wiaderek:

Świątynia odwiedziła ze mną kilka wystaw Zbudujmy To! ani nie będąc modyfikowaną, ani się nie rozpadając w transporcie, natomiast teraz, tuż przed prezentacją minimalnie zmodyfikowałem szary “pasek” w górnej części – zamieniając plate’y z railem na jumpery żeby pozbyć się “dziury” w narożniku.

Dla porównania, rzeczywisty obiekt wygląda tak (za Wikipedią):

A tutaj Google Street View:

https://www.google.pl/maps/@51.6019881,3.8453625,3a,75y,186.97h,91.25t/data=!3m6!1e1!3m4!1sBZlFDsZCeg3G9s5KLtb5RA!2e0!7i13312!8i6656

Kamienica przy Gołębiej

Kamienica przy Gołębiej

Dawno temu, przynajmniej w 2013 roku, zapragnąłem zbudować swoją pierwszą kamienicę. Wymyśliłem sobie czarny dach mansardowy (choć jeszcze parę minut temu nie wiedziałem, że tak to się nazywa) i schemat kolorów Medium Blue/White. Koniecznie musiała mieć udawane kolumny z bricków z grillem, zaokrąglone podpory parapetów i balkonu oraz gzymsy (?) z plate’ów z railem, jednych z moich ulubionych klocków.

Okazało się to dla mnie ogromnym wyzwaniem; dość szybko zostałem uświadomiony, jak mało mam elementów w założonych kolorach i że 300 sztuk bricków 1×2 to wcale nie jest dużo. W planach były kompletne, wykaflowane na wysoki połysk, wnętrza – niestety koniec końców powstała tylko prowizoryczna księgarnia na parterze. Po tych planach pozostał też podział na moduły – całkiem nieźle działający – każde piętro względnie łatwo można zdemontować i zamontować z powrotem, tak jak i górną część dachu. Poza wspomnianym parterem, wewnątrz stan deweloperski z podłogami w kolorach tęczy, więc zdjęć brak. W porównaniu do moich późniejszych budowli, ta była bardzo prosta w montażu i demontażu, i znosiła bez problemu transport.

Kamieniczkę pokazałem na przynajmniej dwóch wystawach Zbudujmy to!,  w Swarzewie w 2014 i w Chorzowie w 2015. Byłem z niej bardzo dumny, i w sumie sentyment pozostał nadal, choć w otoczeniu budynków Maćka i crisesa, wyglądała na trochę… toporną? Ciężką? Potem leżała w kartonie, czasem jeżdżąc na wystawy w charakterze backupu, ale nie pamiętam, czy była wystawiana gdzieś jeszcze. Teraz, wreszcie, idzie do rozbiórki w ramach długo odkładanych porządków (mogą być wiosenne, mogą kwarantannowe, ale tak naprawdę po prostu wreszcie mi się udało zmusić do zrobienia zdjęć).

Zdjęcie z galerii Mrosika na brickshelfie.

Aha, dlaczego “przy Gołębiej”, choć nie jest to model żadnej istniejącej kamienicy? Dwa powody, powiązane ze sobą. Po pierwsze – bo mieszkam w Krakowie, a tu, jak wiadomo, gołębi pod dostatkiem. Po drugie, bo przy ulicy Gołębiej w tymże mieście, mieści się Instytut Archeologii UJ, w którym zdarzało mi się często bywać w czasie studiów w odwiedzinach ;) Ja tam bynajmniej nie studiowałem :)

Olga Tokarczuk

Olga Tokarczuk

Nazwisko Olgi Tokarczuk zaczęło być nagle odmieniane przez absolutnie wszystkie przypadki tej jesieni, gdy Akademia Szwedzka ogłosiła laureatów Nagrody Nobla za lata 2018 i 2019. W oczywisty sposób stało się to powodem do dumy wielu Polek i Polaków, ale też urosło (ekhem, “urosło” to w tym kontekście nie najlepsze słowo; bardziej “zmalało”) do rangi wydarzenia politycznego. Z księgarń, jak to bywa z laureatami Nagrody Nobla, momentalnie znikło większość pozycji autorki. Nie mam wątpliwości, że w tym roku w wielu domach pod choinką znajdzie się przynajmniej jedna, dodrukowana w trybie pilnym, książka pani Tokarczuk.

W minioną sobotę, 7 grudnia 2019, Olga Tokarczuk wygłosiła w Sztokholmie, w siedzibie Akademii Szwedzkiej, wykład noblowski, a 10 grudnia odbierze samą Nagrodę. Poniższa praca zaczęła powstawać w trakcie gdy słuchałem wykładu a następnie ukradła mi wiele kolejnych godzin weekendu :)

Wykład dostępny na YouTube: https://youtu.be/VvZAXL28K2E

Kwiatek na Dzień Nauczyciela

Kwiatek na Dzień Nauczyciela

Czternastego października jest w Polsce obchodzony Dzień Edukacji Narodowej, powszechnie zwany Dniem Nauczyciela. Jako że moja mama wykonuje ten właśnie zawód, jest to święto, o którym wyjątkowo pamiętam, i które ma dla mnie znaczenie.

Niniejszą pracę zacząłem (od kwiatka, a następnie pomysłu, co z nim zrobić) jakieś 2-3 lata temu. I nijak nie potrafiłem dorobić całej scenki oraz tła, co wpędzało mnie w podły nastrój po każdym kolejnym “przegapionym” pod tym względem 14 października. Tym razem się jednak udało… z poślizgiem :P

Winietkę, naturalnie, dedykuję mamie :)

Idea jest taka, by skłonić was do przypomnienia sobie waszych nauczycieli – bez względu czy musicie się cofnąć 40 lat w przeszłość, czy po prostu spojrzeć na aktualny plan lekcji. Spróbujcie sięgnąć pamięcią do tych dobrych chwil: Może raz jeden przyłożyliście się do pracy domowej i zostało to zauważone? A może całą klasą pojechaliście na wycieczkę nad jezioro, gdzie nudny pan od geografii okazał się doskonale opowiadać historie przy ognisku? Może wspomnicie panią od w-f, która cieszyła się jak dziecko razem ze szkolną drużyną siatkówki po wygranych zawodach powiatowych. Albo kiedy niemal siłą wyciągano z was datę Insurekcji Kościuszkowskiej, chociaż sami straciliście już nadzieję, że w tej ciemnej pustce waszej pamięci mogła pozostać jeszcze choć odrobina wiedzy.

Jeśli udało się wam cokolwiek takiego znaleźć, to może warto ten raz w roku posłać swoim nauczycielom serdeczną myśl… albo napisać “Wszystkiego najlepszego, Pani Profesor!” na Facebooku… albo przypomnieć/przekonać swoje pociechy żeby w ten jeden dzień odpuściły swoim wychowawcom. Jestem przekonany, że gdyby nie ciężka praca i oddanie tych ludzi, bylibyśmy dzisiaj wszyscy w dużo mroczniejszym i bardziej przerażającym miejscu.

Mini 6339 Shuttle Launch Pad

Mini 6339 Shuttle Launch Pad

6339 Shuttle Launch Pad w mikroskali. Jeden z tych zestawów, o których za dzieciaka marzyłem bardziej niż o innych.

Model powstał oczywiście z myślą o konkursie zorganizowanym przez Brickset z okazji 60-lecia patentu na “klocek LEGO” .

Starałem się oddać możliwie dużo funkcji oryginalnego zestawu.

Prom oraz zbiornik paliwa można łączyć i rozłączać. Za pomocą chwytaka da się podnieść zbiornik paliwa i rakiety pomocnicze. Ramię chwytaka się przesuwa a sam chwytak opuszcza (na lince). Platforma (transporter gąsienicowy?) może stabilnie “przewozić” zarówno prom jak i zbiornik z rakietami. Podobnie jak w oryginalnym zestawie, istnieje możliwość wsunięcia zbiornika z rakietami do wewnątrz wierzy – służy do tego kolejna wysuwana platforma.

I oczywiście najważniejsze – żółte blokadki blokują transporter :)

Galeria flickr