Toltomeja

“Samobroniąca się” forteca

Ale ten tytuł dziwnie brzmi… No cóż – do rzeczy.

Kolejny szalony pomysł. Bo dotychczas zamki zawsze stały sobie i cieszyły oko. A co taki zamek zrobi, jeli zaatakuje go wciekła trialówka? No chyba się nie podda!
(PS: Trialówka miała nawet wystapić w filmie, ale jakos nie miał jej kto zbudować)

Entuzjaści zębatek powinni być zadowoleni, jest ich na oko aż dziesięć. I wszystkie się kręcą. Jak na mnie to chyba niezły wynik. :)

W środku siedzi zakamuflowana kostka NXT i 3 silniki – dwa do napędu, jeden do katapult.
Byłem niezwykle mile zaskoczony mocą tych motorków. Zamek naprawdę nie należy do lekkich konstrukcji, a mimo to potrafi jechać jak opętany nawet na słabej baterii.
Prędkość którą widać w filmiku to 80% – może jechać szybciej, ale wtedy wygląda już bardziej śmiesznie niż groźnie :)

Katapulty. Obie napędzane przez jeden motorek i uruchamiane oddzielnie. Teraz przygotujcie się na kunszt technicznego opisu: taki dzyndzel w środku opuszcza katapultę, która w najniższej pozycji automatycznie nabiera kulę z magazynka. Po zwolnieniu blokady, energia zgromadzona w amorkach pomaga wystrzelić pocisk, a w magazynku kolejna kula przygotowuje się do swojej (ostatniej) podróży.
Każdy magazynek mieści maksymalnie 19 pocisków.
Jak już pokonam sentyment, pokażę troszkę bebechów – na razie można się domyślać jak to wygląda :)

Cała galeria

Strzeżcie się, wrogowie zamków!

Świątynia Meenakshi Amman – Maduraj

Świątynia Meenakshi Amman – Maduraj

Osoby z epilepsją wchodzą na własną odpowiedzialność. ;)

Minęły już dwa lata od pierwszej podróży Pana Wieśka, przyszła pora na ósmą część serii. Odwiedzamy Maduraj na południu Indii.

Na pewno jedna z najbardziej szalonych rzeczy, za jakie się zabrałem. Świątynia Meenakshi Amman w Maduraju. Inspiracja przyszła tuż po powrocie ze Swarzewa, podczas oglądania programu W 80 skarbów dookoła świata (który przy okazji gorąco polecam!). Piękna rzecz. Chcę kiedyś tam pojechać. Muszę to zbudować.

Świątynia w Maduraju jest poświęcona Meenakshi, wcieleniu bogini Parvati. Najbardziej charakterystycznym elementem jest gopura, czyli brama wejściowa bogato zdobiona motywami z hinduskiej mitologii. Podobne konstrukcje występują też w wielu innych świątyniach południowych Indii i Sri Lanki.

Potrafią sięgać nawet 60 metrów, w Maduraju takich konstrukcji jest czternaście, różnej wielkości, z czego najwyższa, Wieża Południowa, ma 52 metry. Na początku wzorowałem się właśnie na niej, jednak końcowy efekt bardziej pasuje do jednej z wewnętrznych gopuram.

Oto sam MOC:

A tutaj fotka dla odniesienia…

Oczywiście nie mogło zabraknąć samej bogini:

Zazwyczaj jest przedstawiana z papugą w prawej ręce (jednej z prawych), niestety klockowa papuga była zdecydowanie za duża na to miejsce, więc są same pióra. Papugi, rzecz jasna.

Po pełny zestaw zapraszam do GALERII, o tutaj.

Polecam też przyjrzenie się widokowi całej świątyni (i tłumu pielgrzymów stojących na wszystkim, na co da się wejść) na tym zdjęciu (uwaga, duże!).

Fun fact: naliczyłem równo 40 kolorów klocków (bez rozróżniania LG/LBG itp.) :D

Miłego oglądania!

Toltoburg

Toltoburg

Podobno długość opisu jest wprost proporcjonalna do wielkości MOCa, więc tym razem nie będzie lakonicznie ;)

Wspólne przedsięwzięcie z Legofanem. Specjalnie na wystawę w Swarzewie, niektórzy już widzieli.

Zdecydowaliśmy się zrobić coś razem, bo co dwie głowy to nie jedna. I udało się mimo pozornych trudności – część Legofana, czyli domki z lewej, jadą w sierpniu do Warszawy, a moje miasto zostaje w gablocie jeszcze przez miesiąc. Trzeba było tak to zaplanować, żeby stanowiły w miarę osobną całość, kiedy zostaną rozdzielone.

To największy mój MOC jak dotąd, równo 6 płyt bazowych (razem z Legofanem 8). Od początku tworzyłem go z myślą o wystawie, więc zaczynałem ze śmiałym planem budowania modułowego. Miało się pięknie rozkładać na 6 części… A skończyło się jak zawsze. Już na wysokości placyku przed zamkiem krajobraz połączył się w jedną całość i o żadnych modułach nie było już mowy. :)

Całe wzgórze jest puste w środku, nie licząc chaotycznego (i dzięki temu jakże urokliwego) rusztowania z technic bricków. W sumie wyszło to całkiem wytrzymałe (podobno Toltoburg jeszcze stoi), choć nie wygląda.

No dobra, ale jeszcze trzeba to przewieźć. Długo myślałem jak się za to zabrać, żeby wszystko przetrwało nienaruszone długą podróż w bagażniku. Doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie rozłożyć wszystko na małe części i każdą włożyć do osobnego worka – nawet jak któryś segment się rozwali, nie będę musiał szukać części po całym pudle. Wszystko zostanie w woreczku, łatwe do odtworzenia. A przy okazji mniej miejsca zajmuje.

Mówiąc małe części, mam na myśli małe. Naprawdę małe, bo skończyłem z ok. 70 ponumerowanymi w kolejności składania woreczkami, plus jeszcze kilkanaście większych fragmentów budynków. Na szczęście w transporcie ucierpiał tylko ratusz, a bogata dokumentacja zdjęciowa uczyniła odbudowę czystą przyjemnością i zadaniem niemal tak łatwym, jak składanie zestawu z instrukcji. Rano jeszcze bałem się że będę budować to do trzeciej w nocy, ale poszło ekspresowo. I mogłem spędzić tę noc przy makiecie kolejowej, zamiast przy swojej. :)

Zapraszam do oglądnięcie zdjęć robionych regularnie w miarę postępu prac (służyły do zgrania całości z Legofanem). Mam je tylko na Dropboxie, musicie sobie z tym poradzić.

Po więcej zdjęć pozwolę sobie zaprosić do galerii rh, o tutaj: MAJHOST

I jeszcze tu są dwie fotki z muzeum, widać trochę bebeszków:

To co, podziękowania? Oczywiście dla Legofana za wspólny bój o makietę, Rascha za zaopatrzenie w liście, LLa nie wiem za co (może powinienem raczej go potępić?) i rh za piękne zdjęcia, które uratowały nam skórę (nie zdążyliśmy zrobić swoich).

LF, coś chcesz dodać? Nie krępuj się :)

PS: Kaplica zamkowa jest pod wezwaniem św. Studa oczywiście.

Opuszczona fabryka

Opuszczona fabryka

Kolejna praca na mroczny konkurs Mike’a Doyle’a. Czyli mrok w industrialnym wydaniu.


Abandoned Factory di Toltomeja, su Flickr

Inspirowane zdjęciami z Czarnobyla, fabryki Bhopal w Indiach, hutą w Krakowie, Katowicach, a poza tym oczywiście wieloma diabli wiedzą skąd.

Taki one-photo MOC. Nawet żałuję że nie widać dobrze sufitu, ale na zdjęciach nie wyszedł dobrze. Na jasnym tle nie było mrocznie, a na ciemnym nie było widać światła za oknami. W końcu to zdjęcie, które prezentuję, powstało z połączenia dwóch różnych, robionych z tego samego miejsca, ale w dwóch różnych trybach.

Miłego oglądania!

Greckie miasteczko

Greckie miasteczko

Przyszła pora na kolejną podróż pana Wieśka. Siódmą, o ile dobrze liczę. Tym razem zawitał do spokojnego, greckiego miasteczka. Na tę okazję założył nasz zbudujcowy mundurek :)

Nasz bohater tym razem integruje się z lokalną społecznością w partyjce Backgammona (po mojemu – gamonia). To nie żaden mój wymysł, tylko widok który nie dziwi w żadnym greckim miasteczku. Para dziadków siedzących w cieniu drzew, grająca całymi dniami. Kiedyś myślałem że powinno im się to znudzić, ale sam zagrałem i już rozumiem. Ta gra wciąga i nie chce puścić.

Jak zwykle, źródeł inspiracji było dosyć dużo. Bardzo przydał się przewodnik po Grecji z przeglądem greckiej architektury (i niezwykle przydatnym przekrojem kościoła), poza tym zdjęcia z internetu:

M. in. domki z Vathii, Kapnikarea, Panagia, jeszcze coś w Atenach.

Reszta na Flickr

No, nie było łatwo. Nad samym sześciokątnym dachem spędziłem ponad tydzień, mnożyły mi się pomysły, ale żaden nie był wystarczająco dobry. Biurko zawalały kolejne prototypy, co jeden to gorszy. Na szczęście z niebios spłynęło wtedy oświecenie – pralka, serek, groszek i gotowe!

To tyle. Miłego oglądania!

Cafe Sułtan

Cafe Sułtan

Po długiej przerwie nareszcie mogę co pokazać. Temat chodził za mną już długo, zresztą mogę to powiedzieć o prawie każdej swojej pracy. :)

Tym razem inspiracją była piosenka “W kawiarence Sułtan” w wykonaniu Grzegorza Turnaua. Zapraszam do posłuchania tutaj. Dla mnie jedna z tych piosenek, która nigdy się nie nudzi.
A kto Turnaua nie lubi, ten trąba!

W kawiarence Sułtan przed panią róża żółta,
a obok pan, co miał tę różę i pani dał.

Pajączek wyszedł z róży, bo zapach go odurzył.
Pijany jakby krzynkę szedł, snując pajęczynkę,
co im związała ręce przez stolik w kawiarence.
Sam mało nie wpadł w krem – widziałem to, więc wiem…

I już ten pan i pani zostali w tej kawiarni –
bo gdyby nie zostali, to by tę nić zerwali.
Na kształt anioła stróża właściciel ich odkurza,
jeść daje im i pić i tak powinno być…

Galeria Flickr

Gdy kiedyś przy księżycu iść będziesz tą ulicą –
gdzie kawiarenka Sułtan – wstąp choć na chwili pół tam
zobaczyć, czy ta pani z tym panem wciąż ci sami.
Sto innych spraw masz, lecz to też jest ważna rzecz.

Czy w kawiarence Sułtan przed panią róża żółta ?
Czy obok pan, co miał tę różę i pani dał?
Czy oni tam są?

Pani Jeziora

Pani Jeziora

CCC, ujęcie piąte. Czyli masowej produkcji ciąg dalszy.
Kategoria z legendami o królu Arturze.

Przedstawia Artura wraz ze swym towarzyszem, Merlinem. W mroźnych, wysokich górach spotykają Panią Jeziora, która postanawia ofiarować Arturowi słynny miecz – Excalibur.

Jakby komuś było mało:
Brickshelf
Flickr

Miłego oglądania!

Trzymaj balans!

Trzymaj balans!

CCC, ujęcie szóste i ostatnie. Z opóźnieniem, bo już przestałem nadążać z publikowaniem :)

Kategoria Court Entertainment.

Król był w fatalnym humorze już od tygodnia. Był to czas ogromnego wysiłku królewskiego błazna, który dwoił się i troił, byle rozweselić swojego pana – w końcu taki podpisał kontrakt. Nawet mrożące krew w żyłach akrobacje na wysokości nie dawały rezultatu.

Pozostało więc piąć się do góry…

Brickshelf
Flickr

Miłego oglądania!

Niespodzianka

Niespodzianka

CCC, ujęcie trzecie. Kategoria Trial & Error.

Tym razem zacznę od zdjęcia:

Jak ktoś ma czas, polecam opowiastkę wprowadzającą w temat. Tak mnie wzięło na pisanie. Jak ktoś odgadnie jaką książką historia jest inspirowana, może czuć się dumny.

A miało działać…

Miasto było od jakiegoś czasu nękane przez paskudną gadzinę zwaną smokiem. „Wielkie to, i strasznie cwane” – mówiło się o nim. Potwór siał spustoszenie, niszczył wszelkie uprawy, przekształcał budynki w kupki popiołu, i co najgorsze – każdego dnia starannie dobierał swoje śniadanie. W dni postne była to zazwyczaj jakaś owieczka, a przez pozostałe cenił sobie dobre urodzenie, zdrową cerę i blond włosy.

Królewski sekretarz starannie obliczył, że swoimi wyczynami gad pogwałcił 59 paragrafów. Z tego powodu mądry król (ooo, jaki mądry!) zarządził natychmiastową eksmisję smoka z jego jaskini. Zarządzenie dostarczył zainteresowanemu sześcioosobowy oddział królewskich strażników, ale zanim żołnierze zdążyli przeczytać mu jego prawa, gad wyegzekwował swoje prawo do sześciu porcji pieczeni. Bywa.

Ale mądrego (i teraz też zmartwionego) króla wielce to zasmuciło. Ogłosił, że śmiałek który pokona złego potwora, otrzyma w nagrodę połowę królestwa (po odliczeniu podatku) i roczny karnet na pływalnię.

Wielu stanęło oko w oko ze smokiem, jednak żaden nie zdołał z nim wygrać. Nawet stary, dobry krakowski sposób z wypchaną owieczką nie dał rezultatów i potwór dostał tylko lekkiej niestrawności.

I oto staje przed smokiem kolejny śmiałek, tym razem nie rycerz a wynalazca. Zasłynął już wynalezieniem młotka bezprzewodowego – teraz przyszła pora na Dragonator. W sposób niezbyt jasny dla niewprawnego oka, miał wykonać liczne pomiary, niezbędne do znalezienia najsłabszego punktu na ciele gada (wszak powszechnie wiadomo że każdego smoka da się pokonać tylko zadając mu cios w ten właśnie punkt) . Szansa powodzenia była jak milion do jednego, ale mogło się udać.

Jednak wygląda na to, że to smok odnalazł słaby punkt tej niezwykłej machiny zanim ona zdążyła znaleźć jego…

I tradycyjnie, (bardzo) krótka historia powstania. Wszystko zaczęło się od smoka – przyszło mi do głowy że torsik minifiga nadawałby się na paszczę jakiegoś stwora, i tak już dalej poszło krok po kroku.

Więcej tradycyjnie na Brickshelfie
A tutaj jest Flickr

Miłego oglądania!