Awatar

About

http://zbudujmy.to/czlonkowie/toltomeja/

Najbardziej kręci mnie architektura i jeżdżenie palce... eee... klockiem po mapie świata.

Posts by :

Trzymaj balans!

Trzymaj balans!

CCC, ujęcie szóste i ostatnie. Z opóźnieniem, bo już przestałem nadążać z publikowaniem :)

Kategoria Court Entertainment.

Król był w fatalnym humorze już od tygodnia. Był to czas ogromnego wysiłku królewskiego błazna, który dwoił się i troił, byle rozweselić swojego pana – w końcu taki podpisał kontrakt. Nawet mrożące krew w żyłach akrobacje na wysokości nie dawały rezultatu.

Pozostało więc piąć się do góry…

Brickshelf
Flickr

Miłego oglądania!

Niespodzianka

Niespodzianka

CCC, ujęcie trzecie. Kategoria Trial & Error.

Tym razem zacznę od zdjęcia:

Jak ktoś ma czas, polecam opowiastkę wprowadzającą w temat. Tak mnie wzięło na pisanie. Jak ktoś odgadnie jaką książką historia jest inspirowana, może czuć się dumny.

A miało działać…

Miasto było od jakiegoś czasu nękane przez paskudną gadzinę zwaną smokiem. „Wielkie to, i strasznie cwane” – mówiło się o nim. Potwór siał spustoszenie, niszczył wszelkie uprawy, przekształcał budynki w kupki popiołu, i co najgorsze – każdego dnia starannie dobierał swoje śniadanie. W dni postne była to zazwyczaj jakaś owieczka, a przez pozostałe cenił sobie dobre urodzenie, zdrową cerę i blond włosy.

Królewski sekretarz starannie obliczył, że swoimi wyczynami gad pogwałcił 59 paragrafów. Z tego powodu mądry król (ooo, jaki mądry!) zarządził natychmiastową eksmisję smoka z jego jaskini. Zarządzenie dostarczył zainteresowanemu sześcioosobowy oddział królewskich strażników, ale zanim żołnierze zdążyli przeczytać mu jego prawa, gad wyegzekwował swoje prawo do sześciu porcji pieczeni. Bywa.

Ale mądrego (i teraz też zmartwionego) króla wielce to zasmuciło. Ogłosił, że śmiałek który pokona złego potwora, otrzyma w nagrodę połowę królestwa (po odliczeniu podatku) i roczny karnet na pływalnię.

Wielu stanęło oko w oko ze smokiem, jednak żaden nie zdołał z nim wygrać. Nawet stary, dobry krakowski sposób z wypchaną owieczką nie dał rezultatów i potwór dostał tylko lekkiej niestrawności.

I oto staje przed smokiem kolejny śmiałek, tym razem nie rycerz a wynalazca. Zasłynął już wynalezieniem młotka bezprzewodowego – teraz przyszła pora na Dragonator. W sposób niezbyt jasny dla niewprawnego oka, miał wykonać liczne pomiary, niezbędne do znalezienia najsłabszego punktu na ciele gada (wszak powszechnie wiadomo że każdego smoka da się pokonać tylko zadając mu cios w ten właśnie punkt) . Szansa powodzenia była jak milion do jednego, ale mogło się udać.

Jednak wygląda na to, że to smok odnalazł słaby punkt tej niezwykłej machiny zanim ona zdążyła znaleźć jego…

I tradycyjnie, (bardzo) krótka historia powstania. Wszystko zaczęło się od smoka – przyszło mi do głowy że torsik minifiga nadawałby się na paszczę jakiegoś stwora, i tak już dalej poszło krok po kroku.

Więcej tradycyjnie na Brickshelfie
A tutaj jest Flickr

Miłego oglądania!

Pułapka

Pułapka

CCC, ujęcie drugie. Kategoria Secret hideout.

Spotykamy tu niezwykle sympatyczną bandę zbójów, którzy urządzili swój przytulny kącik w opuszczonych ruinach katedry. Służy im nie tylko za kryjówkę, ale też doskonały punkt obserwacyjny z widokiem na całą okolicę.
Pobliska droga wciąż jest ważnym traktem kupieckim. I tej okazji nie można przepuścić – sprytni zbójcy postanowili podkopać się pod nią….


Jak sama nazwa wskazuje, mamy do czynienia z pułapką. W pełni funkcjonalną, rodem z filmu Vinci. Po wciśnięciu jednego z kamieni obok ruin, w mgnieniu oka wóz zapada się pod ziemię, a dwaj zbójcy wyskakują ze swojej kryjówki. Wszystko co trzeba na krótkim filmiku. Jest nawet bardzo krótki, ale trzyma w napięciu. :D

No bo poważnie: co to za banda zbójów, jeśli nie przebiera się za krzaki? Są pewne standardy… ;)

Flickr
Brickshelf

Krzesełka według projektu Deckarda. Piszę, bo teraz tylko z tym mi się kojarzą zeberki.
Niestety robiłem zdjęcia w wielkim pośpiechu, łapiąc być może ostatnie promienie słońca w tym roku, i zapomniałem jednej rzeczy poprawić. Zorientowałem się dopiero teraz. Ale na razie nie przyznaję się co to jest póki nikt się nie przyczepi. :)

Pracę dedykuję zbójcom z Plant, przez których oblałem szkolenie z łucznictwa. Choć wątpię, czy którykolwiek z nich się o tej dedykacji dowie :P

Synneora

Synneora

CCC, ujęcie pierwsze.

Nawet najstarsi mieszkańcy wioski pamiętają wielebnego Athiosa – mnicha który przed laty wybrał szczyt wąskiej skały na miejsce poświęcenia medytacji i modlitwie. Już za życia był postrzegany za świętego.
Tak więc nie ma się co dziwić, że po jego śmierci kult Athiosa rozprzestrzenił się po całym regionie. Odległa skała stała się celem licznych pielgrzymek, a dziesiątki ochotników postanowiły pomóc w budowie kaplicy ku czci zakonnika.

Miś na miarę naszych możliwości. Głównymi źródłami inspiracji były greckie klasztory w Meteorze, chińskie skały Zhangjiajie i te z wietnamskiej zatoki Ha long. Przy przeglądaniu artykułu o Ha long natknąłem się na piękne zdjęcia i tak to się zaczęło. Strzeliło mi do głowy żeby zbudować ukośne skały. Moim subiektywnym zdaniem wyszło to całkiem nieźle i polecam tę technikę entuzjastom mocnych wrażeń, bo do łatwych nie należy. Jak już się ją raz porządnie wczepi na swoje miejsce, każda drobna naprawa wymaga wyjęcia całej sekcji, a potem wsadzania jej z powrotem. Oczywiście żeby ją wyjąć, czasami trzeba zdemontować większy fragment który ją przytrzymuje, i tak w kółko.

No, wesoło było. Taka lekcja cierpliwości. :D

Flickr
Brickshelf

Miłego oglądania!

Zamek Avell

Zamek Avell

Czyli powrót do mikroskali, konkretnie z okazji konkursu Mini Castle Contest. To ten sam konkurs w jakim startowałem dwa lata temu z szaszłykowym zamkiem.

Ach, szaszłyczki… Miło je wspominam, bo to były moje początki tutaj i w ogóle w *FOL-skim biznesie. Co prawda widzę w tej konstrukcji teraz trochę wad, ale to tym lepiej – taka jednoosobowa burza mózgów nad tamtymi zdjęciami pozwoliła mi zrealizować to, na co wtedy brakło miejsca/klocków/umiejętności.

W konkursie była narzucona skala, a mianowicie skala game-figów. Jako że w MOCu wyglądałyby moim zdaniem szkaradnie, zmajstrowałem własne miniminifigi z tego co miałem pod ręką.

To tyle. Czas na słit-focie:


Galeria Flickr (symboliczna)
Galeria Brickshelf (pełna i publiczna)

Miłego oglądania!

Route 66

Route 66

Nareszcie…

Mam zaszczyt przedstawić Wam Route 66 – legendarną drogę łączącą Chicago z Los Angeles. Po niezliczonych kinowych odsłonach nadszedł czas na jej klockową wersję. A konkretnie przydrożny bar na pustkowiach Arizony. Tym razem z wnętrzem, które można z budynku “wysunąć”.



Galeria Brickshelf czeka na ocenzurowanie gołych minifiżek. Póki co, wybrałem najciekawsze zdjęcia.

Tak w ramach ciekawostki – to największy MOC jaki zdarzyło mi się zbudować. Nazwa robocza: bydlę. Publikuję go z niemałą radością i ulgą, że już jest skończony. Wreszcie można się zabrać za coś innego. Jestem zadowolony z efektu, ale mam już trochę dość tej pracy. Za długo nad tym siedziałem – teraz myślę sobie, że można to było zrobić dużo szybciej, ale długo budowałem chaotycznie, bez zdecydowanego planu.

PS: Chyba wiecie kogo szukać? :)

PPS: Przyznaję się bez bicia, użyłem Altbricksowych łodyżek. Przepraszam purystów, może nie spłonę na stosie. Po prostu jak już same wpadły mi w ręce, grzechem byłoby nie skorzystać.

Działający młyn wodny

Działający młyn wodny

Praca na drugi etap BBW, “A jednak się kręci”. I kręci się dosłownie – koło młyńskie napędzane prawdziwą wodą.

Najlepiej pokaże to filmik. Na początku słabo cokolwiek widać, ale nie zniechęcajcie się – po chwili jest zbliżenie.

To jedna z najszybszych prac, jakie skleciłem. Na pomysł wpadłem 9 dni przed terminem zgłoszeń. Na początku wpadłem w panikę, bo to bardzo krótko. Szczęśliwie się złożyło, że był weekend majowy i dużo czasu wolnego, tak że budowę skończyłem wczoraj wieczorem.

Strumyczek został uszczelniony przezroczystą folią. Może to i niekoszerne, ale klocki w żadnym wypadku nie mogą zapobiec przeciekaniu i wylewaniu wody na wszystkie strony. Udało się to zrobić w miarę skutecznie, woda wylewa się tylko u wylotu strumyka.

W końcu przyszedł czas na porobienie zdjęć i filmik. To drugie było najdziwniejszą rzeczą, jaką zrobiłem od dawna, bo trzeba było znaleźć wodoodporny plan zdjęciowy. Jedynym rozwiązaniem okazała się kabina prysznicowa, oferująca atrakcyjny, giętki wąż i kompatybilna z profesjonalnym oświetleniem (kabel i żarówka).


Galeria Flickr
Galeria Brickshelf

Miłego oglądania!

WC, czyli historia klozetu – częć 1

WC, czyli historia klozetu – częć 1

Panie i panowie, nie bójmy się tego tematu!

Już wiele tysięcy lat temu ludzie stwierdzili, że to co opuszcza ich ciało tą czy inną drogą, niekoniecznie powinno być darzone szczególnym sentymentem. W końcu skoro to z siebie wyrzucamy, to pewnie mamy swoje powody.
Dlatego wraz z rozwojem cywilizacji i kultury, powstawały coraz to nowe zwyczaje w tej dziedzinie życia i następował rozwój odpowiedniej infrastruktury. Początkowo było to po prostu wyznaczone miejsce, które służyło wszystkim okolicznym mieszkańcom. Z biegiem lat dziura w ziemi przeobrażała się w bardziej wymyślne wynalazki, podobnie jak sposób utylizowania nieczystości. A wszystko po to, żeby było świeżo i czysto. „Kącik dumania” stał się w końcu oazą prywatności.

Rok 1513. Europejczycy odkrywali nowe lądy, handel kwitnął, a nauka stale szła do przodu. Razem z nią, oczywiście i standard życia, choć europejskie miasta wciąż stawały się często ofiarami wojen i epidemii. W tych trudnych czasach bardzo ważnym aspektem życia stała się higiena. Królewski dekret nakazywał nadzwyczajną dbałość o czystość: poddani mieli obowiązek myć się dwa razy w miesiącu, regularnie czyścić zęby, a każda osoba podejrzana o przenoszenie zarazy była bezwzględnie izolowana.

Jego wysokość zadbał też o odpowiednie regulacje dotyczące utylizowania wszelkich odpadów – zarządził że wszystko co nieczyste, powinno znaleźć się w fosie. Tak więc zaraz po utopieniu całego personelu zamtuza (wszak tak nakazał królewski dekret), przystąpiono do dalszego realizowania programu.

Niestety nowe umiejscowienie toalet na trasie żeglugi nie spodobało się właścicielom pływających po fosie łódek…


Mam nadzieję, że widać o co chodzi.

Galeria Flickr
Galeria Brickshelf

WC, czyli historia klozetu – część 2

WC, czyli historia klozetu – część 2

Panie i panowie, nie bójmy się tego tematu!

Już wiele tysięcy lat temu ludzie stwierdzili, że to co opuszcza ich ciało tą czy inną drogą, niekoniecznie powinno być darzone szczególnym sentymentem. W końcu skoro to z siebie wyrzucamy, to pewnie mamy swoje powody.
Dlatego wraz z rozwojem cywilizacji i kultury, powstawały coraz to nowe zwyczaje w tej dziedzinie życia i następował rozwój odpowiedniej infrastruktury. Początkowo było to po prostu wyznaczone miejsce, które służyło wszystkim okolicznym mieszkańcom. Z biegiem lat dziura w ziemi przeobrażała się w bardziej wymyślne wynalazki, podobnie jak sposób utylizowania nieczystości. A wszystko po to, żeby było świeżo i czysto. „Kącik dumania” stał się w końcu oazą prywatności.

Rok 2513. Ludzie już dawno wyczerpali wszystkie naturalne zasoby swojej planety. Powietrze na całej Ziemi stało się tak zanieczyszczone, że przekroczyło kilkukrotnie wszelkie normy bezpieczeństwa. Ostatnie rezerwy wszystkich państw zostały zebrane razem i przeznaczone na budowę nowego miejsca zamieszkania dla milionów ludzi, z dala od Ziemi – na Księżycu.

Z racji bardzo ograniczonego bogactwa surowców w ich nowym domu, ludzie musieli nauczyć się dbać o dane im środowisko, a same stacje musiały być w stu procentach sterylne i samowystarczalne. Rośliny i zwierzęta, stanowiące niezbędne pożywienie dla mieszkańców, musiały być hodowane w laboratoriach, a cała zużywana energia odzyskiwana. Także wszelkiego rodzaju odpady i nieczystości okazały się cennym materiałem opałowym, a po odpowiednim przetworzeniu nadawały się na doskonały nawóz dla roślin.

Galeria Flickr
Galeria Brickshelf

To i owoo

To i owoo

Zgodnie z planem, pan Wiesiek wybrał się do Mongolii. Od dziecka marzył, aby spędzić noc w jurcie, ale spotkał tam też coś szczególnego…

Proszę państwa, oto Owoo.

Owoo stawiamy w miejscach dla nas ważnych, w miejscach kultu religijnego albo idąc na łatwiznę – na jakimś wzgórzu. Często są na nich poumieszczane niebieskie chusty (khadag).

Zgodnie z mongolską tradycją, każdy będący w pobliżu Owaa podróżny powinien zatrzymać się i obejść je trzy razy, za każdym razem dorzucając jeden kamyk. Tym sposobem Owoo buduje swoją potęgę, a w nagrodę obiecuje zapewnić szczęście w podróży.

Tak żeby było wiadomo o co chodzi – zdjęcie prawdziwego Owaa (uwaga, spore)

No i jest też jurta. Niestety trochę za mała w stosunku do reszty, ale nie za bardzo było jak zrobić większy dach. Posiada wnętrze z paroma mebelkami.


Brickshelf
Flickr

Tym razem praca skromna, bez fajerwerków. Niemniej temat Owoo wydał mi się niezmiernie uroczy i chętnie się dowiem co o pracy myślicie.

Miłego oglądania! I nie zapomnijcie dorzucić kamyczków… :D