Toltomeja

Angkor Wat – WIP+MOC

Angkor Wat – WIP+MOC

Zbudowane na minikonkurs Nexusa. Chodziło o zmajstrowanie czegoś w jeden wieczór.
I cóż… Właśnie dlatego lubię konkursy. Dostaję kopa do działania, jest termin w którym muszę się zmieścić i w efekcie powstaje coś, co by nie powstało. I wczorajszy wieczór dzięki temu był dużo bardziej produktywny.
A poza tym są zdjęcia z procesu budowania.

Ale po kolei. Popołudnie zeszło mi na segregowanie klocków z winnicy i wieży – trochę tego było, ale kiedyś trzeba. Inny WIP też na razie zszedł na dalszy plan – puste biurko (rzadkość!), herbata, muzyka i zdjęcia oryginału. Można zaczynać!

Okazało się, że po Angkor można się nawet przejść żółtym ludzikiem z googlowych map.
Tak przy okazji – naszła mnie architektoniczno-historyczna refleksja, że nijak nie umiem umiejscowić Angkor w konkretnym czasie. Podobny kłopot miałem zawsze z Aztekami i Majami, bo ich historia rzadko przeplatała się z naszą. Gdyby kogoś to ciekawiło, IX-XV wiek. Angkor Wat, czyli świątynia na której się wzorowałem, to wiek XII.
Samo Angkor to nie tylko ta świątynia – to pozostałości wielkiego miasta, całość zajmuje naprawdę ogromny obszar. Ale to ta świątynia jest najlepiej zachowana i najbardziej znana.

W tym miejscu lekko zwątpiłem. Tempo budowania było… niezbyt imponujące, a zasada jednego wieczoru – święta jak Budda, żeby zostać w temacie.
Uratowała mnie symetria tej budowli – mając kawałek, dało się dorobić resztę prawie nie myśląc.
Przy okazji możecie obserwować ten przyrodniczy fenomen – buduję od góry do dołu. Nie, nie jestem z tego dumny, a wręcz przeciwnie. Ale jakaś nadprzyrodzona siła zawsze każe mi zacząć od tego, co na górze – w tym wypadku, od wież.
W normalnych warunkach pewnie sama środkowa wieża zajęłaby mi jeden wieczór. Teraz nie było czasu na żadne poprawki, przymiarki. Ale widać że wieża stoi, proporcje też nawet nie wyszły złe.

Ostatnie poprawki, schodki… I punktualnie o północy, gotowe!

Rozważam dobudowanie otoczenia do środkowej części świątyni – może dzisiejszy wieczór jest dobrym pomysłem? Na pewno przydałoby się dookoła trochę zieleni – tego już nie udało mi się zmieścić na płycie bazowej, szczególnie że chciałem pozostać w zgodzie z oryginałem (tutaj ładne zdjęcie, gdyby ktoś nie kojarzył).

Życzę miłej klockowej wyprawy do Kambodży, dziękujemy za wybranie naszych linii :)

Wieża Sztormów

Wieża Sztormów

Trzecia praca na CCC, do kategorii “małe co nieco”, czyli Small Miscellanous.

Kiedy skończyłem w wigilię winnicę, stwierdziłem że koniecznie trzeba jeszcze wykorzystać pozostały tydzień na jakąś pracę na CCC. Szczególnie, że na wystartowaniu w tej kategorii bardzo mi zależało – żadnych ograniczeń, poza limitem rozmiaru (płyta bazowa 32×32). Czyli można puścić wodze fantazji, a zarazem mieć szansę na niezłe miejsce w konkursie bez budowania gigantycznej makiety. Jakość, nie ilość.

I gdyby ktoś mi wcześniej pokazał, że zrobię coś takiego w sześć dni, raczej bym nie uwierzył. Okres od świąt do Sylwestra spędziłem głównie na budowaniu, z przerwami na sen i jedzenie. Tak intensywnego budowania nie pamiętam od czasu BBW :)
Pokazuję dopiero teraz, bo jakoś nie lubię kilku MOCy prezentować na raz. Kurz po winnicy już opadł, więc już mogę.

 

PEŁNA GALERIA: www.flickr.com/gp/toltomeja/4h1p18/

 

Ta praca jest na swój sposób wyjątkowa, bo budowałem ją od dołu, co raczej mi się nie zdarza. Co więcej, w żadnym momencie nie wiedziałem, co będzie dalej. Najpierw powstały fale, potem ten domek… A potem jakoś samo poszło. Pomysł z umieszczeniem na szczycie Meteorologa przyszedł chyba z gry Little Big Adventure 2 (stara, ale jara). Tam był właśnie taki przeuroczy czarodziej, którego trzeba było uwolnić, aby ten mógł rozpędzić burze ze szczytu latarni morskiej.

No to tyle. Przyszedł czas na zasłużoną przerwę od klocków… Nie martwcie się, nie na długo :)

Winnica rodu Uvini

Winnica rodu Uvini

Druga praca na CCC (z trzech), do kategorii z wiejskim życiem.

Winnica. Zainspirowane głównie Toskanią, na początku miałem taki ambitny plan, żeby każda praca na CCC prezentowała jakiś inny styl architektoniczny. Więc tutaj mamy toskański.

Zarazem było to świętowanie zdobycia liści w rozsądnej ilości. Warto było czekać :)

Pełna galeria dostępna tutaj: https://www.flickr.com/gp/toltomeja/2im742/

Jak to mówią za oceanem… Endżoj.

Oblężenie

Oblężenie

Coś nam mizernie to CCC idzie, nie sądzicie? Czyżby wszyscy czekali z publikowaniem do ostatniej chwili? :)
No to ja zacznę.

Zbudowane na CCC, kategoria Oblężenie Zamku.

Jak to zwykle bywa przy okazji konkursów, ciężko było zmusić się do zmieszczenia na podstawce 48×48. W efekcie całość zrobiła się trochę napakowana, ale to chyba nawet pasuje do chaosu bitwy.
Jedna z wież oblężniczych nie zmieściła się wcale – ale załapała się na wspólne zdjęcie wszystkich machin (na końcu galerii).

Pełna galeria: https://www.flickr.com/photos/toltomeja/sets/72157649876298802/

No. Castlowcy – do klocków! :D

“Samobroniąca się” forteca

Ale ten tytuł dziwnie brzmi… No cóż – do rzeczy.

Kolejny szalony pomysł. Bo dotychczas zamki zawsze stały sobie i cieszyły oko. A co taki zamek zrobi, jeli zaatakuje go wciekła trialówka? No chyba się nie podda!
(PS: Trialówka miała nawet wystapić w filmie, ale jakos nie miał jej kto zbudować)

Entuzjaści zębatek powinni być zadowoleni, jest ich na oko aż dziesięć. I wszystkie się kręcą. Jak na mnie to chyba niezły wynik. :)

W środku siedzi zakamuflowana kostka NXT i 3 silniki – dwa do napędu, jeden do katapult.
Byłem niezwykle mile zaskoczony mocą tych motorków. Zamek naprawdę nie należy do lekkich konstrukcji, a mimo to potrafi jechać jak opętany nawet na słabej baterii.
Prędkość którą widać w filmiku to 80% – może jechać szybciej, ale wtedy wygląda już bardziej śmiesznie niż groźnie :)

Katapulty. Obie napędzane przez jeden motorek i uruchamiane oddzielnie. Teraz przygotujcie się na kunszt technicznego opisu: taki dzyndzel w środku opuszcza katapultę, która w najniższej pozycji automatycznie nabiera kulę z magazynka. Po zwolnieniu blokady, energia zgromadzona w amorkach pomaga wystrzelić pocisk, a w magazynku kolejna kula przygotowuje się do swojej (ostatniej) podróży.
Każdy magazynek mieści maksymalnie 19 pocisków.
Jak już pokonam sentyment, pokażę troszkę bebechów – na razie można się domyślać jak to wygląda :)

Cała galeria

Strzeżcie się, wrogowie zamków!

Świątynia Meenakshi Amman – Maduraj

Świątynia Meenakshi Amman – Maduraj

Osoby z epilepsją wchodzą na własną odpowiedzialność. ;)

Minęły już dwa lata od pierwszej podróży Pana Wieśka, przyszła pora na ósmą część serii. Odwiedzamy Maduraj na południu Indii.

Na pewno jedna z najbardziej szalonych rzeczy, za jakie się zabrałem. Świątynia Meenakshi Amman w Maduraju. Inspiracja przyszła tuż po powrocie ze Swarzewa, podczas oglądania programu W 80 skarbów dookoła świata (który przy okazji gorąco polecam!). Piękna rzecz. Chcę kiedyś tam pojechać. Muszę to zbudować.

Świątynia w Maduraju jest poświęcona Meenakshi, wcieleniu bogini Parvati. Najbardziej charakterystycznym elementem jest gopura, czyli brama wejściowa bogato zdobiona motywami z hinduskiej mitologii. Podobne konstrukcje występują też w wielu innych świątyniach południowych Indii i Sri Lanki.

Potrafią sięgać nawet 60 metrów, w Maduraju takich konstrukcji jest czternaście, różnej wielkości, z czego najwyższa, Wieża Południowa, ma 52 metry. Na początku wzorowałem się właśnie na niej, jednak końcowy efekt bardziej pasuje do jednej z wewnętrznych gopuram.

Oto sam MOC:

A tutaj fotka dla odniesienia…

Oczywiście nie mogło zabraknąć samej bogini:

Zazwyczaj jest przedstawiana z papugą w prawej ręce (jednej z prawych), niestety klockowa papuga była zdecydowanie za duża na to miejsce, więc są same pióra. Papugi, rzecz jasna.

Po pełny zestaw zapraszam do GALERII, o tutaj.

Polecam też przyjrzenie się widokowi całej świątyni (i tłumu pielgrzymów stojących na wszystkim, na co da się wejść) na tym zdjęciu (uwaga, duże!).

Fun fact: naliczyłem równo 40 kolorów klocków (bez rozróżniania LG/LBG itp.) :D

Miłego oglądania!

Toltoburg

Toltoburg

Podobno długość opisu jest wprost proporcjonalna do wielkości MOCa, więc tym razem nie będzie lakonicznie ;)

Wspólne przedsięwzięcie z Legofanem. Specjalnie na wystawę w Swarzewie, niektórzy już widzieli.

Zdecydowaliśmy się zrobić coś razem, bo co dwie głowy to nie jedna. I udało się mimo pozornych trudności – część Legofana, czyli domki z lewej, jadą w sierpniu do Warszawy, a moje miasto zostaje w gablocie jeszcze przez miesiąc. Trzeba było tak to zaplanować, żeby stanowiły w miarę osobną całość, kiedy zostaną rozdzielone.

To największy mój MOC jak dotąd, równo 6 płyt bazowych (razem z Legofanem 8). Od początku tworzyłem go z myślą o wystawie, więc zaczynałem ze śmiałym planem budowania modułowego. Miało się pięknie rozkładać na 6 części… A skończyło się jak zawsze. Już na wysokości placyku przed zamkiem krajobraz połączył się w jedną całość i o żadnych modułach nie było już mowy. :)

Całe wzgórze jest puste w środku, nie licząc chaotycznego (i dzięki temu jakże urokliwego) rusztowania z technic bricków. W sumie wyszło to całkiem wytrzymałe (podobno Toltoburg jeszcze stoi), choć nie wygląda.

No dobra, ale jeszcze trzeba to przewieźć. Długo myślałem jak się za to zabrać, żeby wszystko przetrwało nienaruszone długą podróż w bagażniku. Doszedłem do wniosku, że najlepiej będzie rozłożyć wszystko na małe części i każdą włożyć do osobnego worka – nawet jak któryś segment się rozwali, nie będę musiał szukać części po całym pudle. Wszystko zostanie w woreczku, łatwe do odtworzenia. A przy okazji mniej miejsca zajmuje.

Mówiąc małe części, mam na myśli małe. Naprawdę małe, bo skończyłem z ok. 70 ponumerowanymi w kolejności składania woreczkami, plus jeszcze kilkanaście większych fragmentów budynków. Na szczęście w transporcie ucierpiał tylko ratusz, a bogata dokumentacja zdjęciowa uczyniła odbudowę czystą przyjemnością i zadaniem niemal tak łatwym, jak składanie zestawu z instrukcji. Rano jeszcze bałem się że będę budować to do trzeciej w nocy, ale poszło ekspresowo. I mogłem spędzić tę noc przy makiecie kolejowej, zamiast przy swojej. :)

Zapraszam do oglądnięcie zdjęć robionych regularnie w miarę postępu prac (służyły do zgrania całości z Legofanem). Mam je tylko na Dropboxie, musicie sobie z tym poradzić.

Po więcej zdjęć pozwolę sobie zaprosić do galerii rh, o tutaj: MAJHOST

I jeszcze tu są dwie fotki z muzeum, widać trochę bebeszków:

To co, podziękowania? Oczywiście dla Legofana za wspólny bój o makietę, Rascha za zaopatrzenie w liście, LLa nie wiem za co (może powinienem raczej go potępić?) i rh za piękne zdjęcia, które uratowały nam skórę (nie zdążyliśmy zrobić swoich).

LF, coś chcesz dodać? Nie krępuj się :)

PS: Kaplica zamkowa jest pod wezwaniem św. Studa oczywiście.

Opuszczona fabryka

Opuszczona fabryka

Kolejna praca na mroczny konkurs Mike’a Doyle’a. Czyli mrok w industrialnym wydaniu.


Abandoned Factory di Toltomeja, su Flickr

Inspirowane zdjęciami z Czarnobyla, fabryki Bhopal w Indiach, hutą w Krakowie, Katowicach, a poza tym oczywiście wieloma diabli wiedzą skąd.

Taki one-photo MOC. Nawet żałuję że nie widać dobrze sufitu, ale na zdjęciach nie wyszedł dobrze. Na jasnym tle nie było mrocznie, a na ciemnym nie było widać światła za oknami. W końcu to zdjęcie, które prezentuję, powstało z połączenia dwóch różnych, robionych z tego samego miejsca, ale w dwóch różnych trybach.

Miłego oglądania!

Greckie miasteczko

Greckie miasteczko

Przyszła pora na kolejną podróż pana Wieśka. Siódmą, o ile dobrze liczę. Tym razem zawitał do spokojnego, greckiego miasteczka. Na tę okazję założył nasz zbudujcowy mundurek :)

Nasz bohater tym razem integruje się z lokalną społecznością w partyjce Backgammona (po mojemu – gamonia). To nie żaden mój wymysł, tylko widok który nie dziwi w żadnym greckim miasteczku. Para dziadków siedzących w cieniu drzew, grająca całymi dniami. Kiedyś myślałem że powinno im się to znudzić, ale sam zagrałem i już rozumiem. Ta gra wciąga i nie chce puścić.

Jak zwykle, źródeł inspiracji było dosyć dużo. Bardzo przydał się przewodnik po Grecji z przeglądem greckiej architektury (i niezwykle przydatnym przekrojem kościoła), poza tym zdjęcia z internetu:

M. in. domki z Vathii, Kapnikarea, Panagia, jeszcze coś w Atenach.

Reszta na Flickr

No, nie było łatwo. Nad samym sześciokątnym dachem spędziłem ponad tydzień, mnożyły mi się pomysły, ale żaden nie był wystarczająco dobry. Biurko zawalały kolejne prototypy, co jeden to gorszy. Na szczęście z niebios spłynęło wtedy oświecenie – pralka, serek, groszek i gotowe!

To tyle. Miłego oglądania!